piątek, 31 grudnia 2010

Dwa Tysiące Dziesiąty

2010 był niesamowitym rokiem i cieszę się, że choć w małej części mogłam go dzielić z Wami. Jestem bardzo wdzięczna za Wasze wsparcie i cieszę się, że coraz więcej osób odwiedza moją stronę. Z niecierpliwością czekam na wszystko, co przyniesie nam 2011. Szczęśliwego Nowego Roku. xoxo

fot. WhiteChocolateMoccha, Adam Bondarowicz, Małgorzata Zimna
   xoxo

środa, 29 grudnia 2010

Biało-niebieski Flaming


Pożegnałam się wczoraj z Warszawą na najbliższe dwa miesiące. Ostatni dzień spędziłam naprawdę pięknie. Zaczął się śniadaniem z przyjaciółmi a zakończył w restauracji, która absolutnie króluje na mojej liście. Flaming, oprócz jedzenia, które jest tu czystą rozkoszą urzeka mnie ciepłym, prostym wnętrzem i przytulną, ale elegancką atmosferą, która sprzyja każdemu rodzajowi spotkań. Bardzo duży wybór win(obłędny grzaniec!), które uwielbiam i innych znakomitych alkoholi, włoskie specjały, który można kupić do domu jak prawdziwa włoska bresaola, zniewalające ciasto daktylowe i bezsprzecznie najlepsza pizza jaką jadłam. Za każdym razem po przestudiowaniu całego apetycznego menu, moje zamówienie kończy się póki co tak samo - Riva z krewetkami, mango, curry i świeżą kolendrą. Namawiam towarzyszące mi osoby do wybrania innej pozycji z menu i tym sposobem próbuje pozostałych delicji. Jeśli ktoś miałby opory, aby zabrać dzieci - jest to miejsce bardzo baby friendly, z obsługą, która z wrodzoną życzliwością i naturalną uprzejmością wspiera nasz posiłek z maluchem (specjalne podziękowania dla Pani Menager za użyczenie własnego biurka do przewinięcia Viktora). To jedno z tych miejsc, które chętnie zabrałabym ze sobą do Belgradu, ale dla tych, którzy są w Warszawie - obowiązkowo wpisać śniadanie, obiad bądź kolację we Flamingu w grafik! www.flaming-co.com

wtorek, 28 grudnia 2010

Świątecznie Naładowane Baterie



Święta absolutnie mnie pochłonęły. Po trzech dniach błogiego lenistwa, wielkiego obżarstwa i ciepłej, rodzinnej atmosfery udało mi się dokopać do komputera przez górę śniegu i prezentów. Był to również o tyle ważny okres, że zbliża się dla mnie czas podjęcia poważnych życiowych decyzji, a myślenie o tym  kiedy jest się lekko oderwanym od rzeczywistości ma zupełnie inny ciężar i jest nieco przyjemniejsze. Obiecuję, że jak już wszystko się wyjaśni, napiszę jak się sprawy mają. Jedynym minusem tego weekendu są dodatkowe kilogramy, nad którymi planuję popracować w Belgradzie (co, znając moją miłość do jedzenia, nie będzie łatwe). Na pewno do tego kilogramowego wyniku przyczynił się w dużej mierze sobotni brunch. Kilometry wykwintnego jedzenia - kawior, ostrygi, owoce morze, kaczka w sosie różanym, a wszystko podane w odświętnym i eleganckim otoczeniu jednego z najładniejszych, moim zdaniem, warszawskich hoteli. Proces trawienia został nieco wsparty przez długi spacer Krakowskim Przedmieściem, które jest cudnie przystrojone tysiącem światełek. Tyle szczęscia. I wcale nie zamierzam tego stanu porzucić - dzisiejsza kolacja u dobrych znajomych i jutrzejsze śniadanie z przyjaciółmi, nowy rok za pasem a tuż po nim kolejne, bo serbskie, święta. Wszystkie radości przychodzą do mnie ostatnio parami.

piątek, 24 grudnia 2010

Piernikowy zawrót głowy


Po szaleńczych przygotowaniach świątecznych postanowiliśmy ostatni wieczór poświęcić na relaks i zabawę. Upiekliśmy pierniczki i zabraliśmy się do rodzinnego malowania. Jest to niesamowicie kreatywne, fajne i przyjemne, ale nie dajcie się zwieść - konkurencja (czyj piernik będzie najładniejszy) jest ogromna! Uwielbiam malowanie pierniczków, jest w tym element filmowej wersji świąt, te wszystkie kolory lukrów (w tym roku odkryliśmy lukrowe pisaki, które bardzo ułatwiają kreślenie precyzyjnych wzorków), zapach ciastek w całym domu. Dla tych, którzy jeszcze nie przygotowali pierników a mają jutro czas i chęć - oto przepis:

300g mąki, pół szklanki miodu, jajko, 100g cukru, łyżka masła, pół łyżeczki sody, łyżeczka przyprawy korzennej. W rondelku zagotować miód. Przesiać mąkę na stolnicę, zrobić dołek, wziąć miód i mieszać nożem. Następnie dodać cukier, przyprawę, sodę, masło i jajko; zagnieść ciasto. Wygniatać energicznie i długo, bo nie urosną. Dobrze wyrobione ciasto rozwałkować; wycinać ciasteczka i układać na natłuszczonej blasze. Wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec 15-20 minut. Po wyjęciu odczekać chwilkę, aż lekko wystygną i możemy zabierać się do malowania.