czwartek, 27 października 2011

Barcelona piłką stoi...ale czy tylko?


 Barcelona jest przepiękna. Pełna cudownych uliczek, przy których dumnie prezentują się wspaniałe kamienice, których niekiedy widok zapiera dech w piersiach. Uliczki te dodatkowo upstrzone są kawiarenkami, piekarenkami, sklepiczkami, w których prawie zawsze można znaleźć gdzieś w kącie wciśnięty stoliczek po to, aby przysiąść na chwilę i napić się dobrej aromatycznej kawy.
Gaudi..Oczywiście zachwycający niezwykłą wyobraźnią i perfekcyjną inżynierią.
 Mecz FC Barcelony niezapomniany. Totalnie zaangażowałam się w kibicowanie i z wypiekami na twarzy darłam się w niebogłosy wraz ze stutysięcznym tłumem.
Wizyta w sklepie FCBotiga Megastore gdzie można kupić wszelkie gadżety drużyny, dość zaskakująca. Pierwszy raz w życiu widziałam mężczyzn w zakupowej gorączce oraz siebie, siedzącą gdzieś z boku i mówiącą do siebie w myślach…kiedy to się skończy…
 Wszystko to oczywiście super, rewelacja, ale od podróży mamy tu Sławka, więc ja w paradę wchodzić mu nie będę, a poza tym nie to wspominam z rozrzewnieniem…
Poryw serca w Barcelonie, wręcz wyryw bym powiedziała poczułam po wejściu do tego miejsca St. Joseph's Market.
 Niczym Mary Lennox weszłam na teren Tajemniczego Ogrodu…i zamarłam, nogi się pode mną ugięły, umysł zwolnił, wzrok wyostrzył tylko po to żeby ogarnąć wszystko naraz. Żeby uwierzyć w to, co widzę…a moim oczom ukazał się bazar…co ja mówię..Miasteczko składające się z mnóstwa stoisk, witryn, wózków, stołów. A tam cuda, cudeńka.
Misternie i pieczołowicie poukładane przez sprzedawców owoce, warzywa, ze swego rodzaju namaszczeniem traktujących to, co mają do zaoferowania.
Pomidory…och bardzo proszę, obecnie mamy 20 różnych rodzajów.
 Krewetki, małe, duże, średnie, różowe, szare, z ikrą lub bez..A może przy okazji jeszcze kraba (świeży, jeszcze się rusza) a może langustę, co łypie swoim okiem?
 Zwiedzanie rozpoczęłam od zakupienia rożka z hiszpańską szynką na przegryzkę (prosty sposób, jak dodatkowo zarobić na reszteczkach niemożliwych do skrojenia).
 Im dalej w głąb tym bardziej kręciło mi się w głowie, niczym na meczu tenisa latała mi to w prawo to w lewo.
Jest tam po prostu wszystko!! Zaczynam od rzeczy prostych i flagowych..Choć i tak robiących takie wrażenie, że szczękę notorycznie zbierałam z podłogi..
 
Szynki, podwieszone pod sufitem, pachnące słodko i kusząco, piękne i pyyyyyszne. Idziemy dalej, oliwy, rzecz powszednia, ale i tak cieszy oko, owoce morza, ryby wszelkiej maści, koloru, wielkości…Piękne…Owoce, kolorowo uśmiechające się ze skrzynek, niektóre w wersji take away…zapakowane z widelczykiem, gotowe do wzięcia w łapkę na dalszą podróż. 
 
 Warzywa, coś niezwykłego, poukładane w stosach, w dziesiątkach różnych odmian od ziemniaka do karczocha, poprzez groszek cukrowy na rukolach, endywiach, roszponkach kończąc.
 
Czekoladki, owoce kandyzowane, orzechy…wszystko pachnące kusząco, słodko i ni jak niewspomagająco tych, co obecnie na diecie.
 
 
 Mięsa, z takich części, które oglądałam wyłącznie w mojej książce „Kuchnia. Produkty spożywcze z czterech stron świata” (zdjęcia w tym przypadku są mało twarzowe, więc tę wizualizację ominę)
Grzyby…po ilości różnych stwierdzam, że jestem grzybowym ignorantem. 
Nawet jajka mają swoją witrynę :)
 No i wina…boskie, katalońskie wina.
Dodatkowo uspokoiłam nieco swoje myśli o zbyt obsesyjnej mojej miłości do jedzenia…gdyż na owym bazarze, niezwykle trudno jest się poruszać, ze względu na ogromną ilość turystów, którzy nadciągają tu z całego świata…cóż się im dziwić…w 2009 roku, Forbes umieścił Barcelonę na piątym miejscu, najlepszych miast na świecie gdzie można dobrze zjeść. tu można o tym poczytać

Już prawie kończę..Wspomnę jeszcze o tym, co będzie za tydzień, a będzie jak zwykle o jedzeniu, tym razem okraszonym szaleństwem..Będzie o krewetkach i o moim pierwszym w życiu underground restaurant…Zapraszam kochani i przesyłam ucałowania.

Ps. Jeszcze mi się o soczkach przypomniało, takie…po eurasku, smaki jak widać na zdjęciu, we wszystkich możliwych konfiguracjach…piłam żeby nieco ostudzić swoje emocje.

0 komentarze:

Prześlij komentarz