wtorek, 25 października 2011

LADURÉE


Pierwszy raz spróbowałam macaroników Ladurée jakieś trzynaście lat temu w Paryżu i prawie umarłam z wrażenia. Jako urodzony gourmet czułam, że właśnie jestem jedną nogą w raju. Idealnie kruche na zewnątrz, cudownie pękają przy każdym ugryzieniu, odkrywając wspaniale miękkie nadzienie i doprowadzając kubki smakowe do wariactwa. Wybierać wśród smaków i kolorów możemy bez końca, poczynając od klasycznych czekoladowych, pistacjowych czy waniliowych, przez różane, jabłkowe, , pomarańczowe, po cytrynowo-tymiankowe, mandarynkowe i miętowe. Co roku, w laboratoriach strzeżonych równie dobrze, co kopalnie diamentów, powstają coraz to nowe smaki. 


Genewski butik Ladurée ze słodkościami
Macaroniki to wymysł Ladurée i żadne nie smakują nawet podobnie do tych oryginalnych. Można je spotkać w wielu miejscach, próbowałam wielu w Polsce, ale oprócz pokrewieństwa w wyglądzie, większość z nich nie powinna się nawet macaronikami nazywać. Wymyślone przez Pierra Desfontaines, kuzyna Louis Ernest Ladurée, na początku XX wieku, od razu stały się jednym z luksusowych, ale wciąż przystępnym symbolem Paryża i dobrego smaku. 

Ladurée było jedynym wykonawcą wszystkich łakoci, które mogliśmy oglądać w "Marii Antoninie"
Typowe wnętrze Ladurée
Macaron w takim wydaniu serwowane są tylko w kawiarniach Ladurée
Polecam równie słodką, co same macaroniki, stronę Ladurée. A nóż znajdziecie ich butikową cukiernię w którymś z miast świata, do którego planujecie podróż? Będzie to na pewno wycieczka warta grzechu! 

 Zdjęcia 5,6,7,8 via google image

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz