wtorek, 15 listopada 2011

7 rzeczy weekendowych (with BIG delay)

Aniołek, którego dostałam od Mamy sto lat temu i który przeprowadza się zawsze razem ze mną
Weekend minął pod hasłami:Ikea i kartonów 500. Rozpakowywanie, przepakowywanie, rozkładanie, planowanie i mierzenie to czynności, które zajmują większą część mojego dnia. Jestem jednocześnie podekscytowna wizją i planami zagospodarownia naszej przestrzeni a jednocześnie lekko zniecierpliwiona oczekiwaniem na łóżko, kanapę, materac i INTERNET. Okazuje się bowiem, że szwajcarzy są bardzo słowni i zorganizowani we wszystkim, z wyjątkiem dostarczania na czas zamówionych mebli i usług (biurokracja zniewalająca!). Podczas jednago z wieczorów w wersji unplugged, uświadomiłam sobie, że jest to moja czwarta przeprowadzka...w tym roku. Trzy różne kraje, czwarte z rzędu mieszkanie. Nie nabrałam jednak dzięki temu absolutnie żadnej wprawy w kwestii rozpakunku. 
Z uroczej winiarni, która znajduje się niemal na drugim końcu miasta, ale jako jedna z niewielu ma wireless ściaskam Was gorąco w drugi dzień tego chłodno i pracowicie zapowiadającego się tygodnia. 
Dziękujemy za Wasze komentarze i wszystkie "lajki" - są wspaniałe!

Bywam w Ikei tak często, że mogę śmiało powiedzieć, że jest to mój widok z okna
Stara waza znaleziona na Flea Market. Urzekłu mnie malowane na niej kobiety w XIX wiecznych sukniach, jak wiadomo sukni nigdy nie jest zbyt wiele
Niedziałający kominek, który próbuje jakoś "rozgrzać", wszelkie pomysły mile widziane!
Uwielbiam kształt i wygląd Wieży Eiffla, kojarzy mi się z romansem, bagietkami i zadymionymi, gwarnymi kawiarniami z cudowną atmosferą - tę znalazłam na Flea Market i zabrałam natychmiast do domu
Idealny stojak na biżuterię
Viktor, który zakochał się w moich bamboszkach

0 komentarze:

Prześlij komentarz