wtorek, 29 listopada 2011

7 rzeczy weekendowych (with delay)

Sobotnie południe w towarzystwie lakieru do drewna i zestawu pędzli. 
Urządzanie mieszkania okazuje się być nie tylko niełatwe i męczące, ale też nierzadko bardzo irytujące. Jeździmy, oglądamy, zamawiamy. Czas oczekiwania na meble dłuży się niemiłosiernie. Miałam zupełnie inne wyobrażenia - my na miękkiej, cudownie wygodniej sofie plus przekąski i dobry film, ja, Narzeczony i Viktor w wielkim, przytulnym łóżku i poranne łaskotki, my przy stole w jasnej kuchni, pałaszujący śniadanie z pięknej zastawy. Nie wzięłam pod uwagę, że na sofę przyjdzie mi czekać dwa miesiące, na łóżko trzy, na kuchenny stół ponad miesiąc.... I pewnie nie byłoby teraźniejszego pośpiechu, gdyby nie fakt, że na Boże Narodzenie przyjeżdżają rodzice moi i Narzeczonego. Kochani, śle Wam moje uściski na cały tydzień, nieco opóźnione, podobnie jak wszystko co robię w ostatnich tygodniach (za co serdecznie przepraszam!)
Ożywiamy nasze puste jeszcze przestrzenie 
Pieczone kasztany - wspaniałe na zimne jesienne wieczory
Kapelusz Brixton. Uwielbiam piórka.
Jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę doczegać się nocy - poduszka Tempur, którą polecam wszystkim, którzy chcą otulić się wygodą podczas snu.
Lizakowa choinka do pokoju Viktorka - pierwsza zapowiedź świąt w naszym mieszkaniu
Moja ukachana bluzka od Violi Śpiechowicz

0 komentarze:

Prześlij komentarz