piątek, 11 listopada 2011

Blaszana korona wysadzana perłami...



Kto kiedyś nie marzył o przeniesieniu się w czasie do starożytnej Grecji? Chyba wszyscy w naszej wyobraźni podróżowaliśmy w czasie do tej kolebki nauki, kultury, która jednocześnie była pierwiastkiem demokracji. Do dnia dzisiejszego dużo wyrazów codziennego użytku pochodzi właśnie stamtąd. No i jeśli Grecja to oczywiście pierwsze, co nam przychodzi na myśl to Ateny. Trzeba przyznać, ze grecy potrafili stworzyć aureole świetności wokół swojej stolicy, ale czy rzeczywiście tak jest?  Oczywiście jest kompleks Akropolu pięknie położony na wzgórzu, który składa się z Propylei, Erechteronu, Świątyni Nike, Partenonu i położonym u jego stop Odeonem Herodosa Attyka (amfiteatr). Jest tez sporo innych zabytków, świątyń i budowli z epoki świetności Aten, jednak jak to zwykle bywa jest pewne, „ale” a raczej kilka i to dosyć poważnych (wszystko to jest oczywiście moją osobistą opinią, z którą niekoniecznie trzeba się godzić).
Ateny - widok z Akropolu
Partenon na Akropolu (dzisiaj już można obejrzeć bez dźwigów)
amfiteatr z widokiem na Ateny
Sporo z nich, jest w raczej powiedzmy sobie szczerze, bardzo przeciętnym stanie konserwacji i czasami wymaga naprawdę dużej dozy wyobraźni, aby stworzyć sobie obraz czegoś, co było kiedyś jakimś pałacem a dzisiaj jest to kilka bloków marmuru leżących bez składu i ładu w wysokiej trawie. Pomimo wielkich starań przewodnika, który usiłował mi wytłumaczyć, że tu właśnie była piękna łaźnia z marmuru ozdobiona czymś tam, malowana w coś tam i wszystkie możliwe och i ach zachwytu, ja w dalszym ciągu widziałem tylko parę porzuconych kamieni  w haszczach (być może będę musiał się zapisać na jakiś kurs wyobraźni). Gdyby tak zacząć wyliczać te wszystkie zabytki to zebrałoby się tego nawet i sporo (Teatr Dionizosa, zespół budynków publicznych starożytnej Agory Greckiej, zrekonstruowana stoa Attalosa, mieszcząca Muzeum Agory,Tezejon, Kościół Świetych Apostołyów (Solaki), Areopag, Agora rzymska, Wieża Wiatrów, pozostałości biblioteki Hadriana, dawny meczet Fethiye Tzami – Meczet Zdobywców, Łuk Hadriana, Światynia Zeusa Olimpijskiego, marmurowy stadion Kallimarmaro (Panathinaikon), wybudowany około 330 p.n.e. i odrestaurowany w roku 1896, miejsce pierwszych Igrzysk Olimpuijskich ery nowożytnej, odbytych tu w roku 1896, cmentarz Keramejkos, kościoły bizantyńskie, w tym Panagia Gorgoepikoos i Kapnikarea czy malownicza dzielnica Plakaale ale jakoś to wszystko jest bezładne, słabo oznakowane, przeciętnie pokazane i niewykorzystane. Zdaję sobie sprawę, że koszty restauracji byłyby bardzo wysokie niemniej chyba warto by było w to zainwestować. Z drugiej strony to nie jest pierwsze miasto na świecie, które wychodzi z założenia, że po co inwestować jak ludzie i tak przyjadą, bo to jest Grecja i to są Ateny. Pewnie tak, ale wszystko do czasu.
zmiana warty przed parlamentem Grecji
stadion pierwszych Igrzysk Olimpijskich ery nowożytnej w Atenach
Miasto samo w sobie nie jest jakąś atrakcją. Architektonicznie pozostawia wiele do życzenia. Szare prostokątne bloki często w kiepskim stanie są monotonną częścią krajobrazu. Trochę zmian na lepsze wniosła organizacja igrzysk olimpijskich w 2004 roku. Nowe metro, kilka obwodnic wokół miasta i parę ulic w miarę przejezdnych, trochę farby i to chyba wszystko wyłączając oczywiście kilka obiektów sportowych. Ruch na ulicach olbrzymi, korki w ciągu całego dnia, duże zanieczyszczenie powietrza w połączeniu z wysokimi temperaturami w ciągu lata, nie czynią z Aten jakiegoś atrakcyjnego miasta. Dwa dni na zwiedzenie w zupełności wystarcza a dla wielu będzie ich o jeden za dużo. 
port w Pireusie
liczne promy wypływaja z portu w Pireusie we wszystkich kierunkach
Na szczęście Grecja to nie same Ateny. Niedaleko od stolicy znajduje się bardzo ciekawy kanał Koryncki, który z pewnością warto zobaczyć a potem z nudnawych i nie specjalnie atrakcyjnych Aten jest tylko krótki skok samolotem lub troszkę dłuższa wyprawa promem, aby dotrzeć do przepięknych greckich wysp. Są one prawdziwą ucztą dla oka i nie tylko. Lazurowe wody morza egejskiego otulają wyrastające z nich wysokie klify wysp, których szczyty z kolei kąpią się w niesamowicie niebieskim niebie. Wszystko to tworzy kolorystycznie perfekcyjną kompozycje. Setki wysp rozsianych po morzu są same w sobie warte wizyt, chociażby w postaci przejażdżki promem, bez konieczności schodzenia na ląd. Oczywiście są wśród nich perełki, których grzechem byłoby nie poznać z bliska. Piękna w średniowiecznym stylu zachowana Rodos, mistyczna Mykonos i urokliwa Santorini ze swoimi słynnymi zachodami słońca i niezmiernie malownicza wioska Oia (amatorów fotografii zachęcam na zajęcie dobrego miejsca wystarczająco wcześnie, w przeciwnym wypadku będziemy mieli ładne zdjęcia tyłu głów tych, którzy przybyli tam przed nami), Korfu ze swoją twierdzą broniącą dostępu do portu, może w trochę mniejszym stopniu Kreta i wiele, wiele innych wysepek tego uroczego archipelagu.
Nie sposób nie wspomnieć o tamtejszej kuchni. Bardzo specyficzne śródziemnomorskie smaki, mnóstwo warzyw, owoców morza, słynny grecki jogurt, ouzo (rodzaj wódki), ser feta, baranina, jagnięcina, dobry olej z oliwek itd.. Napewno Grecy będą Wam też wychwalać swoje wina, niestety według mnie są one bardzo przecięte i może mogłyby konkurować z bułgarskimi, gruzińskimi, rumuńskimi i może nawet polskimi, ale są o lata świetlne od hiszpańskich, francuskich, włoskich, australijskich, chilijskich, argentyńskich etc. Po prostu nie ta liga.
polecam terminy posezonowe  - właśnie dlatego
Rodos - powrót do średniowiecza
pełno kafejek, barów i restauracji
przyjemnie pospacerowac po takich zakatkach
twierdza na Rodos
szczegół architektoniczny z Rodos
plac Hipokratesa na wyspie Rodos
mnóstwo takich zaułków jak ten
czasami odnosi się wrazenie, że to wszystko jest zrobione z klocków Lego
"obowiazkowe" zdjęcie z Santorini
miasteczko Oia na wyspie Santorini z typowymi wiatrakami
najlepszy sposob na zwiedzanie greckich wysp - rejs statkiem
zmierzch na wyspie Mykonos
Latem, trzeba być przygotowanym na spory tłok, i na dosyć wygórowane ceny, ale też wyspy ze względu na swoja wielkość mają limitowaną bazę hotelową i oczywiście wszyscy na raz nie mogą się tam pomieścić i to właśnie ceny regulują napływ przyjezdnych. Co innego jest przyjechać w maju, czerwcu, wrześniu czy październiku, że o pozostałych miesiącach nie wspomnę. Dużo mniejszy tłok, dużo ciszej, wolniej i oczywiście ceny nie mają nic wspólnego z tymi z pełni sezonu.
po sezonie znacznie spokojniej
bardzo kolorystyczne obrazy lokalnych malarzy
dużo malych, malowniczych hotelików

stary port na Krecie
Korfu... 
...ulica w centrum miasta...
.. i jeden z placyków
panorama Korfu  
Reasumując: Szybki rzut oka na Ateny i…wyspy, wyspy i jeszcze raz wyspy. Chyba najwygodniej i najłatwiej jest zwiedzić je korzystając z jakiejś wycieczki statkiem. Jest ich dużo do wyboru i ceny są na każdą kieszeń. A jeśli już miałbym wybrać jedną z nich na tygodniowy pobyt to prawdopodobnie byłaby to Rodos no i może na romantyczny wyjazd dla zakochanej pary czy podróż poślubną - Santorini.
P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11

0 komentarze:

Prześlij komentarz