piątek, 2 grudnia 2011

Miastoktóremanajdłuższąnazwęnaświecie

Bangkok ze swoimi 7 milionami mieszkańców i 12 milionami, jeśli dodamy jego obrzeża jest stolicą i największym miastem Tajlandii. Może się pochwalić tytułem miasta o najdłuższej nazwie: Krungthepmahanakhon Amonrattanakosin Mahintharayutthaya Mahadilokphop Noppharatratchathaniburirom Udomratchaniwetmahasathan Amonphimanawatansathit Sakkathattiyawitsanukamprasit - co oczywiście z łatwością się tłumaczy na: “miasto aniołów, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobywalne miasto boga Indry, wspaniała stolica świata wspomaganego przez dziewięć pięknych skarbów, miasto szczęśliwe, obfitujące w ogromny Pałac Królewski, który przypomina niebiańskie miejsce gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, to miasto dane przez Indre, zbudowane przez Wisznu.” Wszystko to oczywiście w celu ułatwienia nam podania adresu w ostatniej chwili komuś na stacji kolejowej, w momencie, kiedy rusza pociąg.
Jeżeli jest coś obowiązkowego do zobaczenia w Bangkoku to na pewno jest to Wielki Pałac Królewski. Ten piękny klejnot w samym sercu miasta jest świeżo odrestaurowany w całej swojej okazałości.  Przepięknie kolorowy sprawia wrażenie kalejdoskopu zmieniającego kolory w zależności od położenia słońca. Kompleks pałacowy ma powierzchnię 220 tys. metrów kwadratowych, także trzeba przewidzieć na to wystarczająco dużo czasu, ale obiecuję, że każda minuta tam spędzona jest tego warta.
Wielki Pałac Królewski
niewiele jest takich na świecie
wszystko bogato złocone....
...dokładne w każdym szczególe...
 ...prawdziwie koronkowa robota
Położone nad brzegami rzeki Chao Phraya, która jednocześnie służy, jako jedna z głównych arterii miasta, ta olbrzymia metropolia zaskakuje przybysza od samego początku, w dodatku pozytywnie. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się bardzo chaotyczne. Widząc niesamowitą ilość kabli zwisających między słupami i otulających budynki jak autentyczna pajęczyna utkana przez pijanego pająka skłonni jesteśmy się założyć, że jest absolutnie niemożliwe, żeby coś tu działało. Szybko jednak się przekonujemy, że wszystko działa i to zupełnie nieźle. Tak samo jak popularne Tuk-Tuk, czyli miejscowy tani środek lokomocji, trzykołowe motory, które można spotkać na każdym kroku, i które w chaotycznym ruchu miasta świetnie sobie radząc, zawożą nas z jednego miejsca w drugie w rekordowym tempie. A jeśli ktoś szuka mocniejszych sensacji to niewiele potrzeba, aby zachęcić naszego kierowcę do małego wyścigu poprzez zatłoczone ulice z innym tak samo chętnym kierowcą Tuk-Tuka. Duża frajda dla mających zimną krew w żyłach, lecz nawet oni powinni pamiętać o mocnym trzymaniu się czegokolwiek lub kogokolwiek, co(kto) jest pod ręką. 
aż trudno uwierzyć, że to wszystko jakoś działa
Tuk-tuk, najlepszy, najszybszy, najtańszy i najbardziej "rozrywkowy" sposób poruszania się po mieście

Patpong – bazar a zarazem jeden z“czerwonych dystryktów” też trzeba zobaczyć. Panie na zakupy, panowie natomiast muszą dobrze zwracać uwagę gdyż łatwo jest się pomylić i zamiast puszczać oko do pięknej młodej dziewczyny, może się okazać, że jest to….chłopiec. Jeśli Tajlandia jest rajem na zakupy to Bangkok jest jego Edenem. W ciągu kilku godzin zrobią nam garnitur na miarę, koszule, krawat, bluzkę czy jakąkolwiek kreację dla pań. Pamiętać jednak trzeba o najważniejszym – trzeba się targować i to bardzo, i kiedy już dobiliśmy targu, kupiliśmy to, co chcieliśmy zapłaciliśmy i sprzedawca podziękował nam z szerokim uśmiechem na twarzy w tym właśnie momencie zdajemy sobie sprawę, ze zapłaciliśmy za dużo. Kiedy coś kupimy a sprzedawca płacze i ciska na nas gromy to to jest sygnał, że zrobiliśmy dobry zakup. Niestety zdarza się to raczej nieczęsto. Żarty na bok, nie przejmujcie się, gdy ktoś będzie mówił, że kupił to czy tamto dużo taniej. W większości przypadków tak nie jest, zresztą dobrą ceną to jest ta, z której my jesteśmy zadowoleni. Zresztą naprawdę jest tanio. Będąc w Bangkoku nie omieszkajcie zajrzeć do Sky Bar na 64-tym piętrze State Tower 1055 przy Silom Road i jeśli możecie wieczorem tym lepiej. Jest to jeden z najlepszych barów na wysokościach na świecie a widoki są niesamowite. 
Polecam również zwiedzić świątynię Wat Pho z olbrzymią 46-cio metrowej długości i 15-to metrowej wysokości figurą Buddy w pozycji leżącej, Wat Arun – jedna z głównych świątyń buddyjskich w mieście, dzielnice chińską, która się nigdy nie zamyka i dzielnice indyjską do niej przylegającą. No i oczywiście trzeba przeznaczyć troszkę czasu na coś dla ciała – słynne masaże tajskie. Są fantastyczne. Na każdym kroku jest jakieś miejsce na masaż a szczególnie na masaż stop, w których to Tajlandczycy są “nałogowcami”. Są one naprawdę tanie i skutecznie rekuperuja nasze zmęczone chodzeniem nogi.
dzielnica chińska (zawsze twierdziłem, że grunt to znać języki, wtedy wszystko jest jasne)
bazarów nie brakuje
Pływający rynek Damnoen Saduak oddalony o 2 godz. od Bangkoku jest następną delicją do zobaczenia, na zakupy, spróbowanie miejscowych specjałów ( dla odważniejszych – wszelkiego rodzaju koniki polne, żuczki, chrabąszcze, karaluchy itd., które mają smak podobny do słonych, smażonych na gorącym oleju małych sardynek, tyle ze bardzo chrupiących) jak i swoją malowniczość i niesamowitą kolorystykę. Prawdą jest, że mimo iż jest to coraz bardziej miejsce “turystyczne” to w dalszym ciągu jest bardzo atrakcyjne.
miejscowe przysmaki...
...i lokalne "fast food"
pływający rynek Damnoen Saduak
wszystko kolorowe...
...i świeże
Stąd już niedaleko do Huba Hin, uroczej rezydencji letniej królowej Tajlandii i jeśli się uwiniemy sprawnie to możemy jeszcze zajrzeć do świątyni Phra Phatom Chedi i ogrodu różanego. Na powrót do Bangkoku polecam prom, który w 2, 5 godziny dowiezie nas do centrum miasta. Bardzo sympatycznie spędzony czas, można dobrze zjeść, zrobić dużo ciekawych zdjęć i poznać trochę kuriozalny sposobów na to jak żyją ludzie nad brzegiem rzeki. Wszystko to można zobaczyć w ciągu dnia, ja jednak radziłbym poświęcić na to 2 dni.
Kwai Kaangwon - letnia rezydencja królowej Tajlandii 
Kwai Kaangwon
świątynia Wat Yai Chainmongkon w Ayutthaya
Wat Mahathat w Parku Historycznym w Ayutthaya (legenda głosi, że czasie najazdu birmańskego w XVIII w. ci, żeby przestraszyć miejscowa ludność pościnali głowy wielu statułom Buddy. Jedna z nich wpadła miedzy  korzenie drzewa i tam pozostała do dzisiaj,bezpiecznie nimi otulona. Ciekawostką jest, że miejsce to jest uznawane jako "nieczyste"
ogród róż
współżyjąc z rzeką
kuchnia z widokiem...
...sypialnia też
no i oczywiście satelitarna TV
Reasumując: Bardzo polecane miejsce, bardzo sympatyczni i uprzejmi ludzie, dobra obsługa, hotele na wysokim poziomie, tanio, świetne zakupy i gdzie nie ma ani chwili do zanudzenia się. Jedzenie, co mam powiedzieć – azjatyckie, ale pyszne. Chyba nie ma dania, które może przypominać naszą kuchnię. Bardzo specyficzne smaki, ale raz próbując przekonują a jeśli nie to można skoczyć na “pizze do Włocha”, do Mc Donalds’a lub zjeść w hotelu gdzie zawsze jest kuchnia międzynarodowa, nie zapominając o mnóstwie niesamowicie pysznych i egzotycznych owoców.

P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz