czwartek, 3 listopada 2011

Underground restaurant...czyli historia latających krewetek

Barcelona zachwyciła nas wszelkimi dobrościami, a w szczególności owocami morza. Ponieważ mieliśmy pełny dostęp do kuchni, codziennie wieczorem zajadaliśmy się krewetkami, które popijaliśmy kapitalnym katalońskim białym winem.
Podczas jednej z ostatnich tego typu uczt wpadł nam do głowy pomysł...Skoro jest tak bosko i tak pysznie, czemu nie podzielić się tym z tymi, których lubimy, kochamy tudzież darzymy innym miłym uczuciem...
Od pomysłu do czynu...Opracowaliśmy plan...Wylot o godz. 11, bazar otwierają o godz. 7...damy radę...
I tak we wtorek, zapakowani, w pełnym rynsztunku wyjazdowym, ciągnąc za sobą walizki, drałowaliśmy na bazar zrealizować jakże zwariowany pomysł.
Wieczór, bądź dwa wcześniej, wszyscy Ci, dla których postanowiliśmy popełnić to wariactwo, dostali szczegółowe instrukcje, co, jak, z czym, gdzie i o której:)
Do Warszawy wystartowaliśmy z o 5kg cięższym bagażem. W Amsterdamie, gdzie mieliśmy przesiadkę, staliśmy z nosami przytkniętymi do szyby i sprawdzaliśmy czy aby na pewno krewetki lecą z nami.
Stresy były dwa...
Po pierwsze w perspektywie cudny wieczór i 14 gęb do wykarmienia.
Po drugie, nie daj Boże...Zaginie walizka...Którą po dwóch dniach będzie można bez problemu wyczuć z odległości kilometra, jak już szlag te krewetki zacznie brać.
 Wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Latające krewetki dotarły na Okęcie.

Krewetkowy przepis:

Składniki:
Krewetki (każde, małe, duże, obrane, albo i nie),

Liść laurowy drobno pokruszony,

Czosnek, drobno pokrojony (w zależności od ilości krewetek, ja tam uważam, że im więcej tym lepiej),

Masło,

Białe wino.

Krewetki myjemy. Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy czosnek oraz pokruszony liść laurowy. Na taką mieszankę smakową wrzucamy krewetki. Smażymy na średnim ogniu ok 15  min, krewetki należy co jakiś czas pomieszać, żeby zmieniły stronę smażenia. Można podlać je białym winem na ok 5 min przed zakończeniem smażenia.
W przypadku tego przepisu, ważna jest obserwacja. Trzeba stać nad garami i patrzeć, co tam się dzieje.
Do tego pyszna jest jeszcze sałata, z pomidorkami koktajlowymi i polana mieszanką oliwy i octu balsamicznego. Proste i boskie

Ps. Kolacja odbyła się również. Towarzystwo dopisało i prawie kompletem stawiło się o umówionej porze. Cudna, prześmieszna, szczególnie, gdy wzajemnie przeprowadzaliśmy szkolenia nt "Jak zjeść w pełni uzbrojoną krewetkę".
Przy tej okazji dziękuję swojej drużynie, zarówno za punktualność (Moń, chylę czoła) i za stawienie się w komplecie (tu ukłony dla Pau). Wszystkim zgromadzonym zaś dziękuję za niezwykłą atmosferę, którą wprowadziliście. Oby więcej takich wieczorów, czego sobie i Wam życzę:)

0 komentarze:

Prześlij komentarz