wtorek, 20 grudnia 2011

7 rzeczy weekendowych (with delay)

Absolutnie obłędne kolczyki Aggade (można je znaleźć m.in. TU)
 Wróciłam z Warszawy tydzień później niż planowałam. Ciężko było mi się rozstać z tym przyjemnym zamieszaniem i ferworem przygotowań świątecznych. Święta w Polsce są naprawdę magiczne i wyjątkowe, a ponieważ spędzamy je w tym roku w rodzinnych stronach Narzeczonego, będzie mi ich przeogromnie brakować. Tym bardziej, że poprzednia Wigilia była niesamowicie piękna i rodzinna. Kochani, życzę Wam tygodnia pełnego gorączkowego kucharzenia, biegania za ostatnimi prezentami, udanego polowania na karpia, domu wypełnionego zapachem pierników i uczucia w sercu, że święta tuż tuż!

Tyna zawsze była mistrzynią prezentów. Tegoroczny jest równie wyjątkowy - Konfitowana czerwona cebula z porto i oliwą, Żurawinowe czerwone pesto z suszonymi pomidorami i wermutem i Dżem żurawinowo-gruszkowy z wanilią, kardamonem oraz skórką pomarańczy. Wszystko własnej roboty! Święta zapowiadają się pysznie!
Koronkowa bluzka z Zary, idealny wyjsćiowy basic.
Coś dla miłośników książek i gotowania - deska do krojenia Romeo & Julienne
"Nie to, że mój, ale obiektywnie" - tak powiedziała kiedyś znajoma Mamy wychwalając geniusz swojego wnuka. Ubawiło mnie to bardzo i od tamtej pory stosuje osobiście. Tak więc nie to, że mój, ale zupełnie obiektywnie - czy Viktor nie maluje najpiękniej?
Własnoręcznie poskładana, pobejcowana i polakierowana. Moja kuchenna komoda dumnie pręży się pod oknem.
Piątkowa wizyta u Violi Śpiechowicz. Nawet Viktor pominął drzemkę na rzecz zabaw wśród wieszaków powoli zapełniających się modelami z nowej kolekcji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz