piątek, 29 kwietnia 2011

I LOVE Viola


O moim absolutnym uwielbieniu do Violi Śpichowicz, wielu zdążyło się już pewnie przekonać, podczas lektury wcześniejszych postów (jak np tu, tu, tu i tu). Viola jest według mnie wirtuozem i wróżką w jednej osobie - jej stroje to dzieła sztuki codziennego użytku, będące najczęściej zapowiedzią tego, co obejrzymy w kolorowych magazynach za sezon lub kilka, ponieważ Violunia nieustannie wyprzedza obowiązujące trendy. Szukając czegoś pięknego na rozkwitającą wiosnę i zbliżające się lato, wybrałyśmy się zwartą, pięcioosobową grupą kobiet, do jej atelier. W miarę przymierzania kolejnych kreacji achom i ochom nie było końca, a dodam, że żadna z nas nie ma skłonności do nieszczerego wychwalania. Projekty Violi w magiczny sposób nabierają życia, czaru i jeszcze więcej piękna na osobie, która je zakłada, efekt -powalający! Oprócz cudnego babskiego popołudnia, dobrej atmosfery i otaczających nas wieszaków, które uginały się pod wspaniałymi strojami, większość z nas wyszła bogatsza o nowe, ponadczasowe i zachwycające ubranka. Dla oddania Wam namastki tego, czego doświadczyłyśmy w dzisiejsze popołudnie, odsyłam do strony internetowej, gdzie możecie obejrzeć wiele projektów Violi Śpiechowicz w formacie 3D, wirtualnie dobrać do nich dodatki,a także znależć kontakt do samej projektantki.



czwartek, 28 kwietnia 2011

Bułeczki maślane


Po naszym wspólnym gotowaniu z Razem Smaczniej dostałyśmy z Tyną wiele pytań o przepis na to, co stanowiło drugą część naszej uczty - babeczki maślane z masłem truskawkowym. Przywołując zatem wspomnienie tego wspaniałego dnia, jego aromatów i doborowego towarzystwa, przedstawiam Wam absolutnie wyśmienite, delikatne i rozpływające się w ustach babeczki. 



Przygotowanie ich nie zajmuje wiele czasu i nawet dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z wypiekami, tak jak ja, nie powinny stanowić żadnego problemu

Do przygotowania bułek potrzebujemy:
  • 40g drożdży
  • 100g cukru
  • cukier waniliowy
  • 2 żółtka
  • 250g mleka
  • 500g mąki
  • 70g miękkiego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
Piekarnik nastawiamy na 180-200 stopni. Do miski (którą tuż przed rozpoczęciem polewamy kilkakrotnie wrzątkiem, aby była ciepła) wkładamy dorożdże, cukier, cukier waniliowy, żółtka i mleko. Mieszamy dokładnie, aż uzyskamy jednolitą masę. Dodajemy pozostałe składniki według podanej kolejności i ponownie wyrabiamy do momentu, kiedy wszystkie się połączą. Odstawiamy miskę w ciepłe miejsce i przykrywamy ściereczką (od Izy nauczyłam się, aby wstawiać miskę z ciastem w większe naczynie, wypełnione mniej więcej do połowy ciepłą wodą) i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok 30 min. 
Po wyrośnięciu, pooddzielać od ciasta małe kawałki i uformować z nich kulki. Moża też jak my, użyć formy do muffinek. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 20-25 min. 


Bułeczki można podawać z masłem truskawkowym (masło musi być miękkie i należy pamiętać, aby w miarę miksowania masła na wolnych obrotach, dodawać po jednej truskawce, aby się nie ścięło!), kruszonką, można je nadziać marmoladą, lub włożyć do środka kostkę czekolady. 
Bułeczki są idealne na każdy dzień tygodnia i to zarówno na śniadanie, obiad, kolację czy przekąskę. Nigdy nie wyjdzie ich za dużo, ponieważ nikt nie przejdzie obok nich obojętnie (obłędny, słodki aromat roznosi się po całym domu i przyciąga do kuchni wszystkich obecnych). Radzę też stać na posterunku tuż obok talerza, jeżeli mamy ochotę na więcej niż jedną bułeczkę, bo znikają one w tempie ekspresowym. 

Wielu słodkich  smacznych chwil!

środa, 27 kwietnia 2011

Korona z głowy nie spada

Kurtka Second Hand, okulary Ray Ban, koszula Peacocks, tshirt Zara TRF, pasek Second Hand, spodnie Second Hand, torebka Braccialini ,buty Hego's,

Kiedy moja Mama zastanawiała się nad kupnem tej torebki, bardzo żarliwie ją namawiałam. Nie powiem - miałam w tym swój interes, liczyłam mianowicie, że od czasu do czasu będę mogła z niej skorzystać. Tak też się stało w Poniedziałek, kiedy to wybraliśmy się w odwiedziny do rodziny. Bardzo fajnie komponuje się z dzinsami z second handu (widzianymi tu) i butami, które przeczekały kilka sezonów, żeby znów wspiąć się na szczyt listy modnych dodatków. Jako jedno z akcesoriów wykorzystałam moje włosy, zaplecione w piękną koronę a'la Tymoszenko, o której marzyłam od dłuższego czasu i która nadała charakteru całemu strojowi. 


wtorek, 26 kwietnia 2011

7 rzeczy weekendowych po świętach

Gotowana babka cytrynowa ledwo kończyła się na talerzu, już dokrajaliśmy następny kawałek
Kocham długie leniwe weekendy, szczególnie, jeśli stanowią pretekst do celebrowania i objadania się. Uwielbiam powylegiwać się na kanapie, pograć z Vktorem w piłkę na zielonej trawie, spacerować po lesie i nigdzie się nie spieszyć. Podczas tych ostatnich kilku dni, dałam też sobie całkowite przyzwolenie na jedzenie wszystkigo w każdych ilościach i tym sposobem, głównym składnikiem mojej diety Wielkanocnej była gotowana babka cytrynowa z przerwami na pashę. Mam nadzieję, że dla Was, był to dory, ciepły (rodzinnie i pogodowo) czas, że mieliście szansę się zrelaksować, odetchnąć i oblać do suchej nitki tych, których kochacie najbardziej. 

Sałatka jajeczna w chrupiących, wafelkowych muzelkach, które znalazłam w Rossmann - świetna alternatywa dla farszowanych jajek
Moje muffinki z gorgonzolą, gruszką i orzechami włoskimi w wielkanocnej oprawie
Kurczaczaczowi nie został nawet okruszek...
Marta, wiosna i Ja
Praste kanapki w pomysłowych kształtach - idealny składnik prostego, ale pięknego śniadania
Proste, ale śliczne przekąski

sobota, 23 kwietnia 2011

Wielkanoc


Kochani nasi! Wraz z Tyną, życzymy Wam naprawdę pięknych i pysznych momentów podczas wielkanocy! Niech będzie to dla Was przyjemny czas po-zimowego odrodzenia.


czwartek, 21 kwietnia 2011

Szybko, szybko, jadą goście jadą

 Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com lub na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl


Zdarzają się czasem niezapowiedziani goście.
Albo tacy, którzy wpadają tuż po pracy, również i mojej…gdzie czasu na przygotowanie wykwintnego dania po prostu brak.
Tak było i tym razem, w odwiedziny wpadła Martunia która zapowiadała się od niepamiętnych czasów..I wreszcie przybyła.
Zaproponowałam nam pyszności, których przygotowanie zajęło mi jakieś 50 min.

Najnowszym odkryciem w mojej kuchni jest Grissini, to efekt ciasta, które zostało mi po pamiętnej pizzy…szkoda było mi je wyrzucić i tak urodził mi się w głowie pomysł.

  • 160g wody
  • 2 łyczki oliwy z oliwek
  • 30g drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 300g mąki
  • ½ łyżeczki soli
  • Papryka ostra/słodka
  • 3 łyżki startego parmezanu.


Ciasto wyrabiamy.Blachę smarujemy oliwą na niej układamy rozwałkowane rączką paluchy, smarujemy je jeszcze dodatkowo oliwą i posypujemy solą, ziołami..Jak kto lubi. Wariacji na ten temat może być mnóstwo.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200st na ok. 15 min.



Do tego proponuję szybciusieńki dip.

Suszone pomidory (ja preferuję firmy Ole z kaparami) ok. 5-6 szt, blendujemy i łączymy z serkiem typu bieluch…i już jest, nic nie przyprawiam, bo nie ma takiej potrzeby jest genialny w swojej prostocie.

Przydałaby się do tego wszystkiego jakaś zieleninka.
No to bach:

  • Dwie garście rukoli,
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • Garść migdałów w płatkach
  • Ser feta
  • Oliwa, ocet balsamiczny

Migdały podprażyć na suchej patelni, pomidorki pokroić w cząstki, połączyć to wszystko z rukolą, dolać oliwę i ocet, pomieszać.
Na koniec wkruszyć fetę.
I jest.


 Jeszcze szybkie grzanki:
 
  • Pieczywo,
  • Mozarella,
  • Cukinia,
  • Pomidor,
  • Czosnek,

Chlebek (ja preferuję razowy) wstawić do pieca nagrzanego do 180st na jakieś 5 min, żeby nieco go podsuszyć. Następnie natrzeć go czosnkiem, położyć plaster mozarelli, plasterek cukinii (ówcześnie nieco podsmażonej na oliwie) i plaster pomidora.
To do pieca i po 8-10 min wszystko gotowe.


 Ponieważ wszystko było pyszne postanowiłyśmy podzielić się tym wszystkim z Dorocią i tak wieczór zakończył się nam spacerem w środku nocy i wypitymi trzema butelkami wina różnej maści…
Chciałam zauważyć, że jako jedyna następnego dnia punktualnie stawiłam się do pracy.

Smacznego!!

środa, 20 kwietnia 2011

Kołnierzyk

Kołnierzyk Noa Noa, sukienka S'NOB, legginsy S'NOB, buty Diesel
W sobotę wieczór wyszliśmy do Supermarket Concept Store i chciałam ubrać moje ulubione legginsy, które kupiłam wcześniej właśnie w Supermarkecie. Zarzuciłam do tego czarną tunikę, ale całość wydawała mi się dość ciężka, postanowiłam więc zrobić eksperyment z kołnierzykiem. Okazało się, że idealnie rozbił ciemność reszty stroju, dodał mu nutkę żartobliwości i troszkę lekkości. Zastanawiam się, z czym jeszcze będę mogła go zestawić, ale mimo lekko babcinego charakteru będę próbowała w dalszym ciągu trakować go jako kontrast dla bardziej jednolitych zestawów. 

wtorek, 19 kwietnia 2011

Kalemegdanska Terasa




Doznania smakowe z Bałkanów zachwalam Wam co i raz. Nie spodziewajcie się więc i tym razem nic innego. Nasz ostatni obiad w Belgradzie był czystą poezją w oprawie ślicznego widoku na Sawę i soczystozielony park. Kalemegdanska Terasa mieści się w Starym Forcie Kalemegdan, który dostojnie króluje na wzgórzu i jest jednym z moich ulubionych miejsc.

Pięknie odnowiony, bardzo zielony, gwarny, wesoły i jak się okazało pyszny! Ponieważ na ucztę zabraliśmy teściów, miałam do spróbowania o kilka potraw więcej, co tylko potwierdziło moje dotychczasowe przekonanie: Serbia króluje kulinarnej mapie świata. Oto pyszności, które wjechały na nasz stół: ciekawa, lekko słodka fasola (znacznie delikatniejsza niż nasza bretońska), prosta, ale barwna sałatka i serek owczy z sezamem, oliwkami i przyprawami na przystawkę. Następnie, absolutnie oszałamiające risotto z dynią, orzeszkami pinii i prosciutto, który wybrał mój narzeczony, idealnie soczyste i doprawione, ale nie mdłe ani nudne (co często się zdarza risottom). Rodzice zamówili dania bardziej tradycyjne, ale nie mniej smaczne  kurczaka owijanego słoninką, pieczonego na ruszcie (kurczak i słonina to naprawdę znakomity duet) i rozpływający się w ustach schab, nadziewany delikatnym serem (chyba owczym) i prosciutto. To, na co zdecydowałam się ja było prawdziwym orgazmem kulinarnym  ravioli z mięsem z jelenia i truflami w delikatnym białym sosie truflowo-winnym, danie delikatne, które odkrywało kolejne smaki w miarę przeżuwania (najpierw delikatne ciasto ravioli, później wyraźny smak dziczyzny i wreszcie truflowy posmak, który zostawiał na języku miłe wspomnienie ostatniego kęsa).

Viktor smakował wszystkich potraw razem z nami, ale najbardziej przypadło mu do gustu samo Menu.

Po tak obfitym i doskonałym posiłku, w ramach deseru podzieliliśmy się tylko pucharkiem słodkich truskawek z grzywą bitej śmietany. Całe przemiłe popołudnie wzmogło mój sentyment i tęsknotę za Serbią, której kuchnia, aromaty i smaki będą ostrym krytykiem dla tego, co spotka mnie na talerzu w naszym nowym mieście.