czwartek, 30 czerwca 2011

Jardin Botanique

            

Odkrywając powoli Genewskie bogactwo ofert, które przyjemnie zapełniają czas, trafiłam na początku tygodnia do pięknego Ogrodu Botanicznego. Jak wszystko w Genewie, Ogród Botaniczny jest perfekcyjnie wypieszczony i zorganizowany co do milimetra. Możemy tu znaleść rośliny z najdalszych zakątków ziemii, zioła a obok nich podane spisy lekarstw i sposób ich przetwórstwa. Tysiące małych alejek, strumyczków i mostków, które przez pare godzin pozwalają zapomniejć, że jesteśmy w tętniącej życiem metropolii. Na terenie ogrodów jest wiele szklarni, wszystkie w starym stylu, rodem z wczesnych amerykańskich filmów, w których przechowywane są najcenniejsze egzemplarze, czy te wyjątkowo wymagające, jak kilkunastometrowe kaktusy z afryki. Jak wszędzie w tym mieście, zadbano również o najmłodszych - świetny plac zabaw w stylu Eko, karuzela rodem z "Pana Motorium Magiczne Emporium", na której wszystkie elementy są interaktywne. Poza tym urocza kafejka, mini zoo i hektary równo przystrzyżonej trawy, która czeka na weekendowych amatorów pikników, bo w Genewie nie spotyka się tabliczek "nie deptać zieleni". Miejsce magiczne, romantyczne i kojące. Jardin Botanique, Chemin de l'Impératrice 11292 Genève, Szwajcaria

{W kwestii doinformormowania - jest to zdjęcie żaby, którą należy samemu wypatrzeć}
{Viktor z Ciocią Kate, której 7-letnia córka, zwana przez niego "Dzidzi" jest pilnie przez Viktora strzeżona i rozliczana z każdego oddalenia się. Czyżby pierwsza miłość?}
{Kurki-Irokezki, najbardziej odjazdowa odmiana tego gatunku, jaką widziałam}
{Pomiędzy drzewami w tle, blado rysuje się szczyt Mont Blanc. Należy wytężyć wzrok}

środa, 29 czerwca 2011

Pink Roses

Sukienka od Mamy (kupiona w galerii), torba Furla, buty Michael Kors, okulary Ray Ban, zegarek Michael Kors, lakier Miss Sporty 328
Czytałam ostatnio artykuł w Wysokich Obcasach o dziewczynach, które całą garderobę przechwyciły od swoich babć. Wyglądały ciekawie i inaczej. Ja tę sukienkę mam co prawda nie po babci, ale po Mamie i uważam, że jest ona absolutnym mistzrostwem - zwiewna, kobieca, lniana, w bajecznym kolorze, który płowieje ku dołowi. Idealna na upalny spacer po mieście, a w Genewie lato jest naprawde nieprawdopodobnie gorące. Smutna mina na zdjęciach wynika chyba z wielkiego rozczarowania waniliowym frostito ze Starbucks - okropieństwo! Chciałam także powiedzieć, że brak wczorajszego posta wynika z faktu braku pamięci na dysku, a co za tym idzie niemożnością dodania nowych zdjęć. Sytuacja została jednak opanowana i postaram się uzupełnić go w ciągu dna, także środa będzie dniem 2 w 1 :-) Miłego dnia! Mam nadzieje, że macie już wakacje!


poniedziałek, 27 czerwca 2011

7 rzeczy weekendowych

{Neonowe lakiery + turkusowa woda = wakacje}
Upały dotarły do Szwajcarii i pozwoliły nam wylegiwać się cały weekend na płaży, chlupać w basenie, relaksować i zajadać lodami. Chyba każde miasto świata zyskuje ogromnie, kiedy tylko zza chmury wyłania się słońce, a życie nabiera troszkę zwolnionego, rozleniwionego tempa. Korzystając z pięknej pogody, zapuściłam się w nowe kąty miasta, odkrywając bajeczną karuzelę, dokładnie taką, jak na starych filmach, znalazłam też miejsce z najlepszymi goframi, posypanymi cukrem cynamonowym i cappuccino z pianką, która sięgała przynajmniej do połowy filiżanki :-) Miłość moja do Genewy kwitnie (z wyjątkiem sympatii do Pani z lodziarni, która kazała nam zapłacić za wafelka dla Viktora prawie 10 zł....). Jest tu troszkę francusko, troszkę włosko i przede wszystkim na tyle międzynarodowo, że każdy czuje się tu jak u siebie. 

{Obłędna karuzela u stóp starej katedry}
{Moje ulibione od teraz gofry z cukrem cynamonowym i cappuccino w Globusie}
{Woda kranowa jest pitna w całej Genewie i w całym mieście można znaleść studzienki i fontanny, z których korzystają przechodnie}
{Koc, woda z cytryną, Vogue i słońce!}
{Viktor, jako urodzony wodnik ma obsesję na punkcie wody. Szczęśliwie w takich miejscach jak to może się w 100% realizować}
{Woda, woda, woda!}

piątek, 24 czerwca 2011

Może morze...???

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl
Jak to zwykle przed długim weekendem bywa padło w końcu pytanie…Może morze?? Uwielbiam polskie morze, jego wyjątkowy klimat, piaszczyste plaże i nawet tę zimną bałtycką wodę. Morze kojarzy mi się z dobrą książką, lenistwem, ogólnym nic nie robieniem i relaksem.
Weranda
Jak się okazuje w turystycznych kurortach pojawia się również coraz więcej ciekawych miejsc gdzie wato zatrzymać się na pyszną kawę albo wyjątkowe ciastko. Zdecydowanie największą jednak kulinarną atrakcją są świeżusieńkie rybki. Weekendowy wypad to czas obfitujący  w tego typu jedzenie…Ja jestem wierną fanką Jastarni. Jeżdżę tu od kilku lat, mam swoje ukochane miejsca do których wracam po zimie z uśmiechem na twarzy. Takim miejscem jest Kawiarnia Weranda w samym centrum Jastarni tuż przy stacji pkp. Wspaniałe torty których można tu skosztować są warte każdej ilości kalorii a herbata z malinową konfiturą nie ma sobie równych.
Jeśli ryba to koniecznie w jakiejś niezobowiązującej budeczce, z parasolem i drewnianymi stolikami albo w porcie. Żadna tam pod pierzynką, wymyślona..ma być smażona i najlepiej z frytkami.
Przerażający jest natomiast fakt że obecnie nad polskim morzem regionalnym daniem kaszubskim jest pizza…wszędzie, na każdym rogu, w każdej knajpce, knajpeczce…pizza wszędobylska…

Poniżej kilka chwil złapanych obiektywemJ enjoy your weekend
Nagle..ku naszemu zaskoczeniu droga się skończyła a oczom ukazała się kolejka samochodów.

 Okazało się że aby dostać się do Gdańska musimy przetransportować się promem:)
pikantny śledzik na przystawkę

to co zostało z miętusa bałtyckiego...pyyyysznego

to co zostało z pyszne torbuta
na deser obowiązkowe lody

miłe zakończenie wieczoru wśród strug deszczu:) Jastarniana Sobótka

czwartek, 23 czerwca 2011

Szybkie Ciasto z Truskawkami

Tyna odpoczywa sobie nad pięknym polskim morzem, więc przejmuje dziś jej czwartkowy post i piszę o sobie :-) Od przeprowadzki do Genewy stałam się prawdziwą kurką domową. Gotuje, piekę, przyrządzam, szoruje, froteruje i co najważniejsze i najprzyjemniejsze, spędzam całe dnie z Viktorem. Muszę się przyznać, że choć zawsze lubiłam gotowanie, to takie domowe życie nigdy dotąd nie sprawiało mi tyle przyjemności! Widocznie taki teraz czas i absolutnie się temu poddaje, walcząc jedynie z przypływem kalorii poprzez jogging w moim ulubionym parku. Dziś, oprócz dwóch różnych pizzy (mieliśmy gości na kolacji) i risotto z kuleczkami mięsnymi (mówiłam, że zwariowałam!) zrobiłam jeszcze ciasto z truskawkami, do którego zainspirowały mnie Iza i Lidka z Razem Smaczniej (bo tyle u nich ostatnio soczystych i smakowitych truskawek, że kombinowałam co tu z nich wykombinować). Oto ciasto - proste, pyszne i na pewno dietetczne oraz zdrowe....

Potrzebujemy:
  • 4 jajka
  • 200 g cukru
  • 240 g masła
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 240 g mąki tortowej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 500 g owoców (truskawki, ale może być też rabarbar, śliwki)
  • cukier puder do posypania
Przygotowanie:
Białka oddzielamy od zółtek. Umieszczamy białka w misce i ubijamy na pianę na średnich obrotach przez ok 2 min. Dodajemy pozostałe składniki z wyjątkiem owoców i wyrabiamy ok 2 min na średnich obrotach, aż połączą się w jedną masę. Ciasto wykładamy do formy (ja użyłam tej od tarty).
W ciasto gęsto wciskamy przekrojone na pół truskawki, przekrojoną częścią do góry, żeby ciasto ładnie wyrosło.
Pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez 40 minut.
Mniam!

środa, 22 czerwca 2011

Big Blue

Kombinezon S'NOB, kostium Fruscio, buty Michael Kors, torebka H&M, okulary Ray Ban
Byłam niesamowicie dumna z tego stroju, aż do momentu, kiedy zauważyłam, że torebka zaciągnęła mi całą lewą część kombinezonu... Mimo lekkiego zdenerwowania, które się pojawiło (nie lubie, jak niszczą mi się ubrania!) i kiedy już pogodziłam się z faktem, że jedyny kombinezon jaki mam (!!!) i który miałam pierwszy raz na sobie (!!!!!!!!) jest podniszczony, mogłam w miarę spokojnie pokazać Wam ten zestaw. Kombinezony, musze przyznać, nie są stworzone do mojej sylwetki, ale ten wyjątkowo fajnie się układa. Zakładam, że jego sekret tkwi w luźnej formie i pasku na biodrach, który dodaje mu nonszalancji, ale jednocześnie zbiera materiał gdzie trzeba. Co prawda bardziej nadaje się on na plażę, ale przy upalnej pogodzie i w drodze-na-plażę, w połączeniu z balerinkami, może stanowić luźną alternatywę sukienki do przemknięcia po mieście w stronę wody i piasku. 

wtorek, 21 czerwca 2011

Smaki Warszawy


Obudziłam się rano i poczułam, że oddałabym wszystko za chleb z Charlotte z orzechami włoskimi i rodzynkami, oraz za tartine z kozim serem. Ponieważ zero we mnie masochistycznych zapędów, szczególnie w kwestii jedzeniowej, nie myśląc wiele, wyskoczyłam w kapciach do sklepu tuż obok, wrzuciłam do koszyka niezbędne produkty i przystąpiłam do dzieła. Z braku upragnionego pieczywa, użyłam Pur Pur, posmarowałam go z obu stron cienko masełkiem i zarumieniłam go na patelni. Po przełożeniu na talerz, posmarowałam serkiem kozim, skropiłam dobrym miodem i posypałam listkami świeżego tymianku. Musiałam powtarzać tę czynność kilkakrotnie w ramach spożycia dużej ilości a'la Charlottowych tartines, ale śniadanie oprócz tego, że syte, było naprawdę pyszne!