sobota, 30 lipca 2011

Svadba Svadba Svadba!

Opowiem Wam jak wygląda bałkańskie wesele. I chociaż to, na którym byliśmy, to w zasadzie miks bałkanskiego stylu i amerykańskich zwyczajów, wyszło naprawdę nieprzęcientnie! Duża w tym zasługa Rade Serbedzija, który jest wybitnym aktorem i jego arcy zdolnej żony Lenki Udovićki, która zajmuje się reżyserią znakomitych sztuk teatralnych, a którzy jako najbliższa rodzina panny młodej, czuwali nad całym przedsięwzięciem. Wszystko zaczęło się od przeprawy łodzią na ląd z Brijuni - łodzią nietypową, bo pulsującą energią i bałkańskimi rytmami. 
Prosto z łodzi, zebraliśmy się na głównym placy w Fażanie, gdzie wraz z nami zebrał się cały tłum gapiów obserwujących to zbiegowisko wystrojonych ludzi ale też głośnych i gorących rytmów. 
Wśród nas krążyły małe druchenki w identycznych sukniach, sprzedając co łaska obowiązkowe kicenje.
A dla tych, którzy zgłodnieli podczas krótkiego rejsu czekały wybitne przekąski i lampka wina.
Następnie cały ten wuklan energii pod postacią porywających bałkańskich rytmów i roztańczonego tłumu gości, z panem młodym na czele, ruszył małymi, urokliwymi ulicami miasteczka, aby odbić pannę młodą .
W końcu dotarliśmy do pięknie udekorowanej willi, z której wyglądały wszystkie kobiety rodu (a sióstr i siostrzenic panna młoda ma mnóstwo) nucące tradycyjne pieśni powstańcze.
Rade dyrygował całą orkiestrą z góry i chociaż ostatnie słowo należało do panny młodej, oceniał wyczyny pana młodego, który dostał trzy następujące po sobie zadania do spełnienia - rzut winogronem w ostatnie okno (wysokiej) kamienicy (zakończone porażką), odśpiewanie jednej z regionalnych pieśni po serbo-chorwacku (pan młody jest amerykaninem i nie zna słowa w tym języku = kolejna porażka) oraz strącenia jabłka, wiszącego na sznurku spuszczonum z samej góry budynku (sukces!).
W międzyczasie pozostałe "okna" podjudzały pannę młodą krzycząc: na pewno go chcesz?! nie sprostał zadaniu! kochasz go nadal?! jesteś pewna?! a schowana panna młoda krzyczała w wielkiej desperacji HOĆU!! (czyli chcę!), niemal zagłuszana przez grajków na dole, którzy jeszcze podgrzewali atmosferę!
W końcu czekający na dole orszak młodego (polewany co i raz wodą w celu "przepędzenia" nieudacznika), zasłużył na mały poczęstunek - rakiję i chleb.
Po wielu trudach panna młoda została pozyskana, po czym cały gwarny tłum powrócił na Brijuni, gdzie zostaliśmy przetransportowani do wiekowych rzymskich ruin nad brzegiem morza, gdzie czekał na nas szampan i piękne melodie płynące z harmonii. 
Viktor po absolutnym zachwycie towarzyszącym muzyce i zamieszaniu w Fażanie, kompletnie nie wykazał zainteresowania samą ceremonią zaślubin i z wielką determinacją maszerował po murach ruin.
Po pewnym czasie pojawił się orszak z panną młodą. 
Same zaślubiny miały miejsce na wzniesieniu, pod starodrzewiem, przy akompaniamencie skrzypiec, na których przygrywał pewien zaprzyjaźniony szkot...
Po wręczeniu sobie obrączek przez państwa młodych, soczystym pocałynku i toaście wzniesionym szampanem, zostaliśmy przetransportowani do bajkowego namiotu, położonego na równie bajecznej plaży, otoczonego pozotałościami budowli z czasów bizancjum, które były pięknie wyeksponowane i nadawały całości romantyczny charakter. 
Mimo, że bardzo cieszyłam się na moment, kiedy znajdziemy się w ciepłym namiocie (pogoda wieczorem nie dopisała), a tym samym odkrycie całej sukienki, dziękowałam Violci za kurteczkę, która choć niepozorna, naprawdę uratowała mi życie!
Po tym, jak zasiedliśmy do stołów, zaczęła się kilkugodzinna biesiada, na którą składały się głównie wspaniałe owoce morza, ryby, oryginalna istriańska szynka i sery i przede wszystkim trufle, z których Istria słynie. 
Nasz stół, zgodnie z obowiązujecym na ten wieczór dress code, udekorowaliśmy  kapeluszem :-)
Mój faworyt (po który wracałam do kucharza sześć razy...) penne z sosem kremowym, który dosłownie rozpływał się ustach, dobawiony czarnymi truflami. Cudowność!
I wyborne przegrzebki, miękkie, soczyste i delikatne.

A oto namiot weselny dnia następnego, już w trakcie rozbiórki. 

czwartek, 28 lipca 2011

Ryba wpływa na wszystko

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl


Rybki...
Jadam je rzadko a to zdecydowanie błąd. Przyzwyczajona do mintaja w kostce, obtoczonego w mące i smażonego na patelni po prostu za nimi nie przepadam..skrzywienie z dzieciństwa. (no chyba że nad morzem...to zdecydowanie inna para kaloszy:)
Chociaż są takie piątki w mojej pamięci, kiedy mama kupowała kergulenę, która była tak pyszna, że nie mogąc się jej doczekać zjadałam ją gorącą wprost z patelni.
Ale przecież się zmieniamy i smaki się zmieniają i dzięki pewnej przyjaźni powoli odkrywam ten nieznany mi świat, otwieram oczy na nowe horyzonty kulinarne i eksperymentuję. Dołączając do tego moje prywatne hobby tj karmienie ludzi wyszło, coś fajnego.
Wybierając się na weekend do Oli szperacza (wspominałam o niej w tym poście) postanowiłam upichcić rybkę, którą po raz pierwszy zaserwowała mi moja siostra Ola [inna niż Ola szperacz] (o niej też wspominałam o tu).
Pamiętam, że nie mogłam się o tej ryby oderwać…jadłam i jadłam, zabrałam ze sobą do domu w miseczce i znów jadłam…a potem nagle o niej zapomniałam,
Przypomniało mi się tuż przed wyjazdem i uznałam, że to jest to..że będzie pycha…i faktycznie było.
Pomijam ochy i achy [nieskromnie] to usłyszeć komplement „przepyszna” od smakosza a zarazem człowieka, któremu trudno dogodzić w każdej niemal dziedzinie, to mój osobisty sukces.

Zapraszam do sprawdzenia sprawdzonego przepisu

Składniki
  • 1 kg filetów z ryby (ja miałam dorsza)
  • 2 duże cebule
  • 1 słoik ogórków konserwowych
  • 1 słoik papryki konserwowych
  • mąka
  • pół szklanki wody
  • 2 jajka
  • olej
 Zalewa

  • 2 szklanki wody
  • 1/2 szklanki oleju
  • mały słoiczek koncentratu pomidorowego
  • 4 łyżki keczupu
  • 4 łyżki cukru ( u mnie z lekkim "czubem")
  • 4 łyżki octu

Cebulę kroimy w kółka cienkie a ogórki i paprykę w drobne słupki.
Filety pokroić na cienkie kawałki.

Z mąki, wody oraz jajek robimy ciasto naleśnikowe (warto je przyprawić, posolić, dopieprzyć, dodać słodkiej papryki. Kawałki ryby moczymy w cieście naleśnikowym. Tak przygotowane filety smażymy na oleju z obu stron na złoty kolor. Usmażone odsączamy na ręcznikach papierowych.

Wszystkie składniki zalewy doprowadzamy do wrzenia i gotujemy jeszcze ok. 3 minuty na małym ogniu.
Rybę i warzywa układamy warstwami, a następnie wszystko zalewamy gorącą zalewą.

środa, 27 lipca 2011

4 w 1

Moi drodzy! Zupełnie nie mogłam się zdecydować, który strój ze ślubnego weekendu Wam zaprezentować, w związku z czym przedstawiam wszystkie cztery, każdy na inną okazję. Oto i one:
Sukienka Adolfo Dominguez, torebka Longchamp, buty Carolina Herrera, okulary Ray Ban, lakier  Rimmel 825 Sky High i Inglot 860
Zestaw pierwszy: barbecue na plaży - kobieca sukienka, soczyste kolory, torebka, która sprawdza się w niamal każdych warunkach i delikatne sandałki. Idziemy się objadać!
Zestaw numer dwa - teatr pod gołym niebem w starych fortyfikacjach. Wieczorowy szyk + szczypta artyzmu, do tego płaskie obuwie, które podoła podróży łodzią i przeprawie przez żwirową drogę. 
Sukienka Viola Śpiechowicz, buty Michael Kors (widziane też TU i TU), torebka Furla Piper Bag 
Zestaw trzeci - Ślub przez wielkie Ś! Francja-elegancja, bardzo dokładnie rozpisany dress code, obowiązkowe kapelusze i odrobina wirtuozerii. Pierwsze, co przyszło mi do głowy: tylko ta suknia od Violi!
Ja: Suknia, kurteczka, torebka Viola Śpiechowicz (TU i TU), kapelusz Marta Ruta, buty River Island, Narzeczony od stóp do głowy Boggi
Chciałam, żeby moi Mężczyźni wyglądali podobnie :-)
Na chłodny chorwacki wieczór weselny - szal DKNY, kubańskie cygaro i lampka wina!





Zestaw numer cztery - poweselne śniadanie z obowiązkowymi bardzo ciemnymi okularami, wygodna, niezobowiązująca sukienka i troszkę sportu w celu spalenia dodatkowych kalorii zdobytych podczas weselnej kolacji. Brijuni to idealne miejsce na wielogodzinne wycieczki rowerowe!
Sukienka Moschino, buty Michael Kors, torebka Longchamp

wtorek, 26 lipca 2011

7 rzeczy weekendowych (with delay)

{Weselna łajba z muzyką, która działa, jak najlepszy zastrzyk energii, graną przez bałkańskich pasjonatów z Los Angeles, pod przewodnictwem Rade Serbedzija}
Weekendowe wesela wytrącają mnie zupełnie z codziennej rutyny, a to, na którym byliśmy w niedzielę, nie dość, że zachwiało organizacją czasową, zupełnie zwaliło mnie z nóg. Bo co może wyjść z miksu bałkańskiej energii i miłości do zabawy z amerykańską elegancją w starym stylu i ichniejszym luzem? Tylko coś cudownego! Cała uroczystość trwała trzy dni i była zachwycająca, dopracowana w każdym calu, pyszna, a na domiar wszystkiego miała miejsce w moim najukochańszym miejscu - na chorwackiej wyspie Brijuni, która jest prawdziwym rajem na ziemii. Tak więc poczynając od piątkowej podróży z Genewy do Chorwacji (która przypomniała mi wycieczki autokarem do Włoch w wieku lat siedmiu, kiedy zachwycałam się bajecznie kolorowym Zachodem), przez sobotnie barbecue na płaży i teatr w starym forcie na Mali Brijuni, po spektakularne "odbijanie" panny młodej w Fažanie, zgodne z serbskim zwyczajem, bajeczną ceremonię zaślubin w rzymskich ruinach nad brzegiem morza na Brijuni podczas zachodu słońca, aż po piękne wesele, wylądowaliśmy w końcu w rodzinnym mieście Narzeczonego, delektując się czekającymi nas dwutygodniowymi wakacjami w (też deszczowej, ale ciepłej) Chorwacji. Miłego i suchego tygodnie życzę Wam i nam :-)

{Barbecue pod gołym niebem, na brzegu błękitnego Morza Adriatyckkiego, przygryzane, zgodnie z tutejszym zwyczajem, szczypiorkiem. Pycha!}
{"Kariera Arura Ui" Bertolda Brechta, wystawiana pod gołym niebem, w starym forcie wojennym, w reżyserii Lenki Udovički - doskonałość}
{Cała wyspa Brijuni to Park Krajobrazowy, przez co zwykłą wycieczka rowerowa zamienia się w piękną, relaksującą podróż}
{Domek na drzewie, do którego musiałam zajrzeć, dzięki czemu spotkałam całkiem martwą wiewiórkę}
{Viktor dzielnie nosił swoje kicenje (tłumaczenie TU) przez cąłe dziesięć minut}
{Weselnym dress code były przede wszystkim kapelusze i len}