środa, 30 listopada 2011

You Can Leave Your Hat On

Kapelusz asos.com, kurtka Armani Jeans, koszula H&M, jeansy Diesel, buty Miu Miu, torebka Karen Millen, rękawiczki Simple, błyszczyk MAC Lasting Lust
Uwielbieniem do kapeluszy zaraziłam się od Goni. Cudowna alternatywa czapki, znacznie ciekawsza i ładniejsza. Ten czarny, znaleziony na asos, zdaje się pasować do wszystkiego. Ponieważ zimy w Genewie nie są podobno bardzo srogie, będzie pewnie idealnym zastępstwem dla wielkich puchatych  nakryć głowy, bez których w Warszawie nie chciałabym spędzić zimy.  Do tego czerwone usta, które podczas znacznie niższych temperatur przestają być tak eleganckie i nabierają bardziej codziennego charakteru, szczególnie w okolicy śwąt.

wtorek, 29 listopada 2011

7 rzeczy weekendowych (with delay)

Sobotnie południe w towarzystwie lakieru do drewna i zestawu pędzli. 
Urządzanie mieszkania okazuje się być nie tylko niełatwe i męczące, ale też nierzadko bardzo irytujące. Jeździmy, oglądamy, zamawiamy. Czas oczekiwania na meble dłuży się niemiłosiernie. Miałam zupełnie inne wyobrażenia - my na miękkiej, cudownie wygodniej sofie plus przekąski i dobry film, ja, Narzeczony i Viktor w wielkim, przytulnym łóżku i poranne łaskotki, my przy stole w jasnej kuchni, pałaszujący śniadanie z pięknej zastawy. Nie wzięłam pod uwagę, że na sofę przyjdzie mi czekać dwa miesiące, na łóżko trzy, na kuchenny stół ponad miesiąc.... I pewnie nie byłoby teraźniejszego pośpiechu, gdyby nie fakt, że na Boże Narodzenie przyjeżdżają rodzice moi i Narzeczonego. Kochani, śle Wam moje uściski na cały tydzień, nieco opóźnione, podobnie jak wszystko co robię w ostatnich tygodniach (za co serdecznie przepraszam!)
Ożywiamy nasze puste jeszcze przestrzenie 
Pieczone kasztany - wspaniałe na zimne jesienne wieczory
Kapelusz Brixton. Uwielbiam piórka.
Jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę doczegać się nocy - poduszka Tempur, którą polecam wszystkim, którzy chcą otulić się wygodą podczas snu.
Lizakowa choinka do pokoju Viktorka - pierwsza zapowiedź świąt w naszym mieszkaniu
Moja ukachana bluzka od Violi Śpiechowicz

czwartek, 24 listopada 2011

Makaron...moja miłość

 Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl

Makarony są podstawowym powodem dla którego nie jestem w stanie przejść na żadną dietę. Uwielbiam je pod każdym względem..można z nich wyczarować mnóstwo pysznych dań, za stosunkowo niewielkie pieniądze i w bardzo krótkim czasie. W swoim menu mam kilka sprawdzonych przepisów i mimo to chętnie sięgam po coś nowego.
Ten przepis który Wam dziś zaprezentuje pochodzi z gazetki "Palce lizać" wydanie jesienne i to zdecydowanie to danie zwróciło moją uwagę po pierwszym jej przejrzeniu.
Polecam tym którzy lubią ciężkie i wyraziste sosy bo ten serowy właśnie do takich należy.

Składniki:
  • 150 g sera cheddar,
  • 250 g sera gruyere,
  • 100 g sera parmezan,
  • 500 ml śmietanki 30%,
  • 1 ząbek czosnku,
  • 2 łyżeczki musztardy Dijon,
  • 1,5 łyżeczki mielonej słodkiej papryki,
  • pęczek szczypiorku (ja zastąpiłam natką pietruszki),
  • sól,
  • pieprz,
  • no i makaron oczywiście.
Gotujemy makaron.
Wszystkie sery ścieramy na tarce na grubych oczkach. 
Do rondla bądź do wyższej patelni wlewamy śmietankę, dodajemy do niej czosnek przeciśnięty przez praskę, i całość podgrzewamy aż do momentu kiedy śmietanka będzie bliska zagotowania. Dodajemy do niej sery, musztardę oraz paprykę

Mieszamy. Przyprawiamy solą oraz pieprzem. 
Łączymy z makaronem, posypujemy natką bądź szczypiorkiem. Wedle uznania:D

Ps. Danie jest dość drogie, najdroższy jest ser gruyere. Dlatego pewnie nie będzie zbyt częstym gościem na moim stole, ale raz na jakiś czas można zaszaleć:D Bo jest naprawdę przepyyyyyyyyszne

środa, 23 listopada 2011

Shopping Bag

Troszkę "sparkles" w wersji codziennej, biały T-Shirt, Just Cavalli
Kochani, wybaczcie mi moje zaległości postowe. Nie wyrabiam się z życiem w ostatnich dniach, a fakt, że muszę przemierzyć pół miasta, aby dostać się do internetu, nie pomaga. W poniedziałek, wieczorową porą i z butelką ulubionego Moët w ręku, do moich drzwi zapukał...mój Tata. Ze słowami "wszystkiego najlepszego moja kochana córeczko" zwielokrotnił dezorganizację, odroczył kupno sofy i innych niezbędności mieszkaniowych, przywożąc całe tony miłości, humoru, energii i swojego ciepła, za którymi bardzo tęskniłam. Z racji zwiększonych sił na froncie doglądania Viktorka, miałam okazję uzupełnić swoją szafę o kilka nowych sztuk, wliczając w to, dostarczone po niemal miesiącu oczekiwania, zamówienie z asos.com (w czym bynajmniej asos nie zawinił nic a nic). Zapraszam Was więc do przyjrzenia się mojej torbie z zakupami. Jakieś faworyty?
Cudowna, klasyczna i kobieca. Biała bluzka, Zara
Czarne cygaretki z kieszeniami French Conection z asos.com
Pasuje do spódnicy, asos.com
Pasuje do torby, asos.com
Obgadywałam, kiwałam na nosem i zapierałam się, że ja to nigdy, widząc ten znaczek u co drugiej osoby na genewskiej ulicy. I poległam, zobaczywszy ten plecak... LV. Dziękuję Tatuniu!

poniedziałek, 21 listopada 2011

7 rzeczy weekendowych

Przeziębienie odebrało mi energię do samodzielnych wypieków, musiałam więc improwizować
Dziś jest jeden z najpiękniejszych dni w roku :-) Dla mnie w każdym razie, a to dlatego, że mam dziś urodziny! Czekam na nie zawsze z utęsknieniem i naprawdę zachowuje się, jakbym znowu miała lat pięć, cały dzień upływa mi na uśmiechach, szybszym biciu serca i utrzymywaniu się około jednego metra nad ziemią. Wcale nie przeszkadza mi też, że lat przybywa. Jeszcze do niedawna dodawałam sobie nawet o jeden rok więcej, nie wiedzieć czemu. Z każdym rokiem coś nowego mnie zaskakuje, ja sama się zaskakuje, uczę, rozwijam, dojrzewam, poznaje, odkrywam, czy jest coś wspanialszego, niż to, że mogłam cieszyć się życiem przez ostatnie 27 lat i wszystko wskazuje na to, że jeszcze sporo przede mną? Kochani, Moje i Wasze zdrowie, niech ten tydzień będzie piękny!
Święta już wylądowały w Genewie....
Pewnie szkoda będzie mi wyrwać choć jedną karteczkę, ale powiedzcie, czyż ten notesik nie jest piękny?
Kleopatra w jednym ze sklepów meblowych - miłość od pierwszego wejrzenia!
Prezent od Narzeczonego, który czeka na kolorowy pokrowiec
Viktor z powodzeniem ćwiczy balans
Po kilkudniowym leżeniu pod kołdrą, postanowiłam w końcu zignorować przeziębienie niedzielnym popołudniem.

piątek, 18 listopada 2011

Historia na każde danie - śniadanie, obiad, podwieczorek, kolację - na desery i przekąski też...

                   Tym razem, chciałbym się podzielić (nie w sensie dosłownym..) z Wami krajem, który w tej chwili nie jest polecanym na wyjazdy turystyczne z uwagi na skomplikowaną sytuację wewnętrzną, ale miejmy nadzieję, że wkrótce się to zmieni i będzie można znowu go odwiedzać. Szkoda, bo Syria, która jest bohaterem tego posta należy do tej grupy krajów, które naprawdę warto zobaczyć. Ma wiele do zaoferowania a szczególnie miłośnikom historii. Wzdłuż i wszerz kraju natkniemy się na liczne zamki, pałace, meczety, twierdze, i inne budowle z przeszłości, niektóre sprzed ponad 5 tyś. lat, inne z epoki imperium rzymskiego a jeszcze inne z epoki wypraw krzyżowych, wiele z nich w doskonałym stanie.
                    W większości przypadków pierwsze kroki po przyjeździe postawimy w Damaszku, stolicy Syrii, która jest najstarszym ciągle zamieszkałym miastem świata. Zamieszkuje tam prawie 5 mln. Ludzi, z których 75% jest muzułmanami, 15% chrześcijanami a reszta dzieli się miedzy szyitów, sunnitów i alauitów. Najciekawszą częścią Damaszku jest stare miasto uznane przez UNESCO Dziedzictwem Kultury Światowej. Jedną z głównych atrakcji jest meczet Umajjdów zbudowany w VIII w., który jest jednym z najświętszych miejsc islamu. Pięknie udekorowany olbrzymi dziedziniec o powierzchni prawie 5 tys. metrów kw. jest wyłożony marmurowymi płytkami pochodzącymi z dawnego pałacu z epoki cesarstwa rzymskiego. Rzuca się w oczy koronkowej roboty skarbiec, ustawiony na marmurowych kolumnach, którego używano do przechowywania złota należącego do kraju. Cale stare miasto jest usiane meczetami, których w Damaszku jest ok. 700 i pochodzą z różnych epok. Oczywiście nie da się pominąć głównego przykrytego bazaru Midhat Pasha, jednego z największych w krajach arabskich. Ulica Bab Sharki pełna małych sklepików prowadzi nas do starej, chrześcijańskiej części miasta Bab Tuma gdzie znajduje się podziemna kaplica w domu Ananiasza, służąca niegdyś jako składnica wina. Polecam również wybrać się na wzgórza okalające miasto, z których roztacza się przepiękny widok, szczególnie późnym popołudniem i wieczorem.

Wielki Meczet Ummajdów
wnętrze meczetu - część żeńska
jak widać syryjczycy lubią być dobrze poinformowani
kapliczka w piwnicy domu Ananiasza

bazar w Damaszku jest jednym z największych na świecie
                     Bosra położona na południu kraju ok. 150 km. od Damaszku jest następnym miastem, które trzeba koniecznie odwiedzić. W roku 106 została ogłoszona stolicą rzymskiej prowincji Arabia Petrea założonej przez cesarza Trajana Decjusza. Szczególnie godne obejrzenia są łaźnie, teatr i olbrzymie bazaltowe ruiny budowli z czasów rzymskich, zajmujące bardzo duży obszar i zachowane w świetnym stanie. Zaskakujący jest fakt, że w tych pozostałościach po rzymianach zamieszkują w dalszym ciągu ludzie i wcale nie rzadko można zobaczyć pranie rozwieszone na sznurkach przywiązanych do starożytnych kolumn.
Bosra - ruiny z epoki cesarstwa rzymskiego
świetnie zachowany amfiteatr
rzymskie ruiny w dalszym ciągu są zamieszkiwane
                    Kilka kilometrów od Bosry znajduje się miasteczko Shahba (Philippopolis), w którego muzeum znajdują się słynne mozaiki. Są niesamowite. Trudno jest gdzieś znaleźć tak świetnej jakości i tak dobrze zachowane mozaiki z tej epoki. Niestety nie można robić zdjęć, ale zdobyłem specjalne pozwolenie z ministerstwa kultury i które po przejściu przez ręce wielu niedowierzających urzędników i po kilku telefonach sprawdzających wiarygodność dokumentu pozwoliło mi na zrobienie kilku zdjęć (dostałem na to 5 minut), jednak bez możliwości użycia lampy błyskowej. Lepsze to niż nic.
Shahba - słynne mozaiki
autentyczne rarytasy
                                 Jadąc z Bosry w drodze do Palmyry, przemierzając pustynną cześć kraju warto zatrzymać się w kuriozalnej kawiarence Bagdad Café 66 właśnie na kawę, herbatę czy coś chłodniejszego.
Bagdad Cafe 66...
...w środku pustyni...
...i jeśli pustynia to i obowiązkowe wielbłądy
                                   Stwierdzić, że wstrzymuje dech w piersiach widok niesamowitych pozostałości sztuki hellenistycznej (połączonej z rdzenną tradycją aramejską) i rzymskiej, jest chyba za mało dosadne. Naprawdę nie wiadomo jak to opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy. Zajmujące wielki obszar ruiny tego starego miasta świetnie zachowały się do dnia dzisiejszego. Między innymi zwracają uwagę świątynia Baala, w której poświęcano zwierzęta ku czci najwyższego Boga dla mieszkańców tego regionu, zwanego również  ”bogiem bogów”. Niedaleko stamtąd zaczyna się olbrzymia kolumnada ponad kilometrowej długości, która była centralną osią miasta, w którym w epoce splendoru zamieszkiwało ok. 200 tys. ludzi. Po jej obydwu stronach możemy dostrzec świątynie Nebo, świątynię pogrzebową, pałac królowej Zenobi, obóz Dioklecjana, Tetrapylon i wiele innych zabytków. Warto dodać, że olbrzymi wpływ na odkrycia i prace archeologiczne w tym regionie już od ponad 55 lat mają polscy archeolodzy. Od 1959 r. “ojciec polskiej archeologii śródziemnomorskiej” prof. Kazimierz Michałowski a obecnie prof. Michał Gawlikowski, który jest szefem wykopalisk.
nadzwyczajny widok
Tetrapylon
amfiteatr
świątynia Baala
kolumnada
                          Cała okolica jest zdominowana przez otoczony fosą zamek Qala’at ibn Maan. Zamek jest znakomitym punktem obserwacyjnym. Na podziwianie okolicy polecam wczesne godziny ranne a jeszcze lepiej jest wejść na zamek przed zachodem słońca. Na górę prowadzi zygzakowata dosyć stroma ścieżka. Ze względu na temperaturę należy zaopatrzyć się w okulary słoneczne, czapkę, wodę i przede wszystkim w baterie do aparatu i wystarczającej pojemności kartę pamięci. Zapewniam, że po powrocie, palec używany frenetycznie do wyzwalania migawki, po to aby nie przeoczyć żadnego szczegółu, zasłuży sobie na dobry masaż.
zamek Qala’at ibn Maan
                           Alepo z ponad 4 milionami mieszkańców jest drugim, co do wielkości miastem w Syrii. Położony blisko granicy z Turcją posiada wiele ciekawych i wartych zobaczenia miejsc. Zamek, Wielki Meczet, Cytadela, olbrzymi bazar, łaźnie Yalgamma czy dzielnica chrześcijańska to tylko kilka z nich. Znani i cenieni jubilerzy i ich piękne wyroby ze złota i srebra na pewno skuszą niejednego do małych zakupów tak samo jak tamtejsze słynne mydła.

Alepo - panorama
Alepo - bazar
w nocy takie zaułki mają swój urok
Zamek - twierdza w Alepo
Wielki Meczet w Alepo
modły w meczecie
                              W drodze powrotnej do Damaszku warto zatrzymać się na kilka godzin w mieście Hama. Tam nad brzegiem rzeki Orontes możemy zobaczyć olbrzymie koła diabelskich młynów wodnych w dalszym ciągu zaopatrujących w wodę okolicznych mieszkańców poprzez sieć akweduktów. Jest ich 17-cie i niektóre dochodzą do 20 metrów średnicy.

olbrzymie młyńskie kolo
                               Z Hama zbaczając tylko trochę z drogi dotrzemy do następnego “obowiązkowego” punktu podróży – Krak des Chevaliers. Olbrzymi zamek - forteca pobudowany przez krzyżowców w celu obrony szlaku zmierzającego z miasta Homs do Trypolisu. Świetnie wytrzymujący upływ czasu, co nie jest jakąś niespodzianką biorąc pod uwagę, że przez półtora wieku ta największa forteca na Ziemi Świętej wytrzymała, co najmniej dwanaście muzułmańskich najazdów i oblężeń, tak że parę setek lat w pokoju nie zrobiły na niej większego uszczerbku.   
Krak des Chevaliers
                                 Maalula, ostatni przystanek mojej podróży jest małym chrześcijańskim miasteczkiem położonym na północ od Damaszku. Pięknie wkomponowane w skaliste ściany wzgórz “zawieszone” domy wraz z klasztorem św. Sergiusza zbudowanym w IV w. Na ruinach pogańskiej świątyni, w którym możemy podziwiać piękną kolekcje ikon z XVI/XVII w. Są główną atrakcją tej miejscowości. Miasto te jest też ostatnim reduktem w którym w dalszym ciągu jest używany autentyczny język aramejski.

Maalula  (tu jest zimne piwo - wiadomo chrześcijanie ☺)
Reasumując: bardzo interesujący kraj, na który należy poświęcić przynajmniej tydzień (ja polecam kilka dni więcej). Prawdziwa kopalnia historii. Muszę przyznać, że kiedy tam byłem (zanim zaczęły się ostatnie zamieszki), czułem się tam bardzo bezpiecznie. Kobiety wychodziły na ulice w późnych godzinach nocnych, nigdy nie były zaczepiane i wracały bez najmniejszego kłopotu. Jedzenie jest trochę monotonne i mało urozmaicone. Można pić alkohol (nie na ulicy) jednak dostać gdziekolwiek naprawdę zimne piwo jest prawie niemożliwe wyłączając miasteczko Maalula, ale jasne – to jest chrześcijańska miejscowość. Jednego możecie być pewni – wrócicie z podróży upojeni historią.


P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11