piątek, 30 grudnia 2011

Down under....Melbourne

                                    Zgodnie z ostatnimi danymi opublikowanymi przez jeden z prestiżowych magazynów, Melbourne zostało ogłoszone, najlepszym miastem do zamieszkania ze względu na wysoki poziom i jakość życia, a w dodatku przyznano mu tytuł faworyta na wśród turystów. Coś w tym musi być, ponieważ miasto od wielu dziesięcioleci jest wśród pierwszej 10-ki podobnych rankingów. Stolica australijskiego stanu Wiktorii z prawie 4 milionami mieszkańców, położona nad zatoką Port Phillip i przedzielona rzeką Yarra uznawana jest za stolicę kultury i sportu całego kraju. Oprócz tego jest siedzibą najlepszych uniwersytetów – Uniwersytet Melbourne oraz prestiżowego i uznanego na całym świecie Uniwersytetu Monash.Oprócz australiczyków Melbourne zamieszkałe jest przez emigrantów z ponad 230 krajów, którzy to mówią w ponad 180 językach i praktykują 110 różnych wyznań. Ta mieszanka kultur potrafiła wykorzystać swoją różnorodność do maksimum, integrując przybyszów z lokalną ludnością i tworząc młodą kulturę i tradycje Australii. Ciekawostką jest, że większość emigrantów w bardzo krótkim czasie po przyjeździe identyfikuje się najpierw jako Australijczycy a później, jako obywatele kraju, z którego przybyli. Chyba coś tam dobrze zrobiono i wiele innych państw mogłoby wziąć przykład z tego jak zjednoczyć emigrantów w nowej ojczyźnie.
nadbrzeża rzeki Yarra - piękne w dzień...
...jak i w nocy
Miasto rozplanowane jest w typowo angloamerykańskim stylu. Centrum miasta jest strefą finansowo – biznesową otoczoną dzielnicami mieszkalnymi. Te z kolei są w 97% zabudowane willami z ogródkami, co powoduje, że Melbourne zajmuje olbrzymi obszar, którego zresztą w Australii nie brakuje. Będąc bardzo młodym, miasto ma bardzo nowoczesną archotekturę, z wyjątkiem centrum, gdzie do dzisiaj spotkać można wiele domów z epoki wiktoriańskiej. Melbourne jest bardzo „zielone” - posiada wiele parków i  ogrodów, jest bardzo zadrzewione a ponad to wszelkie decyzje rozbudowy są rozważane pod względem ekologicznym. Miasto jest niezwykle czyste. Od najmłodszych lat dzieci uczone są dbać o swoje otoczenie i ta nauka nie idzie w las.
Tak mieszkają australijczycy
Centrum biznesowo - handlowe widziane ze gór Dandenong (ok. 30 km w linii prostej)
Ta druga co do wielkości metropolia australijska posiada niezliczoną ilość atrakcji, nie ma możliwości, aby się tam nudzić. Wielka to zasługa mieszkańców miasta. Jak w niewielu krajach anglojęzycznych, Australijczycy ponad miarę starają się zrozumieć przybysza, tak, że znając naprawdę bardzo bardzo podstawowy angielski, można się porozumieć a w dodatku mając tyle ludzi z różnych stron świata zawsze jest ktoś pod ręką z jakimś znajomym językiem a jeśli już nie możemy się absolutnie dogadać to w szczególnych przypadkach możemy skorzystać z bezpłatnego telefonicznego serwisu tłumacza, który na pewno nam pomoże.         
widok na południowe Melbourne
Trudno byłoby wyliczyć wszystkie ciekawe miejsca do zwiedzenia, także ograniczę się do kilku, moim zdaniem “obowiązkowych”. Samo centrum miasta warte jest poświęcenia 1 – 2 dni, jako że w samym jego sercu znajduje się olbrzymi i przepiękny ogród botaniczny. Jest to miejsce całkowitego relaksu, a w dodatku można deptać trawniki, można się rozłożyć na trawie podziwiając malowniczy ogród czy po prostu patrzeć jak chmury przepływają po niebie. W pobliżu znajduje się również olbrzymi pomnik poświęcony żołnierzom australijskim poległym w wojnach. Dziesiątki tysięcy z nich poświęciło swoje życie w “ nieswoich” wojnach na całym świecie. Niedaleko ogrodu botanicznego znajduje się boho-dzielnica St.Kilda, zabudowana wiktoriańskimi domami położonymi nad brzegiem zatoki. Artyści, rękodzielnicy, pisarze, malarze, poeci, ludzie kultury wybrali sobie to miejsce na swoje spotkania. Jarmarki, sklepy, bary, kawiarnie, restauracje stoją otworem dla odwiedzających, zapraszając do spędzenia tam kilku godzin.
Dżungla?...nie! ogród botaniczny w samym środku miasta
Melbourne jest miastem zakochanym w sporcie. Najpopularniejszymi są: niezwykłe dynamiczny i emocjonujący futbol australijski (Aussie Rules), który jest połączeniem rugby i piłki nożnej, krykiet – być może trochę nudnawy, ale tylko dopóki ni poznamy reguł oraz coraz bardziej popularne rugby. Być świadkiem meczu futbolu australijskiego pomiędzy drużynami Collingwood i Carlton jest odpowiednikiem meczu Real Madryt – Barcelona czy Manchester United – Liverpool z tą różnicą, że po meczu kibice mogą swobodnie wejść na boisko mieszając się z zawodnikami, prosząc o autografy czy zdjęcie i nie ma z tego powodu żadnych kłopotów.
Aussie Rules - futbol australijski
Pasją Australijczyków jest grillowanie, czyli BBQ, w którym są prawdziwymi specjalistami a w dodatku mając niesamowicie dobre mięsa wszelkich gatunków, jedne z najlepszych piw na świecie i bardzo dobre wina, nie dziwi, że grill w Melbourne jest jeszcze bardziejniezapomniany. Często możemy spotkać ludzi o 6 rano nad brzegiem rzeki Yarra, przygotowujących grilla przed pójściem do pracy.
grillowanie - prawie sport narodowy
Poniżej przedstawiam kilka miejsc godnych odwiedzenia, ale jak już wcześniej pisałem, są one tylko namiastką tego, co można tu zobaczyć i przeżyć.

-Old Melbourne Gaol (Stare Więzienie w Melbourne)
Założone w 1841 r. rosło w miarę narastania gorączki złota. Wykonano w nim 135 egzekucji przez powieszenie, z których najbardziej znana była ta, którą wykonano na Nedzie Kellym w 1880r. Więzienie zamknięto w 1929 roku.
-Federation Square
Prawdziwa ikona w mieście zakochanym w nowoczesnej architekturze. Kompleks gdzie wciąż organizowane są wszelkiego rodzaju imprezy kulturalne, socjalne i komercyjne. Ekstrawaganckie budynki i plac są same w sobie warte wizyty.

-Melbourne Observation Deck
Platforma obserwacyjna usytuowana na 55 piętrze najwyższego biurowca na południowej półkuli daje możliwość unikalnego spojrzenia nie tylko na miasto, ale i na cały region.
Widok na miasto z tarasu obserwacyjnego

-Muzeum Melbourne
Największe muzeum w Australii, gdzie możemy obejrzeć takie atrakcje jak tropikalna dżungla pod dachem, gigantyczna kostka Rubika, centrum Aborygenów Bunjilaka, wystawę dinozaurów, insektów i motyli i oczywiście wszelkiego rodzaju eksponaty związane z historią miasta. Ciekawostką jest wypchany najsłynniejszy koń wyścigowy Australii – Phar Lap.

-Zoo
Najstarszy w kraju ogród zoologiczny, w który ostatnimi laty zainwestowano dziesiątki milionów dolarów, co pozwoliło między innymi stworzyć autentyczną dżungle tropikalną z gorylami, hipopotamami, orangutanami, i wielkimi kotami jak i niesamowitą motylarnie.
misie koala można zobaczyć nie tylko w zoo
-Rippon Lea House
Jedna z ostatnich wielkich tradycyjnych posiadłości z XIXw. Zbudowana w 1863r. luksusowo wyposażona, z przepięknymi ogrodami, szklarniami, jeziorem, altanami i fantastycznym sadem czereśniowym.

Na zakończenie – jeśli chcecie spędzić niezapomniany dzień - wybierzcie się na wyścigi. Są nieprawdopodobnie atrakcyjne, bogate wiele różnych ciekawostek, odbywają się na pięknie położonych torach wyścigowych i jeśli będziecie mieli trochę szczęścia i postawicie na właściwego konia to z zyskiem z zakładu możecie wybrać się na Victoria Market – olbrzymi zadaszony bazar w centrum miasta, gdzie można znaleźć na tysiącach stoisk wszystko, czego dusza zapragnie i to po bardzo przystępnych cenach. A jeśli już trafiliście grubszą wygraną to koniecznie trzeba się z nią wybrać na ulicę Toorak Rd., prawdziwy raj na zakupowy, ze  wszystkimi najlepszymi markami na świecie.
Jedno z wielu pięknych centrów handlowych
W chiskiej dzielnicy można znaleźć  wiele restauracji ze znakomitą kuchnią azjatycką 
Reasumując: Melbourne nie jest, blisko ale za to, jest naprawdę niesamowite! Wszystko, co możemy sobie wyobrazić i jeszcze więcej. Bardzo ładne miasto, o przyjemnym klimacie, absolutnie bezpieczne, wcale nie takie drogie, ze świetną obsługą, pyszną kuchnią ze wszystkich zakątków świata i przede wszystkim z mieszkańcami, którzy są sympatyczni, uczynni, grzeczni i otwarci na świat.  To oni tworzą z tego dużego miasta WIELKIE MIASTO. 




P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11

czwartek, 22 grudnia 2011

Świątecznie !!!

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl

Kochani!!!
Dziś bez przepisu..
Dziś życzę Wam wszystkiego dobrego z okazji Świąt.
Niech będą najpyszniejsze:) Spokojne, rodzinne, ciepłe i miłe.
Dziś już nic więcej nie powiem:)
Całuję Was mocno,
Tyna

środa, 21 grudnia 2011

Piątek w Atelier

Dla takich sukienek aż chce się wychodzić za mąż! Albo chociaż wybrać się na jakiś strojny ślub.
Nie wyobrażam sobie wizyty w Warszawie bez odwiedzenia atelier Violi Śpichowicz. Kieruje mną nie tylko chęć zapełnienia wolnej przestrzeni w szafie, ale też ciekawość - jakie cudowności i nowości czekają na mnie tym razem. Stojąc pośród pełnych obłędnych kreacji wieszaków, przymierzając po kolei wszystkie suknie, tuniki, spodnie, bluzki, spódnice, płaszcze - chce mieć je wszystkie! Moda Violi, o czym zresztą wspominałam już wiele razy (m.in. Tu, Tu, Tu czy Tu), jest dokładnie taka, jakiej spodziewam się po czymś poza-sieciówkowym. Nowatorska, artystyczna, kreatywna, ponadczasowa, znakomita jakościowo. Wyróżnia nas z szarego tłumu, pozwala czuć się wyjątkowo i niezwykle kobieco. 

Mama w Tunice Kowbojskiej, którą notabene planuję systematycznie podkradać
Tunika Złoty Rycerz, ale ja czułam się w niej jak prawdziwa księżniczka
Mama w obłokach
Na co dzień
I mój ulubiony - Kombinezon Supłowy, w ciągu dnia w wersji z bluzką, po domu...wedle uznania ;)
Jeśli macie apetyt na więcej zapraszam do trójwymiarowego sklepu online oraz na fan page Violi, gdzie będziecie na bieżąco ze wszystkimi nowościami i możecie uzyskać odpowiedzi na ewentualne pytania.

wtorek, 20 grudnia 2011

7 rzeczy weekendowych (with delay)

Absolutnie obłędne kolczyki Aggade (można je znaleźć m.in. TU)
 Wróciłam z Warszawy tydzień później niż planowałam. Ciężko było mi się rozstać z tym przyjemnym zamieszaniem i ferworem przygotowań świątecznych. Święta w Polsce są naprawdę magiczne i wyjątkowe, a ponieważ spędzamy je w tym roku w rodzinnych stronach Narzeczonego, będzie mi ich przeogromnie brakować. Tym bardziej, że poprzednia Wigilia była niesamowicie piękna i rodzinna. Kochani, życzę Wam tygodnia pełnego gorączkowego kucharzenia, biegania za ostatnimi prezentami, udanego polowania na karpia, domu wypełnionego zapachem pierników i uczucia w sercu, że święta tuż tuż!

Tyna zawsze była mistrzynią prezentów. Tegoroczny jest równie wyjątkowy - Konfitowana czerwona cebula z porto i oliwą, Żurawinowe czerwone pesto z suszonymi pomidorami i wermutem i Dżem żurawinowo-gruszkowy z wanilią, kardamonem oraz skórką pomarańczy. Wszystko własnej roboty! Święta zapowiadają się pysznie!
Koronkowa bluzka z Zary, idealny wyjsćiowy basic.
Coś dla miłośników książek i gotowania - deska do krojenia Romeo & Julienne
"Nie to, że mój, ale obiektywnie" - tak powiedziała kiedyś znajoma Mamy wychwalając geniusz swojego wnuka. Ubawiło mnie to bardzo i od tamtej pory stosuje osobiście. Tak więc nie to, że mój, ale zupełnie obiektywnie - czy Viktor nie maluje najpiękniej?
Własnoręcznie poskładana, pobejcowana i polakierowana. Moja kuchenna komoda dumnie pręży się pod oknem.
Piątkowa wizyta u Violi Śpiechowicz. Nawet Viktor pominął drzemkę na rzecz zabaw wśród wieszaków powoli zapełniających się modelami z nowej kolekcji

piątek, 16 grudnia 2011

Tureckie delicje...


Bizancjum, Konstantynopol a dzisiaj Stambul, dawna stolica Turcji jest trzecią co do wielkości metropolią europejską i w dodatku najbardziej egzotyczną, gdyż poprzez swoje położenie bardziej kojarzy nam się z jakąś Azją niż Europą. Usytuowane na skrzyżowaniu dróg pomiędzy Europą, Azją i Środkowym Wschodem, na malutkiej części Turcji, która geograficznie przynależy do Europy, to olbrzymie miasto z prawie 12 milionami mieszkańców w dalszym ciągu rośnie i rozwija się, przekształcając się w jedno z najważniejszych i najbardziej dynamicznych. Jeśli do tego dodamy wielowiekową historię, znajdziemy się w idealnym miejscu wartym wycieczki. Muszę jednak Was ostrzec - to miasto jest jak narkotyk,  łatwo wpaść z nim w nałóg. Można tu przyjechać na weekend,  zostać kilka dni, a nawet kilka tygodni i zawsze jest coś do zrobienia lub zobaczenia. W dodatku przepiękna cieśnina Bosforu dodaje uroku byłej stolicy Imperium Bizantyjskiego, a później Otomañskiego.
Wszyscy słyszeliśmy o Błękitnym Meczecie, Hagia Sofia i Wielkim Bazarze, ale to jest tylko niewielkim kawałkiem wielkiego i przepysznego tortu jakim jest Stambul.

Błękitny Meczet
most Galata y Hagia Sofia
Hagia Sofia
Wielki Bazar
Olbrzymie cysterny na wodę, niesamowite muzeum Topkapi, fantastyczny most nad Bosforem łączacy Europe z Azją, Nowy Meczet, Złoty Róg, pałace i wille położone nad Bosforem w dzielnicach Arnavutköy i Yeniköy, Pałac Dolmabahçe, dzielnica Galatasaray, Wieża Galata, Bazar Egipski – istne królestwo przypraw, obelisk Konstantyna, akwedukt Walensa, Plac Taksim, Hipodrom, fantastyczna łaźnia turecka Cemberlitas zbudowana w 1584 roku, która świetnie działa do dnia dzisiejszego, cmentarz Eyüp, restauracje rybne w okolicach Bebek, muzeum archeologiczne, Pałac Gwiazd, Wieża Leandra, Forteca Siedmiu Wież, z której rozciąga się niesamowity widok na morze Marmara, Mury Lądowe.. i mógłbym tak prawie w nieskończoność, ale najlepiej, gdybyście doświadczyli tego sami.
Pałac Dolmabahçe
luksusowe wille nad Bosforem
most na Bosforem łączący Europę z Azją
pomarzyć dobra rzecz
Błekitny Meczet i Hagia Sofi
Oczywiście nie bylibyśmy w Stambule, gdybyśymy nie spróbowali słynnego kebaba przygotowując się na bardzo twardą konfrontację ze sławnymi delicjami tureckimi. Słodycze w Turcji są przepyszne. Wszystkie możliwe smaki, kolory, kształty, materiały, formy, duże, małe, miękkie, twarde, jednym słowem palce lizać! (Dorota na pewno by tam poszalała). Trzeba też pamiętać o pozostawieniu w walizce sporego miejsca na zakupy (a może nawet kupić na miejscu nową) i to nie tylko na Wielkim Bazarze, który ma ponad 4 tys. stoisk (słownie: cztery tysiące) pod jednym dachem. Całe miasto jest jednym wielkim bazarem. Na każdym kroku spotkać można sprzedawców absolutnie wszystkiego (bardzo przydatny jest dyplom wyższej szkoły znajomości targowania się). 
Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości – proszę nie mylić turków z arabami, jedni nie mają nic wspólnego z drugimi oprócz chęci sprzedania nam czegoś, co zresztą z pewnością uczynią – na ulicy, na bazarze czy w sklepie, wszyscy coś kupimy. W większości przypadków dostaniemy świetną kawę czy herbatę i zanim się zorientujemy, będziemy już posiadaczami kilku toreb pełnych zakupów, starając się zrozumieć jak do tego doszło i jak to jest możliwe, że sprzedawcy rozmawiają wystarczająco dobrze prawie wszystkimi językami świata, zachwalając jakość i cenę towaru, czy prezentu dla rodziny, przyjaciół czy…sekretarki o których w jakiś niewiadomy sposób się dowiedzieli, a my moglibyśmy przysiąc, że pary z ust o nich nie puściliśmy. Prawdziwi mistrzowie.
wraca sie z torbami zakupów albo nawet na latajacym dywaniku
Jeśli po tym wszystkim zostanie Wam jeszcze trochę czasu, gorąco polecam  wyskok na kilka dni do niesamowitej Kapadocji – naprawdę warto, ale to już jest temat na osobny post a tymczasem dla zaostrzenia apetytu na Kapadocje zostawiam parę obrazków.
niezwykła Kapadocja...
...niezwykłe krajobrazy...
...niezwykłe kolory
Reasumując: jedno z najbardziej atrakcyjnych miast w europie, w którym  świetnie współgrają ze sobą tradycja, współczesność i egzotyka, nowoczesność i historia, miasto dobrze połączone z resztą świata, bardzo przystępne cenowo, dobre jedzenie, dobre hotele, przyzwoity transport (tanie taksówki ale najlepszy jest tramwaj) i niezliczona ilość rzeczy do zobaczenia. I nie zapomnijcie przeszaleć chociaż jednej nocy w Stambule, na pewno na długa ją zapamiętacie.  
                             
P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11




                                                           

czwartek, 15 grudnia 2011

Piernikowa chatka part II

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl
Jest!!! Wreszcie się udało:) Dom zbudowany!!!
Piękny:) Uśmiecha się do mnie z parapetu i przypomina że święta tuż tuż.
Cudowna zabawa którą mogłam dzielić się z najbliższymi. Jeden wieczór spędziłyśmy z Zosią przyklejając i malując dachówkę. Drugi kiedy to z Dorocią dokonywałyśmy ostatnich szlifów.
Efekty oceńcie sami:) Zasypię Was dziś zdjęciami.
Dachówka wycinana kapslem od piwa:) Taka spontaniczna inspiracja
Vincent, jak zwykle, w pełni zaangażowana we wspólne gotowanie
Nie poddałam się mimo ściennego wypadku, kiedy to w związku z brakiem rusztowania boczna ściana spadła mi na podłogę:)

.
Zosieńka malujące dach
Ostatnie serduszkowe szlify Doroci
Wczorajsza noc!! Projekt zakończony sukcesem:)


A teraz najważniejsze...przepis i instrukcja...

Składniki:
  • 25 dag miodu,
  • 25 daj brązowego cukru,
  • 10 dag masła,
  • 60 dag mąki,
  • 1 opakowanie przyprawy do piernika,
  • 1 łyżka kakao,
  • 1 łyżka sody oczyszczonej,
  • 1 jajko.
Lukier do sklejania i ozdoby:
  • 1 białko,
  • 30 dag cukru pudru,
Zwróćcie uwagę aby był gęsty..żeby nie spływał z dachu i aby mocno trzymał ściany.
Najlepiej ubijać mikserem przez ok. 5 minut.
Dodatkowo do lukru można dodawać barwniki i tworzyć cudne kolorowe elementy:)

Na małym ogniu podgrzewamy, mieszając, miód z masłem oraz brązowym cukrem. Gdy cukier się rozpuści, zdejmujemy z ognia i studzimy. Łączymy mąkę z przyprawą korzenną, kakao i sodą. Mieszamy z jajkiem i masą miodową.
Zagniatamy, lepimy kulę z ciasta i na noc wkładamy do lodówki.
Na kartonie bądź kartce rysujemy szablony ścian i dachu.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. Ciasto rozwałkowujemy na w miarę cienkie placki.
Wycinamy domek zgodnie z wcześniej przygotowanymi szablonami
 Wycięte części domku wkładamy do piekarnika i wypiekamy przez około 10-12 min. Dobra rada…elementy wycinajcie już na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, bo przy odwrotnej kolejności, przy przenoszeniu z blatu na blachę po prostu się odkształcają.
Dodatkowo pamiętajcie również o spodzie domku. Przy wycinaniu i wypiekaniu trzeba jeszcze przewidzieć podwórko, na którym chatka ma stanąć.
Po wypieczeniu trzeba dać im trochę czasu na ostygnięcie wtedy ciasto twardnieje i nadaje się do sklejania.
U mnie pierwszą próba było sklejanie na lukier, niestety po zderzeniu bocznej ściany z podłogą zmieniłam strategię na karmel. Metoda jest łatwiejsza, bo karmel lepiej skleja, ale ma też swoje wady. Stygnie bardzo szybko, przez co niestety nie da się poprawić, jeśli coś przykleiło się nie tak jak chcieliśmy.

Reszta to już kwestia naszej inwencji twórczej i ewentualnie wszelakich dostępnych dekoracji w domu:)

Czekamy na Wasze chatki:) Może ktoś się skusi i będzie miał ochotę podzielić się z nami tym, co stworzył?????

Ps. Mój domek niestety nie nadaje się do zjedzenia...przy wyrabianiu karmelu i  sklejaniu ucierpiała dodatkowo silikonowa łopatka:) ( tak więc uważajcie bardzo proszę, jeśli zdecydujecie się kleić w ten sposób)
 

przepis pochodzi z gazetki "Kuchnia" 12/2009