piątek, 6 kwietnia 2012

Peru... z dużą przyjemnością

                          Tym razem trochę trudniej jest napisać ten post a to z prostej przyczyny: jest tyle do opowiedzenia, że trzeba by było sporo stron zapisać a nie o to chodzi na tym blogu. Postaram się jak najbardziej streścić wszystko prawie w telegraficznym skrócie pomagając sobie zdjęciami. Dziś zapraszam na wizytę do Peru a dokładniej do najbardziej interesujących miejsc tego pięknego andyjskiego kraju.  W poprzednich postach już się “rozprawiłem” z Machu Picchu i z Limą, tak że teraz pora na resztę. Zacznę od Cusco, które jest zamieszkane przez ponad pół miliona osób, będąc jednym z największych miast Peru położonym na południowym wschodzie, w dorzeczu rzeki Huatanay, we wschodniej części pasma gór andyjskich. Miasto zostało zadeklarowane przez parlament peruwiański jako Historyczna Stolica Peru. Bogata historia, architektura z ogromną ilością zabytków jaka się tam znajduje, sprawia że miasto jest nazywane Rzymem Ameryki. W 1983 roku zostało włączone przez UNESCO na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego. Przykładem tego może być dzielnica San Blas, w której skoncentrowana jest większość artystów, galerii, warsztatów rękodzielniczych oraz starych kamienic stojących wzdłuż stromo wznoszących się uliczek. To wszystko czyni z niej jedną z najbardziej atrakcyjnych części miasta, nie zapominając o stojącym tu najstarszym w mieście kościele parafialnym i atrakcyjnym placu. Jednak to Plaza de Armas, główny plac w mieście jest najpiękniejszą i najważniejszą częścią historyczną Cusco.  Kamienne arkady zbudowane przez Hiszpanów, bajeczne drewniane balkony, wspaniała katedra i kościół de la Compania są prawdziwym ukojeniem, nie tylko duchowym, ale też wizualnym. Usiąść po południu w jednej z kawiarenek, najlepiej przy stoliku na którymś z balkonów, z Pisco Sour (pyszny typowo peruwiański koktajl zrobiony z miejscowej wódki) w ręku, podziwiając zachodzące słońce jest czymś, o czym długo będziemy pamiętać.

katedra w Cuzco

dzielnica San Blas

sympatyczne zaułki

strome uliczki


malownicze i...

...piękne balkony

Pisco Sour...lub dwa

                           Opuszczając Cusco kierując się na południe w stronę miasta Puno, pozostawiamy po drodze miasto Juliaca (i lepiej je ominąć z daleka, jako przykład podam, że ludzie zmierzający do banku na rowerze czy motorze wprowadzają je do środka - tak rozrywkowe jest to miejsce) docieramy do Puno a cóż za tym idzie do jednego z najsławniejszych jezior na świecie - jeziora Titicaca.  Oprócz tego, że jest ono najwyżej położonym jeziorem nawigacyjnym (ponad 3800 m.n.p.m) jest zarazem miejscem, które od wieków zamieszkuje etnia Uros. Znani są z tego że zamieszkują na zbudowanych przez siebie pływających wyspach z tataraku (zwanego totora). Z tego samego materiału budują domy, łodzie i wszelkiego rodzaju wyroby codziennego użytku a nawet używają jego miękką dolną część do spożycia (zawiera dużo jodu). Będąc jednym z 20 największych na świecie zbiorników słodkiej wody, region, który otacza jezioro posiada swój własny, unikalny ze względu na wysokość, mikroklimat. To pozwala na rozwój gospodarki rolniczo-hodowlanej. Wystarczy spojrzeć na liczby: 50% alpak, 30% lam, 10% wikunii pasie się w rejonie jeziora.


pływajaca wyspa - jezioro Titicaca


typowa  łódka Urów

codzienne zajęcie miejscowych

na rybach  w tataraku  "totora"

                               Będąc tu, nie można pominąć wizyty na wyspie Taquile, zamieszkanej przez 2,5 tys. społeczność, której motto brzmi: “nie kradnij, nie kłam, nie leń się” i która zachowała tradycyjny sposób życia, podobny do hiszpańskiego z XVIIw.

wyspa Taquile...

...i jej mieszkańcy 

podobne do Grecji?

jezioro jest olbrzymie

                             Z Puno wyjeżdżając w kierunku zachodnim w stronę miasteczka Chivay przejedziemy przez płaskowyż śródgórski, który znajduje się na wysokości 5 tyś. m.n.p.m. Wrażeń po drodze jest w bród: przejazd na krawędzi 1000 metrowej przepaści, przystanek na zatoce Sakani z setkami flamingów, przekroczenie Mirador de Andes z nierozłącznym ustawieniem kopczyka z kamieni, stragany porozstawiane na punktach widokowych i parkingach, stada pasających się lam i alpak, polujące ptaki drapieżne czy imponujące wulkany Chachani, Misti y Pichupichu urozmaicają drogę do Chivay. Miasteczko jest znane ze swoich źródeł termicznych i warto tu przenocować, aby odpocząć i skorzystać ze źródeł z ciepłą wodą przygotowując się na jeden z najbardziej emocjonujących punktów podróży to wizyta w kanionie Colca z nadzieją zobaczenia kondora w locie. Rozmiary kanionu są niesamowite; 4600 m nad poziomem morza i 1300m. głębokości w miejscu gdzie można się zatrzymać na spotkanie z kondorem.
Mirador de los Andes - 5.000m.n.p.m

zdjęcie zrobione z autobusu na skraju 1.000m. przepaści

jezioro Sakakani

flamingi nad jezioren Sakakani

miasteczko Chivay

sąsiadki z Chivay na zakupo - plotkach
                              Nie wszyscy mają szczęście do tego spotkania – ja je miałem i ….. . właśnie, człowiek zostaje bez słów, kompletnie oszołomiony, zahipnotyzowany, zaczarowany, olśniony, otumaniony, zaskoczony i jakikolwiek przymiotnik, którego by można użyć. Po ponad godzinnym oczekiwaniu pojawiły się w kanionie dwie samice i jeden samiec. Prawie nie poruszając swych olbrzymich skrzydeł i wykorzystując prądy powietrzne wznosiły się i opadały w poszukiwaniu jakiegoś rannego czy nieżywego zwierzęcia. Ich lot jest majestatyczny, bez żadnego wysiłku obserwują okolice z wysokości jak by wiedziały że to one królują tutaj niepodzielnie. Ludzie obserwują ze łzami w oczach ich lot, a migawki aparatów fotograficznych pracują bez wytchnienia. Ale jak to zwykle bywa nie wszystko może być tak piękne aż do końca i w końcu prawo Murphiego daje znać o sobie. Tym razem stało się to w domu kondora, podczas spotkania, o którym marzyłem, które chciałem tak bardzo sfotografować i które było dla mnie jedną z głównych atrakcji tej podroży. Emocje i gorące pragnienie spotkania spłatały mi nieznośnego figla. Od poprzedniego wieczoru zacząłem przygotowania. Sprawdzaniom aparatu, obiektywów, filtrów, baterii łącznie z zapasowymi, kart pamięci, szmatek i płynów do czyszczenia szkieł, plecaka itp. nie było końca. Wszystko miałem gotowe na następny dzień. I co się stało? Wyjmując aparat gotowy do robienia zdjęć zapomniałem zdjąć z obiektywu kawałka ochronnego, przezroczystego plastiku, zwykły zakichany kawałek plastiku! Konsekwencją tego są okropne zdjęcia, fatalne, prawdziwa totalna absolutna katastrofa!  Złość moja nie miała granic tym bardziej, ąe nie było, na kogo zwalić winy. Jedyna pozytywna myśl, która zaczęła mi krążyć po głowie – będzie wymówka na ponowną podróż do Peru.

kanion Colca

lot kondora (samce są czarno-białe)

lot kondora (samice są brązowe)

zostaje tylko przeprosić za fatalną jakość zdjęć  

 Pomimo złości czas było udać się do Arequipy. Nazywana także Białym Miastem jest drugim, co do wielkości w Peru. Zamieszkuje ją ok. 800 tyś. ludzi i znajduje się w odległości 200 km. na południe od kanionu Colca. Podobnie jak w Cusco tak i tutaj historyczna cześć miasta jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego. Piękna Plaza de Armas (główny plac miasta) z lśniąąc na biało katedrą, wyłożoną marmurem włoskim z Carrara, dostojne kamienice, niektóre zamienione w hoteliki, sklepy a nawet centra handlowe, malownicze uliczki starego miasta, wszystko to jest warte dłuższego zwiedzenia, ale żadne z tych wspaniałych miejsc nie jest porównywalne do klasztoru Santa Catalina, założonego w XVIw. Ponad 20 tys.m² autentycznego mistrzostwa architektonicznego, lecz nie tego z góry zaprojektowanego, ale powstałego w trakcie budowy, prostego, zwykłego, sensownego i praktycznego, zastosowanego przez murarzy. Harmonia, kolory, światło, otwarte przestrzenie, labirynt uliczek i ….kompletny spokój i cisza w samym centrum dużego miasta! Bez wątpienia jest to jeden z najpiękniejszych klasztorów na świecie.


katedra w Arequipa

Plaza de Armas

staromiejska ulica

sprzedawczyni lodów w centrum handlowym powstałym w jednym ze starych klasztorów

klasztor św. Katarzyny  

cudowne kolory w klasztorze

jeden z zakątków klasztoru


                          Miał to być post w telegraficznym skrócie, ale jest to niemożliwe. Jakże nie wspomnieć jeszcze o Świętej Dolinie Inków, cudownych małych wioskach jak np. Andahuaylillas z kościołem który nazywają Kaplicą Sykstyńską Ameryki,  Raqchi ze swoją Świątynią Wirakocza czy miasteczko Pucara znane z  Byczka z Pucary zrobionego z gliny, który zdobi dachy domów I chroni ich mieszkańców od wszelkiego zła  i gdzie posępne, ciemne wnętrze miejscowego kościoła przypomina sceny z filmów strachu i wiele innych ciekawych miejsc i obiektów wartych zwiedzenia.


święta Dolina Inków...

...jeszcze jedna z pozostałości po Inkach

wioska  Andahuaylillas    

świątynia Wiracocha w wiosce Raqchi

spichlerze Inków

kościoł w Raqchi

wnętrze kościoła w wiosce Pucara


byczek z Pucary

niesamowite widoki towarzyszą całej podróż 

Reasumując: niezwykłe doświadczenia w każdym sensie. Fantastyczne pejzaże, ciekawa i bogata historia i fascynująca kultura. Kraj, do którego warto przyjechać choćby tylko ze względu na miejscową kuchnię (tu trzeba nadmienić, że tak jak w wielu innych krajach w tych stronach można poprosić o zimne piwo, ale ich koncept zimnego napoju nie ma nic wspólnego z naszym i to, co dostaniemy trudno jest nazwać zimnym). Widać, ze Peruwiańczycy postawili na turystykę. Całkiem przyzwoite hotele i obsługa. W sklepach trzeba jednak poświęcić sporo czasu przede wszystkim przy uiszczaniu opłat i jeśli wybranie czegoś zajmie nam 15 minut zapłata za to trwa tyle samo albo i dłużej, nie ma pośpiechu. Ceny są bardzo przystępne i nie ma większych obaw o bezpieczeństwo (z wyjątkiem miasta Juliaca) a na dodatek w jednym kraju możemy zwiedzić Machu Picchu, jezioro Titicaca i zobaczyć niezapomniany, niesamowity lot kondora w kanionie Colca nie wspominając o północno-wschodniej części kraju będącej częścią Amazonii. Ktoś da więcej?


P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11

0 komentarze:

Prześlij komentarz