piątek, 22 czerwca 2012

Route 66 - cz.III (Saint Louis - Joplin)


                                To był najdłuższy prawie 500 kilometrowy etap w naszej podroży. Ale tak samo jak był długi, tak też był monotonny, żeby nie powiedzieć nudnawy, porównując go oczywiście do tego, co do tej pory widzieliśmy. Setki kilometrów, niezmiernie długie proste odcinki drogi, dookoła pola uprawne i płasko jak na patelni. 

on the road again
                               To wcale jednak nie znaczy, że nie było nic do zobaczenia. 100 km od Saint Louis w pobliżu miasteczka Stanton znajduje się kompleks jaskiń Meramec Caverns. Oprócz naturalnej atrakcji jest jeszcze jedna dodatkowa – jaskinie te były używane, jako kwatera główna przez słynnego amerykańskiego bandytę i rewolwerowca Jessiego Jamesa i jego brata Franka. System jaskiń i przesmyków o ponad 7 kilometrowej długości powstał w wyniku erozji skał wapiennych i jak to zwykle w takich przypadkach bywa wewnątrz znajduje się duża ilość stalaktytów i stalagmitów, strumyków i kilka oczek wodnych. Wizyta z przewodnikiem trwa prawie 1, 5 godziny, ale my mieliśmy chyba pecha z przewodnikiem i nie chodziło o brak wiadomości na temat, ale o pośpiech w miejscach, w których warto by się było zatrzymać na dłużej i “stratę czasu” w mniej atrakcyjnych. Na dodatek prawie nie ma czasu na zrobienie przyzwoitego zdjęcia w trudnych warunkach oświetleniowych, a to dlatego, że kończąc tłumaczenie jakiegoś miejsca natychmiast gaszono w nim światło. Ogólnie jaskinie warte może zatrzymania się, ale wizyta bez przewodnika byłaby chyba lepsza. 
jaskinie Meramec
oświetlenie czasami wątpliwego gustu
niektóre partie są naprawde ładne 
w takim świetle jest dużo lepiej
kolory nie zawsze dodają uroku
                             Stamtąd - szosa, szosa i szosa z jakąś starą stacją benzynową od czasu do czasu i nic poza tym. Będąc rejonem zdecydowanie rolniczym i związanymi z tym odległościami zwracała uwagę duża ilość żółtych dobrze znanych autobusów szkolnych. Od dziesiątek lat prawie nie zmieniają swojego wyglądu i łatwo jest je rozpoznać tym bardziej, że są prawie takie same w większości stanów. 

typowy autobus szkolny
                             Ponieważ nie są to rejony wielkich miast czy aglomeracji miejskich zwiększała się też ilość olbrzymich spektakularnych ciężarówek na drodze. Również tu zaczęły się pojawiać pierwsze Trading Posts. Są to dawne punkty sprzedaży przydrożnej, w których kiedyś sprzedawano prawie wszystko i które do dnia dzisiejszego zachowują tę tradycję. Każde z nich posiada własną oryginalną nazwę i w każdym można znaleźć niezliczoną ilość przedmiotów, antyków i artykułów wszelkiego rodzaju. Czasami naprawdę trudno jest się domyśleć, do czego mogły i mogą służyć. Jednymi z bardziej interesujących miejsc tego typu są te w miejscowości Rolla. Oprócz tego, że można tam znaleźć prawie wszystko są one również świetnym miejscem do uzyskania wartościowych informacji dotyczących regionu, ponieważ prawie wszystkie są prowadzone przez tą samą rodzinę z dziada pradziada a oni znakomicie znają swój region. Zatrzymuje się człowiek w takim miejscu na 5 minut, żeby rzucić okiem i napełnić bak a wychodzi stamtąd po godzinie czasu z jakąś pamiątką pod pacha i zadowolony, że tam przystanął. 

może trochę przesadzam z tym ciężarówkami ale naprawdę, mają one swój urok
sama Droga 66 jak i miejsca zainteresowania są dobrze oznakowane 
Totem Pole - Trading Post w Rolla
ta stacja benzynowa działa od 1933 roku

                             Ruszając dalej w drogę i mijając jeszcze jeden Springfield (ten też nie był tym Homera Simpsona) dojechaliśmy do Joplin. 50-cio tysięczne miasto stało się sławne w maju 2011 roku, kiedy to duża jego cześć została zrównana z ziemią po przejściu morderczego tornado o sile E5, która jest najwyższą możliwą w tej skali. Kataklizm pozostawił za sobą 160 zabitych, ponad 900 rannych i tysiące całkowicie zniszczonych domów i zabudowań. Chcieliśmy zobaczyć te zniszczenia, ale…prawie nic z nich już nie pozostało. Wszystko jest już odbudowane albo jest w jego trakcie. Aby jak najszybciej zapomnieć o katastrofie władze miasta wraz z jego mieszkańcami postanowili całkowicie “wymazać” wszelkie ślady po niej i tym samym przejść do normalnego życia i funkcjonowania miasta. Wszystko to w niecały rok czasu! Nie mieliśmy nawet gdzie zrobić jakiegoś zdjęcia ruin. Jedyne, co było widać naokoło to duża ilość domów w budowie. Przyszła mi na myśl wielka powódź w południowej Polsce kilka lat temu gdzie do dzisiaj rodziny czekają na zburzenie starych zrujnowanych gospodarstw nie mówiąc o budowie nowych. Zostawiam Was ze zdjęciami z tego odcinka Drogi 66. Następny etap: Joplin – Oklahoma City.

tym razem GPS "wpśucił nas niekoniecznie w maliny" ale...diabli wiedzą gdzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz