wtorek, 17 lipca 2012

Histeria


Dziś moi drodzy o wibratorach. A konkretnie o historii ich powstania. Czy pomyślelibyście, że wszystko zaczęło się nie tylko od samej satysfakcji kobiety, a raczej od kobiecej "histerii" i sposobach jej plenienia, zdiagnozowanej w Anglii w XIX wieku, ale też od wygody mężczyzny, doktora, specjalisty, który ową histerię "leczył". W owym czasie histeria była diagnozowana w przypadku różnorakich objawów: nerwicy, insomnii, depresji czy frustracji seksulanej. Lekarstwo było jedno - masarz intymnych okolic kobiecych. I choć temat wydaje się być wyuzdanym, film Tanya'i Wexler jest uroczy, ciekawy, bardzo poprawny zważywszy na tematykę, wyważony i niezwykle zabawny. Jego romantyzm, utrzymujący się wciąż pod powierznią wiodącego wątku, głównie za sprawą idealnej roli niedoświadczonego i naiwnego Dr. Mortimera Granville'a granego przez cudnego Hugha Dancuego, jest ujmujący i niewinny. Do tego piękna, silna kobieca rola Maggie Gyllenhaal jako Charlotte Dalrymple, dodaje filmowi kolorów i energii. Zaczęliśmy z Narzeczonym oglądać bardzo późnym wieczorem, jako "za pięć minut idziemy spać, zobaczmy jeszcze co to..." i zostaliśmy przykuci do sofy do godziny trzeciej nad ranem, chichrając, zapominając o zmęczeniu, obowiązkach nadchodzącego dnia i nastawionym budziku. Cały film utrzymany w klimacie dziewietnastowiecznej Anglii, pruderyjnej, patriarchalnej i pełnej aluzji a jednocześnie wymykającej się konwenansom i pełnej skrywanego erotyzmu. 

1 komentarz: