piątek, 6 lipca 2012

Route 66 - cz.IV (Joplin - Oklahoma City)


                                         Po wyjeździe z Joplin, krótki (niecale 20km) odcinek 66-tki przebiega przez stan Kansas. Niedługi, ale interesujacy. Galena, miasto górnicze, które do lat 70-tych XX wieku zamieszkiwało ok. 30 tys. osób, dzisiaj posiada zaledwie  3 tysiące mieszkańców po tym jak kopalnia galenu (siarczek olowiu) zamknęła swoje podwoje. Dzisiaj mieszkańcy utrzymują się glównie z tranzytu międzystanowego, jak i z wizyt podróżujących Drogą 66. Kilka kilometrów za Galeną zatrzymaliśmy się w miejscowości Baxter Springs, gdzie w biurze informacji turystycznej otrzymaliśmy wiele przydatnych informacji, dotyczących naszej trasy i gdzie, tak jak w wielu innych punktach informacjynych, wpisaliśmy się do książki wizytantów. 

witamy w Kansas
takie miejsca mają swój urok
Galena - kiedyś stacja benzynowa, dziś Informacja Turystyczna
                                         Bardzo blisko Baxter Springs, w wiosce Riverton, zatrzymaliśmy się aby obejrzeć The Rainbow Bridge, ciekawy most wybudowany w 1923 roku według projektu Jamesa Barneya Marsha, który byl pionierem zastosowania żelbetonu przy konstrukcji mostów łukowych, których wybudowano setki. Ten jest jedynym pozostałym na drodze 66 i  jest wpisany do Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych. 

The Rainbow Bridge...
lub jeśli ktoś woli - Tęczowy Most i charakterystyczny znak Drogi 66

                                      Kilka minut później wjeżdzaliśmy już do stanu Oklahoma. Niedaleko miejscowości Johnston spotkaliśmy kuriozalnie udekorowane olbrzymie drzewo. Całe było obwieszone rowerami i na pewno dla kogoś mialo to jakieś znaczenie. My potraktowliśmy je jako atrakcję i bez większego zagłębiania się w historię, po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia, udaliśmy się w dalszą drogę. Jak już wspominałem w poprzednich postach, często można spotkać stare samochody i cieżarówki pozostawione przy drogach i trzeba przyznać, że dodaja one specjalnego uroku krajobrazowi. Olbrzymie ciężarówki towarzyszyły nam w drodze cały czas i nie mogłem oprzeć się pokusie zrobienia im kilku zdjęć. Powtarzającym się obiektem naszej podroży są stare mosty. Większość z nich nie jest już w użytku, ale naprawdę warto przy nich przystanąć, bo są one autentyczną relikwią architektury i budowy tak specyficznych obiektow. 

niecodzienna dekoracja
opuszczone, stare ciężarówki...
...i te, które sa nieodzowną czescią Ameryki
stare mosty...
...obok nowych, ale dużo ładniejsze
                                   Im dalej wjeżdżaliśmy w głąb stanu, tym bardziej proste odcinki drogi stawały się coraz dłuższe. Z drogi, w oddali widać małe wioski i osiedla, do których prowadzą małe drogi, przy których stoją w rzędzie skrzynki na listy. Czasami można się doliczyć kilkunastu. W miejscowości Davenport, tak jak i w wielu innych miejscach związanych z Droga 66, wszelkiego typu sklepy, stacje benzynowe, bary itd są świetnie oznaczone, a ich wlaściciele są dumni z bycia czescią tej historycznej trasy i bardzo chętni do porady, pomocy i opowieści z Route 66 związanych. 

długie i proste jak okiem sięgnąć
tak ustawione skrzynki ułatwiają pracę listonoszom
Davenport
wszyscy starają się wykorzystać niezmienną popularność 66-tki

                                  Niedaleko od Oklahoma City, w wiosce Arcadia, natknęliśmy się na stary zespół drewnianych budynków, które wyglądały jak wyjęte z westernów. Padał deszcz i gdyby nie to, na pewno z któregoś z nich wyszedłby  jakiś kowboj z hollywodzkiej produkcji. Przejechaliśmy koło cmentarza w jakiejś małej miejscowści, który tak jak poprzednie, które widzieliśmy, bardziej przypominał miejsce na odpoczynek czy piknik. Nie wiem, czy są ładniejsze cmentarze od naszych (czy cmentarz może wogóle być ładny?) ale napewno nie są one takie smutne i przytłaczające. 

stary zajazd typu Bed & Breakfeast w miejscowości Arcadia
brakowało tylko jakiegoś kowboja
trochę padało
typowy amerykański cmentarz
                                W końcu dotarliśmy do Oklahoma City, miasta, do którego z niewiadomej przyczyny bardzo nas ciągnęło. Ponad 1,3 milionów ludzi zamieszkuje w obrębie tego wielkiego miasta. Według statystyk jest to miejsce, które najlepiej poradziło sobie z kryzysem. Stabilny rynek mieszkaniowy, małe bezrobocie, wysoko rozwinięte rolnictwo, rozwijający sie przemysł i duża ilość produkowanej energii są najważniejszymi atutami Oklahomy. Dwie z 500 największych firm na świecie według listy Forbesa - Devon Energy Corporation i Chesapeake Energy Corporation mają tutaj swoją siedzibę. Tutaj też gra jedna z najlepszych drużyn koszykówki ligi NBA  - Oklahoma Thunders. Jest kilka uniwersytetów, jest też nowy wieżowiec Devon Tower ze swoimi 256 metrami wysokosci, który do dnia dzisiejszego jest najwyższym budynkiem między Chicago i Dallas, tak więc, jeśli będziecie mieli okazję, czy chęć zawitać do Oklahoma City…NAWET NIECH WAM TO DO GŁOWY NIE PRZYJDZIE! Trochę świata już zwiedziłem, ale tak nudnego miasta jeszcze nie widziałem! Po godzinie 18-tej nie ma żywego ducha na ulicy, nie ma nawet samochodów! Wszystko jest zamknięte, zjeść coś wieczorem jest bardzo ciężko, tym bardziej dla przyjezdnych. Nie ma się nawet kogo o coś zapytać. Być może w okolicach Bricktown, w centrum miasta można zobaczyć cos otwartego, gdyż jest tam wiele restauracji, ale o tej porze roku, kiedy my tam zawitaliśmy (pod koniec marca)nawet centrum nie wyglądało na coś bardzo atrakcyjnego. Nudne miasto i tyle. Oprócz nudy w Oklahoma City, reszta tego odcinka podróży była naprawdę interesująca i atrakcyjna. Następny etap zapowiada się jeszcze ciekawiej – Teksas na horyzoncie!

Oklahoma City...
...nudne tak samo jak te dwa zdjecia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz