piątek, 26 października 2012

Route 66 - cz.IX ( Flagstaff - Grand Canyon)


                                         To był jeden z najbardziej oczekiwanych dni naszej podróży. Mieliśmy dotrzeć nad Grand Canyon, jeden z największych i najpiękniejszych cudów natury. Praktycznie bez zwiedzania Flagstaff, wyruszliśmy na jego spotkanie. Miałem dla moich współtowarzyszy przygotowane dwie niespodzianki. Trzeba dodać, że ten estap nie jest częścią Ruty 66, ale być tak blisko i nie zboczyć, byłoby grzechem, tym bardziej, że trzeba wracać tym samym szlakiem i nic się nie traci z 66-ki. Za nami został łańcuch górski San Francisco Peaks, ze swoimi ośnieżonymi szczytami, a przed nami droga US89 z pustynnym krajobrazem dookoła, która doprowadzić nas miała do miasta Page, tuż przy granicy ze stanem Utah. 
San Francisco Peaks
                                         Na chwilę zatrzymaliśmy się w pobliżu miasteczka Cameron, żeby zobaczyć wiszący most z 1911 roku,  który jest wpisany do Narodowego Spisu Miejsc Historycznych. Dzisiaj most ten jest zamknięty dla ruchu kołowego i  służy do podtrzymywania wszelkiego rodzaju konduktów, rur i kabli. 
wiszący most (Cameron)
                                         Krajobraz dookoła zaczynał się zmieniać z równinnego w pagórkowato-górzysty. Czerwień skał stawała się coraz bardziej intensywna. W pewnym momencie można było dostrzec w oddali wielką szczelinę – była to ta słynna “olbrzymia dziura”. 
kończyła się równina - zaczynały się wzgórza
rzeka Colorado nieustannie drąży w skałach
z daleka, to był pierwszy wzrokowy kontakt z "wielką dziurą"
elektrociepłownia Navajo Generating Station
                                          Po 210 kilometrach znaleźliśmy się w Page. Tam właśnie znajdowała się pierwsza niespodzianka dla moich kolegów - to tutaj miałem zarezerwowaną wycieczkę do Antelope Canyon. Nie można jej odbyć we własnym zakresie, ponieważ dotarcie tam jest możliwe tylko w towarzystwie indiańskiego (Navajo) przewodnika, a na dodatek ustanowiony jest limit na dziennych wypraw. Ja rezerwowałem z 6 tygodniowym wyprzedzeniem. Wsiedliśmy do 15-to osobowego minibusa i po 25 minutach jazdy polną drogą dotarliśmy do wysokiej skalnej ściany z niewielką szczeliną. Weszliśmy w nią i po kilku krokach znaleźliśmy się przed czymś niesamowicie pięknym i unikalnym. 
ta niewielka szczelina jest wejściem do Antelope Canyon
                                         Wąski przesmyk w skale, wydrążony przez wodę, o ścianach wysokości do 20 metrów, oświetlony przez promienie słońca wkradające się przez wąskie szczeliny, które docierały do samego dna. Miejsce jest niesamowite, jedno z najpiekniejszych jakie w życiu widziałem. Niezwykła gama klorów - od białego po ciemnoczerwony, których odcienie zmieniały się w wraz ze słońcem zmieniającym swoje położenie. Przewodnik opowiadał nam historie powstania kanionu, pokazywał różne formy skał, cieni i światła, ale ja po paru minutach zacząłem iść swoim rytmem i zatrzymywałem się, gdzie chcialem i na ile chciałem. Miejsce jest autentyczną kopalnią kadrów zdjęciowych, co nie znaczy, że jest łatwo zrobić coś przyzwoitego. Po pierwsze, jest sporo ludzi, a ponieważ wchodzi się i wychodzi tą samą szczeliną, zawsze ktoś idzie, jak nie z jednej to z drugiej strony. Po drugie, trzeba mieć statyw, ponieważ nie ma za dużo światła, a żeby coś dobrego wyszło ze zdjęcia, jest on niezbędny. Ten fakt zwalnia też rytm zwiedzania. Jako 'mądry Polak po szkodzie', polecam od początku pozostanie trochę w tyle za grupą, wtedy trzeba tylko uważać na tych, co idą z przeciwnej strony. Ja, kiedy słyszałem, że ktoś nadchodzi z przeciwka, zwyczajnie darłem się,  żeby stanęli na chwilkę i…działało! Poniżej zostawiam kilka w miarę rozsądnych ujęć z tego niesamowitego miejsca. 






tutaj zostawiłem specjalnie tę grupkę ludzi dla porównania skali
                                          Po wizycie w Antelope Canyon (baaaardzo polecam) wyruszyliśmy w kierunku następnej niespodzianki. Kilka kilometrów od Page, niespecjalnie oznakowany, znajduje sie następny “cud” natury, mniej znany, ale nie mniej piękny. Z szosy, przy której jest tylko niewielka tabliczka, można było w odleglości ok. 600m zobaczyć sporo zaparkowanych samochodów na końcu polnej drogi. Stamtąd kilometrowy spacer doprowadza nas do Horseshoe Bend (Zakręt Podkowy) miejsce, gdzie rzeka Colorado robi 180º zwrot w swoim biegu. 
kilometrowy spacerek dzieli nas od "Podkowy"
jest dosyć łatwo dotrzeć
                                         Ponad 300 metrów pionowej ściany dzieliło nas od tafli wody. Nie będę Was zanudzał opisem, lepiej zobaczcie zdjęcia. Ja już nie wiedziałem, czy bardziej mi sie podobało Antelope Canyon czy ta Podkowa,  a przecież czekał nas jeszcze dzisaj Grand Canyon! 
ta motorówka na rzece pozwala mierzyć ogromną potęgę tego miejsca
spektakularne pionowe ściany
Horseshoe Bend
"Podkowa"
                                       Zbliżając się drogą 64 do wejścia do Parku Narodowego Grand Canyon, 50 km przed zatrzymaliśmy się przy Litlle Colorado River Canyon. Trzeba koniecznie przejść między kilkunastoma strategicznie ustawionymi straganami obsługiwanymi przez indian, aby dotrzeć do tarasu widokowego. Tu było tylko takie małe preludium tego, co na nas oczekiwało. 
Kanion Little Colorado River
                                       Tuż przed zachodem słońca dotarliśmy do bramy wjazdowej parku. Wjazd jest płatny, ale nie płaci się od osoby tylko od pojazdu i jest całkiem niedrogo. Grand Canyon oczywiście posiada dwie krawędzie: północną i południową. Południowa jest dużo bardziej dostępna i 90% przyjeznych tę część właśnie ogląda. Aby dotrzeć nad północną krawędź, trzeba zrobić 300km objazd i w dodatku nie można tam przenocować, tak więc pozostaje albo awionetka albo helikopter, żeby tamtą część Kanionu zaliczyć, co nie należy do najtańszych przyjemności. Jaki jest ten Grand Canyon? Chyba najlepiej byłoby zacytować w tym miejscu prezydenta Roosvelta, który podczas wizyty w 1903 roku powiedział: “Grand Canyon zaszokował mnie. Jest nie do opisania, nieporównywalny do niczego innego na całym świecie. Zostawmy ten cud natury takim jakim jest. Nie róbmy nic, co naruszyłobu jego piękno i delikatność. Nie możemy go polepszyć. Co możemy zrobić, to zachować go dla naszych dzieci, ich dzieci i tych wszystkich, którzy po nich nastaną, bo to jest jedno z tych miejsc na kuli ziemskiej, które wszycy powinni zobaczyć”. Ileż on miał w tym racji! Wrażenie, jakie sprawia ta ekstrawagancja natury trzeba przeżyć, bo niemożliwym jest przekazać je słowami. Ponad 1000 metrów głębokości sprawia, że rzeka Colorado, która jest jedną z największych rzek w USA, wygląda jak cieniutki sznureczek na dnie tego olbrzyma. Przy drodze biegnącej wzdłuż południowej krawędzi, znajdziemy wiele miejsc widokowych. Jest gdzie zaparkować, ale jeśli ktoś woli, to są też autobusy, które z 15 minutową częstotliwoscią kursują wzdłuż południowej krawędzi i można wsiadać i wysiadać ile razy się chce. Jednak do zachodniej części południowej krawędzi można dotrzeć tylko i wyłącznie autobusem. Tam znajduje sie słynny “Skywalk” - półkolista platforma, ze szklaną podloga, wisząca nad przepascią. Spacerek po tym musi sprawiać  niezłe wrażenie. Nie mniejsze jak bilet wstępu $80 od osoby (ponad połowa z tego to podatek na rzecz indian) i na dodatek nie można wejść z aparatem fotograficznym, komórką ani żadnym urządzeniem nagrywającym. Zostali bez moich 80-ciu. Rozumiem, że ktoś w to zainwestował i wybudował (świetnie zresztą), że wejście kosztuje sporo, ale chociaż niech pozwolą zrobić zdjęcia. Nasza trójka zrezygnowała ($240 w kieszeni) i z tego, co zauwazyłem, było takich osób sporo. O zachodzie słońca zakończyliśmy naszą dzisiejszą wizytę w Grand Canyon. Następnego dnia rano, przed wyruszeniem w kierunku Las Vegas, postanowiliśmy zajrzec tu jeszcze raz, tym razem o świcie a potem….Viva Las Vegas!!!
w niektórych miejscach głębokość dochodzi do 1.600m
łatwo można rozróżnić poszczególne kapy skał pochodzace z róznych okresów
rzeka Colorado
można też zwiedzić kanion konno
panorama "Wielkiej Dziury"
zachód slonca nad Grand Canyon

2 komentarze:

  1. od jakiegoś czasu zaglądam na tego bloga świetne zdjęcia ciekawe posty dziwię się że tu prawie nie ma komentarzy ja co prawda też nigdy nie komentuję ani tu ani nigdzie:)to pierwszy raz:) lubię poczytać i pooglądać bardzo mi się tu podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Drogi Czytelniku,

    Niezmiernie cieszymy się, że ten pierwszy raz miał miesjce właśnie tu ;-) oby nie był ostatnim! Bardzo cieszymy się z każdego komentarza, a ten jest szczególnie przyjemny! Zapraszamy do dalszych odwiedzin i dzielenia się "dobrym słowem" o nas, jeśli będziesz miał/a chęć.

    Miłego weekendu!
    Dorota&Sławek

    OdpowiedzUsuń