poniedziałek, 15 października 2012

Tydzień Ślubny: Dzień przed...

{Próbujemy i przymierzamy}
Pamiętacie ten post /2011/01/semi-love-story.html ? Jest zupełnie nieaktualny. W ostatnią sobotę wyszłam za mąż i jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie, to, że kobieta zmienną jest :-) Ślub i wszystko, co działo się w dniach wokół niego, było jak idealne wakacje z bonusem. Zdecydowaliśmy się na bardzo kameralną ceremonię w gronie naszych Rodziców i świadków oraz  naszego ukochanego fotografa i przyjaciela rodziny - Sławka, tego samego, który raczy Was piątkowymi podróżami na blogu. Wybraliśmy Chorwację, która o tej porze roku była jeszcze tak gorąca, że kąpaliśmy się w morzu i opalaliśmy, dając też ostatnią szansę letnim sukienkom (w tym mojej ukochanej Cindy). W czwartek, kiedy dotarli do nas moi rodzice z Martą i Sławkiem, przeniosłam się do letniego apartamentu naszych przyjaciół, który dostaliśmy do dyspozycji (thank you Sara and Tiho! <3), żeby Pan Młody nie widział mnie już, aż do "godziny zero".
{tyk tyk tyk, przyszły moje ślubne buty}

{Pokaz butów czy gimnastyka?}
{Viola śpiechowicz, oczywiście}
Był to cudowny, wesoły i rodzinny czas (Sławek absolutnie wtopił się w naszą rodzinę i   dodał temu spotkaniu kolorów), pełen spacerów, żartów, śmiechu, delektowania się wspólnym towarzystwem, słuchania fragmentów piosenek Abby, które już zawsze będą kojarzyć mi się z tymi chwilami. Jedliśmy pyszności, także w moim ukochanym 'Le Mandrać', piliśmy spore ilości chorwackiej Malvaziji a nasze rozmowy odpływały w stronę naszych ukochanych przyjaciół i rodziny, którzy tym razem nie byli obok. Szykowaliśmy( raczej -łyśmy) też nasze ślubne kreakcje, przymierzałyśmy, dyskutowałyśmy, dokupowałyśmy ostatnie niezbędne akcesoria, w przerwach delektując się drinkami z boskim widokiem w Sky Bar. Sławek nie odstępował mnie na krok, chcieliśmy stworzyć coś na wzór reportażu, który pozwoli mi wrócić w ten cudowny czas w każdym momencie. 

{Sky Bar}


{Moje ulubione Volosko}


{Ukochani}

{Cindy w obrocie}
{Tatuś} 

Zapraszam Was w moją podróż ślubną, mam nadzieję, że udzielą się Wam motylki, które zadomowiły się w moim brzuchu na te dni i wciąż jeszcze nie odfrunęły :-)

3 komentarze:

  1. Tylko ślub usprawiedliwa tak długą ciszę na blogu ;-) Gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  2. Dorotko, moje ogromne gratulacje! Bardzo się cieszę,że kobieta zmienną jest, bo dzięki temu mogłaś zasmakować tych motyli i tego Cudownego Dnia! Życzę Wam masy szczęścia i miłości i oby całe Wasze życie było co najmniej tak cudne jak Ten Dzień! Pozdrawiam Cię serdecznie, buziaki! Justyna P.F.:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy:)

    OdpowiedzUsuń