środa, 17 października 2012

Tydzień ślubny: Nasz ślub


Wiele osób mówi, że ślub był najpiękniejszym dniem w ich życiu. Coś w tym jest, bo choć miałam wiele magicznych chwil, a jednocześnie liczę na to, że to co najlepsze dopiero przede mną, dzień, w którym wychodzi się za mąż jest niesamowity. Po części wynika to pewnie w tylu dobrych słów, myśli i energii, które słane są w stronę pary młodej, po części zapewne z samego faktu całej otoczki, pieknej sukni i reszty detali, o które na co dzień nie dbamy do tego stopnia. My czuliśmy się naprawdę wyjątkowo, oboje bardzo poruszeni, wzruszeni i szczęśliwi. 

{Kocham moją Mamę, jest moją najlepszą przyjaciółką, moim idolem i inspiracją}

{Moja druga wielka miłość i bratnia dusza, bardzo przyjemnie jest mieć swoje drugie Ja w wersji blond...}
Zawsze wiedziałam, że moja suknia ślubna będzie od Violi Śpichowicz. Chciałam czuć się romantycznie, pięknie, kobieco i wyjątkowo, a sukienka, którą razem wybrałyśmy była ucieleśnieniem wszystkich moich marzeń i wyobrażeń. Nigdy specjalnie nie podobały mi się typowe białe suknie ślubne, nie kręcą mnie welony, a białe czułenka przyprawiają mnie o gęsią skórkę. Ten delikatny pudrowy róż od razu podbił moje serce, prosta góra i bogaty dół z obłędnymi draperiami, złoty pas, wysadzany kryształkami Swarovskiego. Do tego satynowe złote szpilki ze zdobioną piętą od Steve Madden. Całość dopełnił niewybrażalnie piękny prezent od Sławka i jego żony, Marii del Mar, przepięknej, rodowitej hiszpanki. Podarowali mi ręcznie tkany koronkowy szal rodem z Andaluzji. Gracias Maria! To dzięki niemu wyglądałam jak prawdziwa Panna Młoda. W kwestii dodatków postawiłam na minimalizm - oprócz dwóch pierścionków i bransoletki, z którymi nigdy się nie rozstaję, założyłam dwustuletni naszyjnik z diamentami, kolejny cudowny prezent od mojej Mamy (która notabene też wybrała suknię od Violi Śpiechowicz).

{Relaksujący wpływ chorwackiej Malvaziji przy szumie fal dobiegającego zza okna}
{Podobne?}


{Ślub ślubem, ale przecież nie umrę z głodu...}
{Obłędny szal, który był wisienką na torcie mojego ślubnego stroju}
{Ile można mieć 'drugich połówek'?}
Suknia Viola Śpiechowicz
{Grupowe poprawki}

{Jeśli by przyjąć, że moje serce podzielone jest na pięć kawałków, do każdego z nich należy jeden}
Ceremonia ślubna, która odbyła się w Muzeum Miasta Rijeki, które mieści się w budynku starego Pałacu Gubernatorskiego. Nie mogliśmy trafić na piękniejsze i bardziej stylowe wnętrze. Myślałam, że ponieważ do tej pory nie odczuwałam absolutnie żadnego stresu, apogeum nadejdzie podczas zaślubin. Nic takiego się nie zdarzyło. Oboje byliśmy skupieni, głęboko wzruszeni, mocno trzymaliśmy się za ręcę, patrząc sobie w oczy, a na czas, który zajęła cała ceremonia, nie docierały do nas obojga żadne głosy, ani to, co działo się wokół. Byliśmy tylko my dwoje. Momentem największego wzruszenia było dla mnie zakładanie obrączek. Niby ślub nic nie zmienia, ale jednak w tw tej jednej chwili, kiedy wsuwamy obrączkę na palec partnera pierśionek, obupólna więź w jakiś sposób zacieśnia się, nabiera większej wartości i wagi. Ślub to ważna i piękna chwila. Szczególnie, kiedy ma się tak fajnego Męża jak ja :-)



{Jestem Żoną!}
{La Famiglia}
{Pierwsze zdjęcie z Mężem}
{Ruszamy na ucztę!}
 Wesele w jednej z naszych ulubionych restauracji - Blu, pełne było śmiechu, niespodzianek i takich ilości jedzenia, że tort ślubny postanowiliśmy przełożyć na kolejny dzień. Mam nadzieje, że nie ma żadnych zabobonów w tej kwestii... 




{Viktor, zasnął wtulony, pod koronkowym szalem. Koneser od urodzenia}


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz