wtorek, 16 października 2012

Tydzień ślubny: Przygotowania

{Do dzieła!)
Tysiąc razy byłam u fryzjera, ale ten był inny. Wymyślanie fryzury ślubnej było dla mnie prawdziwą zmorą. Jak pewnie zauważyliście, nie umiem i nie lubię układać sobie włosów, więc zwykle kończę z koczkiem na głowie, końskim ogonem lub po prostu z rozpuszczonymi włosami. Nie miałam pojęcia co będzie pasować do mojej suknii, ani co bym chciała, tym bardziej, że na fryzurę próbną trafiłam o godzinie czwartej po południu, po ośmiu godzinach jazdy autem z Genewy, z której z kolei ruszyliśmy o czwartej nad ranem. Na dźwięk szumu suszarki myślałam więc tylko o tym, żeby nie zasnąć i trzymać głowę stosunkowo prosto, zdecydowanie nie o tym, co mam na tej głowie mieć. Szczęśliwie, cudowna fryzjerka z Salonu Perman stanęła na wysokości zadania i po rzuceniu okiem na moją kreację wymyśliła coś (z jedną tylko prośbą z mojej strony - za sugestią Violci - niech włosy będą podpięte), co było absolutnie idealne. Dwa podwójne espresso i krótką anty-drzemkową pogawędkę później pojawiła się na mojej głowie misterna, lecz zwiewna i bardzo romantyczna fryzura, stylizowana na lata trzydzieste. Lubię retro, lubię fale i uwiebiam mieć podpięte włosy, to było to! 

{Grunt to perfekcyjna świadkowa vel siostra vel asystentka}
{Ciężkie przygotowania}
{Ten kolor chyba nie}

Reszta była już z górki - piątek spędzony w Edenie a potem już właściwa fryzura ślubna w sobotni poranek i makijaż u genialnej Pauli (znów w Edenie), z którego niemal nie zdążyłam wrócić na czas, za sprawą niewyobrażalnego serwisu taxi w Rijece. Panom kierowcon nie spieszy się nigdzie i w zasadzie trzydzieści minut czekania w deszczu w jedną czy drugą stronę, mieści się w definicji 'dotarcia na czas'.   Szczęśliwie tego dnia niewiele rzeczy było w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Po tylu wspólnych latach nie miałam powodów do nerwów, wiedziałam na co się piszę i czekałam z prawdziwą radością i ekscytacją na to, żeby powiedzieć TAK . 


{Czy coś z tego wyjdzie?}
{-Wyjdzie, ale proszę coś przekąsić, bo to trochę potrwa}
{No jak to gdzie jestem? U fryzjera}
{Lustereczko powiedz przecie}
{Importance of beeing connected}
{18 Department of Athletics ;-) }


*Podpisy pod zdjęciami są autorstwa Sławka. Dzięki nim chichrałam przy niemal każdym przesłanym zdjęciu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz