wtorek, 27 listopada 2012

Chamonix


O Chamonix słyszałam już wiele. Jest to jeden z najbliższych od Genewy kurortów narciarskich, wyjątkowo popularny, bo położony po francuskiej stronie zbocza Mont Blanc a od czasu Olimpiady w 1924, uważany za bardzo prestiżowy. Po naszej zeszłoroczniej wycieczce do Verbier , spodziewałam się podobnego krajobrazu, architektury, atmosfery. Niestety Chamonix nie powaliło mnie na kolana. Jestem przekonana, że dla wprawionych narciarzy, którzy całe dnie spędzają na stokach może ono być znacznie bardziej atrakcyjne, chociaż nawet pod tym wględem dotarcie do wyciągów i tras zjezdowych wydawało mi się znacznie bardziej skomplikowane, niż w Verbier. Jednak dla nas, będących tym razem tuż przed sezonem, zainteresowanych głównie odpoczynkiem i pięknymi widokami, Chamonix nie miało wiele do zaoferowania. 

{Świetne graffiti na jednej z kamienic}

Przede wszystkim Chamonix nie jest taką górską wioską w wydaniu de luxe. To miasto  o ciut industrialno - turystycznym charakterze, które czasy świetności zdaje się mieć za sobą. Restauracje raczej nastawione na dużą ilość przejściowych gości, niż na proste, lokalne jedzenie w dobrym wydaniu. Komercyjne sklepy, mało oryginalne butiki, wysokie ceny. Czaru niewątpliwie dodaje masywny, budzący respekt i piękny Mont Blanc oraz cały łańcuch Alp z wiecznie białymi szczytami, otaczający miasto.
{Grzane wino, najwspanialsze na górskie wieczory}
Nie mieliśmy też szczęścia, ponieważ wszystkie główne wyciągi były w tych dniach nieczynne. Moje marzenie wjechania na Aiquille du Midi okazało się niemożliwe, a wyprawę pociągiem do Le glacier d'Argentière, czyli zamarźniętego jeziora między wierzchołkami Mont Blanc odłożyliśmy na następny raz, choć wyglądał naprawdę wspaniale, odcinając się hipnotyzującym błękitem od zaśnieżonych szczytów. Ruszyliśmy z powrotem na szwajcarską stronę Alp, do Martigny.
Wijące się wśród malowniczych górskich zboczy wąskie drogi, doprowadziły nas do Forclaz, uroczego miesjca z jednym holelem i należącą do niego restauracyjką, położonymi na ponad 1500 m.n.p.m. Obłędne widoki, pyszne jedzenie i tysiące tras do łażenia po górach, przystosowanych do każdego poziomu zaawansowania. Marzy mi się kilka letnich nocy w Forclaz, w dobrym towarzystwie, z codziennymi wycieczkami górskimi, codziennie inną trasą. Cudowny relaks i detoks dla głowy. 
Tak więc, jeśli miałabym wybrać między Chamonix a Verbier miejsce na zimowy odpoczynek, bez namysłu wróciłabym do Verbier. Jeśli jednak macie większe doświadczenie i rozeznanie w rejonach Chamonix i Mont Blanc, to chętnię przyjmę wszelkie wskazówki gdzie warto pojechać, pójść, zjeść i co warto zobaczyć. 

O Verbier pisałam Tu i Tu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz