piątek, 9 listopada 2012

Route 66 - cz.X (Grand Canyon - Las Vegas)


                                        Przedostatni etap naszej podróży, długi (ponad 480km), ale bardzo atrakcyjny i interesujący. Wcześnie rano wyskoczyliśmy jeszcze nad Grand Canyon, żeby obejrzeć wschód słońca i w ten sposób mieliśmy zaliczony wschód i zachód. Poza tym, miejsce jest tak piękne, że można tam przesiadywać całymi godzinami i bez wątpienia pozostanie w mojej pamięci na zawsze. 

dawny domek strazników parku

wstaje dzien  Grand Canyon

sylwetki ludzi obrazuja potege miejsca

warto wczesnie wstac

                                        Pozostawiając ten cud natury za plecami, wyruszyliśmy z powrotem na „naszą 66-ke” i zaraz po wjechaniu na nią trafiliśmy na miescowość Williams. Powiedziano nam (małżeństwo polaków, które spotkaliśmy wjeżdżając do Arizony), ża warto się tu zatrzymać bo to bardzo interesujące miejsce. Ku naszemu zdziwieniu, po wjechaniu do miasta, nie zauważyliśmy w nim nic specjalnego, ot taka sobie mieścina. Zatrzymaliśmy się koło sporego kościoła, w miarę atrakcyjnego z zewnątrz, z własnym parkingiem, ale nie wchodziliśmy już do środka. W kafejce obok wypiliśmy kawę i wyruszyliśmy (trochę wkurzeni, że straciliśmy czas) w dalszą drogę. Aby nadrobić stracony czas, postanowiliśmy zjechać z 66 i wjechać na równoległą do niej autostradę. Żeby się na nią dostać, trzeba było przejechać przez tory kolejowe na drugą stronę miasta. Całe szczęście! Dzięki przypadkowi znaleźliśmy się nagle w mieście wprost niesamowitym. Niby to samo, ale zupełnie inne, jedna częśc nie ma nic wspólnego z drugą. Nagle otaczało nas miasto z lat 50,60,70 aż do 80-tych. Fantastyczne! Domy, sklepy, stacja benzynowa, restauracje, bary - wszystko z tamtych lat. Od neonów aż do blatu w barze, od krzeseł i siedzeń, aż do dekoracji i wystroju łazienek, muzyka, kolory i stylistyka – wszystko z tamtych „Happy Years”. Wrażenie ogromne. Odnaleźliśmy tam nawet samego Elvisa Presleya. Williams było ostatnią ofiarą autostrady miedzystanowej I40, której otwarcie drastycznie zmniejszyło ilość przejezdnych, ale dzięki silnej woli, upartości i poświeceniu mieszkańców miasta, którzy postanowili konserwować i utrzymywać miasto i przedmioty z innej epoki, dzisiaj jest to miejsce obowiązkowego postoju dla amatorów 66-ki i tych, których interesują tamte lata. Dobrze że tu trafiliśmy. 

Williams

jak widac jestesmy na 66-ce

Cruisers Cafe - prawdziwa ikona Drogi 66

odnalezlismy Elvisa!

swieta prawda - wolnosc nie przychodzi darmo

dekoracja z lat 60-tych

glówna ulica Williams

1957 Buick 2 Door Hardtop

13 pazdziernika 1984 - inauguracja obwodnicy na nowej autostradzie miedzystanowej I40

                                         To był jednak dopiero początek miłych niespodzianek tego dnia. 70 km dalej zatrzymaliśmy się w miejscowości Seligman, którą zamieszkuje ok 500 osób. Zapewniam wszystkich, że czas zatrzymał się i tam w latach 50-ych i całe szczęście, że tak się stało. Delgadillo’s Snow Cap Drive-In, historyczny budynek Seligman Sundries (rozmaitości), orginalne budynki rodem z westernów, samochody…wspaniała, kolorowa uczta wszelakich przeróżności, która nie pozostawia nikogo obojetnym. 

Delgadillo's Snow Cap Drive-Inn

to jest prawdziwa ubikacja

piekne wspomnienia

Seligman Sundries

to byly "prawdziwe" policyjne samochody

Dziki Zachód

jak przyjdzie czas to ja poprosze o taki - z tym "kapciem" zawsze to dluzej potrwa

                                        Jadąc dalej, zatrzymaliśmy się w mieście Kingman, aby obejrzeć wspaniały egzemplarz olbrzymiej lokomotywy parowej, która poruszała sie po słynnej linii kolejowej Santa Fe. Pamiętacie z poprzednich odcinków niekończące się proste i ciężarówki? Tutaj też ich było pełno. 

lokomotywa 3759

w porównani z tymi olbrzymami nasz samochód wygladal na zabawke

                                        Po południu wjechaliśmy do Nevady, przjeżdżając przez nowy most nad rzeką Colorado w miejscu, gdzie wybudowano olbrzymią zaporę wodną Hoover Damm. Następnego dnia wrócimy tu na zwiedzenie tego obiektu. O zachodzie słońca wjeżdżaliśmy do Las Vegas. Tutaj zatrzymamy się 3 dni, ale o tym w następnym odcinku.

witamy w Nevadzie

tam gdzie zachodzi slonce czekalo na nas fantastyczne Las Vegas

widok z salonu naszego apartamentu hotelowego


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz