piątek, 14 grudnia 2012

Route 66 - cz.XI (Las Vegas)


                                                      Aby  jak najlepiej wykorzystać czas, szybko ustaliliśmy priorytety tego co byśmy chcieli zobaczyć, ponieważ Las Vegas to nie tylko samo miasto, wokół jest też wiele interesujących miejsc do zobaczenia. Na początek małe streszczenie miejsca i troche statystyk. W granicach miasta zamieszkuje ok. 2 miliony osób, liczba która w okresie wakacyjnym podwaja się. Miasto grzechu, stolica rozrywki, miejsce drugiej szansy, wszystkie te określenia wiernie oddają ducha światowej stolicy hazardu. Tutaj zawsze wszystko jest otwarte, można kupić alkohol 24 godz. na dobę, kasyna nie znają odpoczynku i pieniądze płyną wartkim strumieniem, duuuużo pieniędzy. Ciekawostką jest, że na dzień dzisiejszy jedynie 11% wpływów miasta pochodzi z gier hazardowych, większa część  to przychody z organizacji kongresów, sympozjów, różnego rodzaju spektakli (w ciagu ostatnich 20 lat to Las Vegas gościło 3 razy wybory Miss Universum), walk bokserskich, wyścigów wszelkiego rodzaju, pól golfowych i oczywiście jako resort wakacyjny. Ponad 175 hoteli i ponad 130 tys. łóżek pozwalają na przyjęcie olbrzymiej masy turystów.  Wszystko to polłączone z przepychem stwarza perfekcyjną atmosferę do pozostawienia tam sporej sumy pieniędzy. Ale Las Vegas to przede wszystkim fantazja, sen, sprawienie, by niemożliwe stało się możliwym a czas  spędzić szalenie i beztrosko. Oni są tego mistrzami. To prawdziwi eksperci od odchudzania: portfeli, kieszeni, portmonetek i przede wszystkim kart kredytowych. Ten ostatni zabieg jest najmniej bolesny w momencie wykonywania. Większość lokali jest usytuowana wzdłuż Las Vegas Boulevard, popularnie zwanego The Strip [pasmo, szlak - tego ostatniego proszę nie mylić ze słowem “szlag” bo ten nas trafia po powrocie do domu, w momencie jak przychodzi rachunek karty kredytowej]. 

The Strip
to jest Ameryka, wszystko ogromne
wszyscy najwięksi są tu obecni, David Copperfield, Cyrk Słońca...
jeden wielki lunapark
jak już wspominałem, wszystko olbrzymie
Brooklyn, Manhattan, wszystko tu jest...
...oczywiście Disneyland też
                                                       Najlepsi artyści, najlepsze przedstawienia i spektakle mają swoją bazę właśnie tutaj. Niedościgniony Cyrk Słońca (Cirque du Soleil), też ma swoją siedzibę wlasnie w Las Vegas. Wszystko co ma coś wspólnego z rozrywką i spektaklem na najwyższym poziomie, obowiązkowo musi “przejść” przez Las Vegas. Wracając do naszych wizyt, pierwszą był wyjazd nad zaporę Hoovera, oddaloną o 66 kilometrów od Las Vegas. Olbrzymia konstrukcja na rzece Kolorado, której budowa trwała 5 lat (1931-36), przecina bieg rzeki i tworzy największy sztuczny zbiornik słodkiej wody w USA, o powierzchi 640km², mogący pomieścić całkowity 2 letni  przepływ wody w rzece. Obok zapory, po 5-cio letniej budowie oddano do użytku w roku 2010 olbrzymi most – The Mike o’Calaghan – Pat Tillman Memorial Bridge o długości 579m i wysokości 270m., którego sylwetka jest świetnie wkomponowana w krajobraz jak i w bryłę zapory, jednocześnie odciążając tę ostatnią od ruchu kołowego. 
zapora Hoover
w głębi nowy most
jezioro Meade
most Mike O'Callaghan - Pat Tillman
                                                       Po obejrzeniu tych dwóch kolosów udaliśmy się w kierunku Red Rock Canyon, oddalonego o 24 km od Las Vegas. Obszar chroniony, skalisty z dominującą czerwienią i bardzo popularny wsród amatorów wspinaczek. 
w drodze do Red Rock Canyon
niesamowite kolory skał
miejsce bardzo popularne wśród wspinaczy
panorama red Rock Canyon
                                                       Popołudnie poświęciliśmy na spacer po głównej ulicy Las Vegas – The Strip. Fantastyczne budowle, piękne hotele, sklepy, bary, restauracje, wszystko to ładnie przedstawione i świetnie zorganizowane i pomimo, iż spora ilość ludzi określa to mianem kiczu, to ten kicz ma w sobie niewątpliwy urok i jakoś trudno sobie wyobrazić to miejsce inaczej. Pokaz tańca wody ze wspaniałą choreografią i podkładem muzycznym w hotelu Bellagio jest niesamowity (chyba tylko porównywalny do tego w Dubaju). Od zmierzchu, co 20 min. odbywa się prezentacja i każda ma innaą choreografię. Trzeba przyjść troszkę wcześniej aby stanąć w pierwszym rzędzie i móc podziwiać strumienie wody tańczące w takt muzyki. Po spacerze udaliśmy się do hotelu na krótki odpoczynek i prysznic. Zatrzymaliśmy się w hotelu Aria, dopiero co otwartym, gdzie mieliśmy zarezerwowany apartament na 38-ym piętrze w tzw. Executive Wing, to znaczy w droższej części, żeby było jaśniej. Duży salon, olbrzymia sypialnia, 2 łazienki, każda z telewizorem (całość prawie 100m²) i nieprawdopodobna ilość przycisków, guzików i suwadeł, które otwierały, zamykały, włączały, wyłączały, przyciemniały, odsuwały, zasuwały drzwi, zasłony, klimatyzację, światło, stereo, telewizory i na pewno jeszcze wiele innych rzeczy, o których nawet nie mieliśmy pojęcia ani czasu na inwestygacje (sedes z podgrzewanym siedzeniem, który po naciśnięciu kilku guziczków podmywał zimną, ciepłą lub gorącą wodą, z przodu, z tyłu, ze strumieniem wody mocniejszym lub słabszym i na dodatek suszył ciepłym powietrzem, chłodnym, gorącym…były jeszcze jakieś inne guziczki, ale wolałem nie ryzykować...). Nie będę już wspominał o rozmiarach plazmowych telewizorów zajmujących pół ściany w salonie i w sypialni, czy o osobnym wejściu do tej części budynku, gdzie 24 godziny na dobę elegancki oddźwierny witał i żegnal gości hotelowych, uprzejmie pytając za każdym razem czy wszystko jest w porządku i czy czegoś nie brakuje, jednocześnie szybkim rzutem oka sprawdząjac, czy drzwi do super szybkiej windy otwieramy autentyczną kartą hotelową. Nie wspomnę też całkowicie przeszklonej ściany zewnetrznej i widoku z 38 piętra na miasto i na lotnisko, które jest w jego centrum.  Oczywiście nie mogło zabraknąć w takim hotelu olbrzymiego kasyna, gdzie, tak jak sobie obiecałem, spędzilem całą noc, chociaż nie wiem po co, bo wszedłem do niego z 300-ma dolarami i wyszedłem z....300-ma. 
Hotel Aria - fantastyczny
The Strip, Ford Mustang...ehhhhh...
wieża Eiffela też jest
architektura jak widać
hotel Bellagio
woda, światło, muzyka i kolor
słynny hotel Caesars Palace
hotel Monte Carlo
                                                       Ponieważ noc i tak już miałem zarwaną, to prosto z kasyna szofer jednej z firm organizujących loty helikopterem odebrał mnie i zawiózł na lotnisko, skąd poleciałem do....Grand Canyon, ale tym razem do jego wnętrza, lądujac na jego dnie. Niesamowite wrażenie i chociaż nie jest to tania przyjemność, polecam wszystkim. Wypić szampana na dnie Wielkiego Kanionu (ja bym powiedział, że to raczej było tanie wino musujące, jeśli mam być szczery) prawdopodobnie zdarza się raz w życiu, w dodatku lot jest bardzo przyjemny i wygodny. Poza tym, patrząc z lotu ptaka na piękne jezioro Meade, zaporę Hoovera, pustynię dookoła Las Vegas, czy nowy most, dokładnie widać ogrom wszystkiego. 
zapora Hovver i nowy most
wlatując do Grand Canyon
jeden z helikopterów lądujący w Kanionie
w tym wylądowalem ja
na dnie kanionu rzeka Kolorado
wakacje na pustyni, wielu ludzi spędza tak swoj urlop
no i oczywiście niekończące się proste, pustynia i wszechobecne ciężarówki
                                                     To były dwa bardzo intensywne dni, pełne niezapomnianych przeżyć. Z pewnością jest to miejsce warte powrotu i pozostania na kilka dni wiecej. Niestety, nasza podróż zbliżała się ku końcowi, pozostał nam ostatni odcinek: Las Vegas – Los Angeles, a dokładniej molo w Santa Monica, gdzie kończy się Ruta 66.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz