wtorek, 28 lutego 2012

Aztec

Szal Sandro, kurtka Pepe Jeans, sweter i spódnica Stefanel, buty Casadei, torba Francesco Biasia

Jakiś czas temu przeglądałam Vogue Collections i zachwyciły mnie wszystkie aztecko-maksykańskie inspiracje. Cudowne mocne kolory - coś na co tej wiosny mam wielką ochotę, nie zawsze oczywista forma lub wykończenie, które nadają ubraniu oryginalności i czynią je bardzo ciekawym. Jakiś czas po tym w Klifowym Stefanelu wpadłam na ten zestaw, który bezgranicznie mnie zachwycił. Wszechobecne frędzelki, opadający na ramionach, luźny sweter, delikatnie rozkloszowana spódnica a do tego wszystkiego soczysta czerwień, mocny niebieski, moje kochane szarości i czerń. 

Kup kochance męża kwiaty

Kupić kochance męża kwiaty?! Co za bzdura! - pomyślałam sobie, kiedy zobaczyłam tę książkę na półce w księgarni.  Już sam pomysł wydał mi się absurdalny. Ale tytuł zapuścił natychmiast korzenie w mojej głowie i nie mogłam nijak się go pozbyć z moich myśli i przemyśleń.
I te kwiaty! Kwiaty kupujemy osobom dla nas ważnym, przez nas kochanym, dla uczczenia, podkreślenia. Kochanka jest przecież złem samym w sobie i na nic, prócz potępienia zasłużyć nie powinna, czy nie tak zostało przyjęte? 
Po trzech dniach złożyłam broń i w dniu powrotu do Genewy, złapałam książkę przed samym odlotem. Miałam trzy powody. Panią Katarzynę Miller, która jest autorką, uwielbiam. Za dystans, za szczerość, za mądrość, za humor, za całą gamę jej własnych przeżyć, których nie kryje, a które sama  ze sobą przerobiła i dlatego też, uważam, że ma wiele do przekazania i pokazania. Po drugie, każdy z nas ma mniej lub bardziej świadomy strach przed zdradą, chciałby jej uniknąć, a jeśli się zdarzyła - przekreślić i wymazać z pamięci. Jest więc to temat bolesny, unikany, ale jakże życiowy i ważny! Po trzecie - chciałam wiedzieć za co te kwiaty?
Kochane Kobiety (Mężczyźni także, choć autorka kieruje się do Pań zwłaszcza), nie chcę Wam tej wspaniałej i mądrej lektury streszczać ani opowiadać. Od pierwszej do ostatniej strony uczestniczymy w nauce, w której każde zdanie, każda linijka i każdy rozdział to ważna lekcja. Ja czytałam ją z wypiekami na twarzy i z flamastrem do zaznaczania w ręku. Bo dowiedziałam się, że zdrada nie dotyczy tylko par, narzeczonych, małżeństw. Ponieważ ta książka to nie tylko pocieszenie i porady wokół zdrady właśnie, ale przede wszystkim 237 stron o nas - dziewczynach, kobietach, matkach, żonach i kochankach - o naszej sile, mądrości, wierze w siebie, pracy nad sobą, działaniu i poznawaniu własnego ja. Czyli o czymś, czemu zawsze będę kibicować!

poniedziałek, 27 lutego 2012

7 rzeczy weekendowych

Aztecki sweter - Stefanel
Błogi weekend. Życie toczy się zupełnie inaczej, kiedy za oknem świeci ciepłe słońce a temperatury skaczą powyżej dziesięciu stopni. Spacery, cudowny kinderbal Hanusi, niedzielne croissanty i kawa na ławce w parku, obiad z przyjaciółmi w pysznej Da Paulo. Do tego przemiłe podziękowania od samych autorów książki "Villas, nic przecież nie mam do ukrycia", za recenzję napisaną przez Tynę (książki zresztą znakomitej, sama ją właśnie "pochłaniam"). Jest taka magia we wiośnie, kiedy tylko czuć ją w powietrzu, chętniej wystawiamy nosy z domów, więcej się uśmiechamy i tak naprawdę wszystko nam się chce. Moje postanowienia na ten tydzień to: regularniejszy jogging i zapisanie się wreszcie na jogę. Pięknego tygodnia i wielu słonecznych postanowień dla Was nasi Drodzy!

Faworki w wersji maxi - czy może być coś lepszego?
Viktor w swoim wiosennym zestawie
Czekoladowa lampka, która oświetla nasz pokój gościnny
Niedzielna carbonara w Da Paolo
YSL Shocking - najlepszy eyeliner, jakiego do tej pory próbowałam
Eyelinerowy efekt przed niedzielnym obiadem

piątek, 24 lutego 2012

Buen Apetito - Lima


                                   Lima, stolica Peru, jest zamieszkana przez ponad 8 milionów osób. Centrum historyczne miasta, UNESCO włączyło na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości. Mogą o tym poświadczyć liczne przykłady architektury kolonialnej. 

jeden z budynków przy Plaza de Armas
tylko dla pieszych
piękne, typowe w tym mieście balkony
dobrze zachowana architektura kolonialna
jeszcze jeden przykład pięknej architektury               

                                   Zwracam uwagę tym, którzy znają hiszpański, jak dobrym i jak pięknym hiszpańskim rozmawiają Peruwiańczycy. Bogaty słownik, poprawny dobór słów w odpowiednim momencie - dają pewność, że w szkołach kładą na to duży nacisk.
                                   Jest tak wiele do zobaczenia w stolicy, że nie bardzo wiadomo, od czego zacząć, ale myślę że chyba tradycyjnie zacznę od centrum miasta, którym jest Plaza de Armas – plac główny. Niewielka, ale piękna fontanna z brązu jest jedyną pozostałością z oryginalnego projektu placu. Wokół usytuowane są niektóre z najbardziej charakterystycznych budynków w mieście. Piękna katedra Niepokalanej Matki Boskiej gdzie spoczywają prochy Francisco Pizarro, ale nie jako konkwistadora, lecz jako założyciela miasta. Pałac Prezydencki, Pałac Arcybiskupi również okalają Plaza de Armas. 

katdera na Plaza de Armas 
wnętrze katedry
Pałac Prezydencki
                                     Kościół i zakon Santo Domingo z piękną i jedną z najstarszych bibliotek, wewnętrznym podwórkiem, klasztorem i gdzie pochowana jest m.in. Św. Rosa z Limy - patronka kraju, Jest też kościół Miłosierdzia w którym San Martin ogłosił niepodległość Peru i gdzie odprawiono pierwszą mszę w Limie i który mimo nie najlepszego stanu spowodowanego pożarami, trzęsieniami ziemi i zawaleniami warto odwiedzić oraz kościół i zakon Św. Franciszka, jedna z najświetniejszych budowli religijnych w mieście z klasztorem wyłożonym wspaniałymi XVII wiecznymi kafelkami z Sewilli są najlepszymi przykładami architektury i sztuki religijnej kraju, którego mieszkańcy są w 95% katolikami. 

kościół  Santo Domingo 
biblioteka w klasztorze Santo Domingo
podwórzec klasztorny
klasztor Santo Domingo
Św.Rosa - patronka Peru
                                     Również interesujące są pałacyki rodów Aliaga i Goyoneche oraz pałac Torre Tagle. Autentyczną perłą jest muzeum Larco, gdzie wystawione w chronologicznej kolejności galerie obrazują ponad 3000 tysiące lat rozwoju z epoki przedkolumbijskiej i gdzie znajdziemy fantastyczną kolekcję wyrobów ze złota i srebra starożytnego Peru. Wszystko to wtopione we wspaniale zaprojektowanym nowoczesnym wnętrzu gdzie otwarte przestrzenie, światło, wolne powietrze i forma, w jakiej wystawione są eksponaty powoduje, że wizyta jest pełna wrażeń. Jeśli do tego dodamy, że na terenie muzeum znajduje się wyśmienita restauracja znajdziemy się naprzeciw perfekcyjnego miksu, gdzie kilkugodzinna wizyta wypełni nas duchowo, ale nie tylko...
                                   Archeologiczne pozostałości w Huaca Pucllan, Huallamarca i nade wszystko sanktuarium Pachacamac z IIIw. z olbrzymimi budowlami wykonanymi z gliny wraz z pałacami, świątyniami i placami wybudowanymi w okresie dominacji Inków są obowiązkową wizytą.

jeden z budynkow w sanktuaruim Pachacamac
                                   Malownicze wzgórze Św. Krzysztofa z kolorowymi domkami, nowoczesna dzielnica Miraflores położona na wysokiej skarpie nad samym Pacyfikiem ze świetnymi restauracjami i pięknymi widokami są również atrakcjami godnymi zobaczenia. Osobnym rozdziałem jest kuchnia peruwiańska. Jest to zupełnie nowe odkrycie. Pyszna, z produktów pierwszej jakości i z szefami kuchni na najwyższym poziomie. Wszędzie, niezależnie od wykwintności lokalu, można bardzo dobrze zjeść, powiem więcej, można świetnie zjeść, w dodatku bardzo zwracają uwagę na prezentacje dania. Lima jest krajem położonym nad oceanem, nie trzeba dodawać, że ryby i owoce morza są najwyższej jakości i świeżusieńkie. Jest prawdziwa rozkoszą zjeść w tym kraju tym bardziej, że ceny są bardzo przystępne. 

wzgórze Św. Krzysztofa
w ten sposób też można obejrzeć okolicę
dzielnica Miraflores z fantastycznymi widokami na Pacyfik
Miraflores
zachody słonca ...jak widać 
Buen apetito - Smacznego
Reasumując: Lima zdała egzamin. Atrakcyjne miasto z wielowiekową historią, przystępnymi cenami, bardzo sympatyczną i usłużną ludnością. Widać, ze Peruwiańczycy postawili na turystykę i dobrze na tym wychodzą, tak oni jak i przyjezdni. Jak we wszystkich krajach rozwijających się są pewne niedociągnięcia, ale naprawdę nie są one aż tak uciążliwe i przy odrobinie cierpliwości łatwe do pokonania.

P.S. Dla tych, którzy maja chęć zobaczyć zdjęcia w większym wymiarze proszę kliknąć w zdjęcie a jeśli jeszcze jest Wam mało to naciśnijcie klawisz F11

czwartek, 23 lutego 2012

Paella zwana Paeją po polskiemu

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl

Po powrocie z Barcelony przywiozłam nie do końca cudowne wspomnienie o Paelli. Nie powaliła mnie na kolana, nie śniłam o niej nocami ani nie opowiadałam o niej wszystkim tym, którzy o jedzeniu słuchać lubią. Fakt ten był dla mnie mocno niewygodny...tym bardziej, że moja siostra (też jedzeniowy fascynat) po wizycie w podbarcelońskiej wiosce rybackiej, bezczelnie słała mi mmsy przedstawiające Paellę, z komentarzem świadczącym o jakiejś niezwykłej smakowej rozkoszy.
Przepis Tomka Woźniaka, który pojawił się w ostatniej Kuchni nr 2-2012, podziałał na mnie niczym płachta na byka. Zgodnie z teorią, nie moją, ale przywłaszczoną, w sumie nieco próżną, ale jakże prawdziwą: "Nikt mnie lepiej nie nakarmi niż ja sama", postanowiłam upitrasić. Tym bardziej, że chorizo czekało na swój odpowiedni moment.
Czy mnie olśniło??!! Obiecałam sobie szczerość blogową..a więc nadal mnie to danie nie powala, ale zdecydowanie było pyszniejsze od katalońskiej wersji. Dziś planujemy wraz z moimi przyjaciółkami wspólnie pogotować. Paella stała się gwoździem programu!! Kto wie czy przypadkiem tym razem mnie nie zaczaruje..w końcu do 3 razy sztuka:)

Składniki:
  • 3 łyżki oliwy
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 cebula
  • 100 g chorizo ( może być też salami albo kindziuk)
  • 1 łyżka kurkumy 
  • 500 g podudzia kurczaka (czyli tych pałek, przeliczając na sztuki potrzeba ok 6, strasznie pracochłonne jest obieranie tego z kości, więc uzbrójcie się w cierpliwość)
  • 1 czerwona papryka
  • 300 g ryżu do paelli (ja miałam arborio)
  • 1 litr wrzącej wody bądź  drobiowego bulionu
  • 16 krewetek tygrysich (podgotowanych)
  • 1 pęczek pietruszki
  • 1 cytryna
  • sól pieprz

Na dużą (ale naprawdę taką pojemną) patelnię wlewamy oliwę, dorzucamy czosnek (pokrojony oczywiście), cebulę w kostkę oraz chorizo (pokrojone w talarki).

 Podsmażamy tak aby cebula się zeszkliła a z chorizo wytopił się tłuszcz. Następnie dodajemy kurkumę oraz kurczaka podzielonego na małe kawałki (wcześniej ściągniętego z kości) i smażymy aż mięso się zezłoci.
Następnie dodajemy paprykę pokrojoną w kostkę. Do tego wszystkiego wsypujemy ryż i zalewamy połową bulionu bądź wody (bulion zdecydowanie lepszy). Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy patelnię i gotujemy na wolnym ogniu przez ok 10 minut. Jak już ryż wciągnie bulion, dodajemy kolejną porcję płynu i ponownie przykrywamy i gotujemy przez 10 minut.


Od czasu do czasu proponuje zamieszać żeby nic się nie przypaliło. Jak już ryż wchłonie II porcję, dodajemy rozmrożone krewetki i mieszamy.

Przed podaniem posypujemy natką pietruszki i dodatkowo podajemy cząstki cytryny.

środa, 22 lutego 2012

Pelisa

Pelisa YSL, pasek Viola Śpiechowicz  , spodnie D&G, buty Alexander McQueen, plecak LV (widziany też TU), kurtka Viola Śpiechowicz (widziana też TU), szminka Apple Berry - Mary Kay

Czy wiecie, czym jest pelisa? Ja nie wiedziałam aż do dnia, kiedy na flea market moja Mama znalazła powyższą kamizelkę. Okazała się być ona ex-podszewką płaszcza (czyli pelisą właśnie), ale dla mnie niczego, a w szczególności żadnego płaszcza, jej nie brakowało. Miękka, cieplutka, w cudownym kolorze a do tego w cenie, która nie pozwoliła mi zostawić jej na wieszaku (równowartość dwóch dobrych kaw). Idealnie zgrała się z paskiem od Violi Śpiechowicz i tym samym została jedną z ulubionych rzeczy w mojej szafie. 


wtorek, 21 lutego 2012

Bombay

Pierwsze kulinarne skojarzenie, kiedy mówię Szczecin? Dla mnie paprykarz szczeciński. A zaraz potem Mama Moni, która jest mistrzynią kuchni. Jednak po ostatniej wizycie, miejsce paprykarza przejmuje Restauracja Bombay. Uwielbiam kuchnię indyjską, ale mało gdzie można znależć ją w tak mistrzowskim, prawdziwie indyjskim wydaniu. Tak jest tylko w miejscach, w których właściciel czuwa nad jakością dań i składników - co właśnie ma miejsce w Bombaju. Pani Anita Agnihotri, właścicielka i założycielka tej wpaniałej restauracji, osobiście dogląda wszystkiego, co ląduję na naszym talerzu, a co przygotowywane jest przez trzech kucharzy z Indii. Pani Anita jest osobą równie niezwykłą jak samo miejsce, kobietą zachwycająco piękną, czarującą i z wielką klasą. W wieku 17 lat została Miss Indii, niedługo po tym zakochała się w Polaku, wyszła za mąż i podążyła za mężem do Szczecina. W 1994 roku ząłożyła Bombay, żeby jak sama powiedziała, stworzyć sobie swój mały raj. I chociaż małżeństwo nie przetrwało próby czasu, to Bombay rośnie w potęgę i zyskuje coraz to nowych wilbicieli ( w tym nas!).
Ponieważ gościliśmy w Bombayu w Walentynki, zdecydowaliśmy się na jeden ze specjalnie na ten dzień przygotowanych zestawów. W ramach menu wegetariańskiego raczyliśmy się vegetable pakora - indyjskimi pierożkami z nadzieniem warzywno-ziołowym, vegetable korma - mieszanką warzyw w sosie orzechowym z nerkowca, dal tarka - żółtą soczewicą duszoną z kminem, cebulą i pomidorami z nutą świrzego imbiru, mutter paneer - smażonymi kostkami białego sera, przyżądzonymi z zielonym groszkiem w łagodnym sosie, lemon rice - specjalny ryż wg. receptury z południowych indii. Do tego mój faworyt - pszenne podpłomyki naad, pieczone w specjalnym piecu tandoori, nadziewane serem i czosnkiem, raita, czyli jogurt z warzywami i gulab jamoon desert - miękkie kulki z mleka i mąki pszennej w słodkim (bardzo!) sosie. Dodatkowo lamb i fish tikka - cudownie doprawione jagnięcina i ryba. Do tego wszystkiego mój ukochany chai - tradycyjna herbata z mlekiem i cynamonem. We wszyskich daniach cudownie aromatyczna kolendra, rozgrzewający kardamon (który jest afrodyzjakiem) i cynamon. Prawdziwa uczta zmysłów na walentynki!

Restauracja Bombay