piątek, 30 marca 2012

Joga w piątek i świątek


Kochani, przed relaksujący weekendem o relaksie właśnie. O czymś, co ostatnio zajmuje mój umysł i moje ciało, na oba mając cudowny wpływ. Dziś opowiem Wam o jodze. Próbowałam jej dawno temu w Warszawie, ale bez powodzenia. Instruktorka działała na mnie jak czerwona płachta na byka i zamiast koncentrować się na oddechu i kolejnych asanach, miałam w głowie tylko jedno: co jest ze mną nie tak, że ta kobieta tak na mnie działa? Pytanie pozostało bez odpowiedzi a joga poszła w zapomnienie. Zniechęciłam się i wydała mi się po prostu nudna. Niemal zawsze byłam aktywna - kocham rower, lubię pływać,  trenowałam tenisa, jazdę konną i narty, zostałam nawet instruktorem fitnessu. Miałam kilkuletnią przerwę od codziennej dawki sportu, ale w Genewie nie da się nie być aktywnym. Tu wszyscy biegają, jeżdżą na rolkach, nartach, wrotkach, deskorolkach, rowerach i czym tylko się da. Ale ja chciałam czegoś więcej, niż tylko dobrej kondycji. Chciałam zgrać swoje ciało z tym co mam w głowie - z radością.
Zupełnym przypadkiem trafiłam na Soluna Studio i na instruktora, który jest fenomenalnym, energicznym człowiekiem z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem. Do tego pięknie zbudowanym i o wyjątkowo młodej powierzchowności, która odpowiada młodości jego duszy, ale niekoniecznie metryce. To jest zresztą jedna z zalet jogi - ona odmładza. 
Nagle okazało się, że Hatha Joga potrafi być nie tylko fascynująca i stymulująca, ale może też pięknie rzeźbić ciało, wykształcać niesamowitą jego świadomość i harmonizować to, co w naszej głowie, przekładając to w cudowny sposób na życie codzienne. Odmian jogi jest teraz tysiące, można znaleźć lekcje z muzyką, bez, w bardziej energicznym wydaniu czy koncentrujące się na określonych zagadnieniach jak np joga kundalini, czyli joga hormonalna. Najważniejszy jest nauczyciel, jak we wszystkim.
Po jodze czujemy jedność. Nie wiem dokładnie jak Wam to opisać, ale czujemy nasze ręce, nogi, każdą część ciała oddzielnie a jednocześnie je wszystkie razem. Nabieramy świadomości ciała  a w głowie jest nam lżej i przyjemniej. Pamiętacie jak w "Eat, Pray, Love" Elizabeth Gilbert, balijski szaman kazał jej uśmiechać się wątrobą? No więc po jodze uśmiechają się wszystkie nasze organy :)

Polecam, spróbujcie. Harmonia to modne ostatnio słowo, ale w tym przypadku naprawdę właściwe.
Miłego weekendu kochani, my pakujemy się powoli, aby po południu ruszyć za naszą wschodnią granicę na włoski weekend!

czwartek, 29 marca 2012

Zimowy coleslaw

 Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl

Nie mam pojęcia czy to jakieś fatum czy totalna nieudolność komputerowa...w każdym bądź razie dziś będzie prawie bez zdjęciowo..gdyż..również i mój komputer, podczas przygotowywania owego posta, zjadł prawie wszystkie zdjęcia sałatkowe. Na deser zostawił dwa...z czarną rzepą i cebulą. Spłakałyśmy się z Dorocią ze śmiechu, kiedy to z rozżaleniem zadzwoniłam do niej z ową informacją. Dla pocieszenia wrzucę filmik...a co??!!:)
Naprawdę ten blog przynosi nam ogromnie dużo radości, z powodów totalnie skrajnych.
no ale cóż, jedziemy z tymi pysznościami!!

Zaczyna się czas, kiedy na nowo ładujemy witaminowe akumulatory. U mnie ewidentnie organizm sam dopomina się świeżej dostawy, bo manipuluje mną na wszystkie strony i notorycznie mam ochotę na jakieś warzywko, sałatkę, soczek, jabłuszko. I mimo, że sokowirówka codziennie burczy o poranku wypluwając z siebie coraz to nowe owocowo-warzywne kombinacje, to wciąż za mało.
Ponieważ jakiś czas temu w Kuchni Tv ponownie pojawił się Jamie ze swoim programem "Jamie w domu", w którym aż kipi od zieloności, świeżości i pyszności postanowiłam jeden z przepisów dodać do domowego menu.
Generalnie jest mnóstwo obierania, tarcia i siekania więc trzeba poświęcić nieco czasu, ale uwierzcie że sałatka naprawdę warta jest tyle zachodu.

Składniki:
  • 2 marchewki,
  • 1 bulwa kopru włoskiego,
  • 1 burak,
  • 1 rzepa lub 1/2 selera,
  • 200 g białek kapusty,
  • 200 g czerwonej kapusty,
  • 1/2 czerwonej cebuli,
  • 1 szalotka,
sos:
  • sok wyciśnięty z jednej cytryny,
  • 3 łyżki oliwy,
  • listki oberwane z mieszanych ziół (mięta, koper włoski, koperek, natka pietruszki...czego dusza zapragnie i co akurat ma pod ręką),
  • 250 ml jogurtu naturalnego,
  • 2 łyżki musztardy,
  • sól, pieprz.
Obiecany filmik...jedyny ratunek dzisiejszego posta
Wszystkie warzywa myjemy i obieramy, z kapusty obrywamy wierzchnie liście. Na tarce o grubych oczkach ścieramy marchew, koper włoski, burak, rzepę, selera. Kapustę cienko szatkujemy, cebulę (to mam, to mam!!) oraz szalotkę kroimy na cieniutkie plasterki. Wszystkie warzywa łączymy w misce...
Uwaga!!!!! wychodzi z tego gigantyczna porcja na minimum 5, 6 osób.
W osobnej misce robimy sos: sok z cytryny, oliwę, musztardę oraz wybrane przez siebie zioła (posiekane) łączymy ze sobą, przyprawiamy do smaku solą oraz pieprzem, ja dodałam jeszcze kilka kropel tabasco.

Porcja witamin w bardzo, bardzo przyjemnej formie. Sałatkę można podać do mięsa gotowanego, pieczonego, smażonego, grillowanego..i jakiego jeszcze tam chcecie. Ja jadałam do pierogów...i też było wspaniale:)

Ps. Całujemy Was drodzy nasi czytelnicy...mamy ogromną nadzieję, że brak wizualizacji (chwilowy) nie zniechęci Was do odwiedzania nas:D Pozdrawiamy uhahane po pachy!!

środa, 28 marca 2012

Lace lining

Kurtka Guess, bluzka Zara, spodnie D&G, buty Sandro, bransoletka Reserved
Mój komputer zwariował i sam zaczął kasować moje zdjęcia. Do tego wybiórczo nie chce niektórych z nich ładować na stronę. Jak widać starość nie sprzyja nikomu i niczemu. Zostały mi trzy zdjęcia, niepożarte przez moją maszynę, które zrobilismy podczas niecdzielnego pikniku. Jasna kurtka z koronkową podszewką to znakomite wykończenie większości moich wiosennych zestawów i idealna para dla białych T-Shirtów. Do tego jeansy, proste balerinki lub mokasyny i zestaw na ciepłe dni jest kompletny. Kocham za to wiosnę!


poniedziałek, 26 marca 2012

7 rzeczy weekendowych

Drzewa pięknie ubrane na wiosnę

Już nie raz wspominałam, że niedziela to mój najukochańszy dzień tygodnia. W niedzielę zawsze tyle się dzieje, a jednocześnie nie dzieje się prawie nic. Bo jest tak, że nie ma nic do załatwienia, nic do zrobienia (ja w niedzelę w domu nie robie naprawdę nic, nawet najgorszy bałagan może poczekać do poniedziałku i nie ucieknie - sprawdziłam osobiście, wszystko zostaje zawsze w tym samym miejscu). Bywa tak, że leniuchujemy, leżymy w łóżku, pół dnia jemy tylko czekoladę, idziemy na spacer albo fajne jedzonko. W niedzielę miasto pusztoszeje, ludzie przechadzają się wolniejszym krokiem, powoli zaczynają pojawiać się pierwsi piknikowicze w parkach. W niedzielę słońce świeci pod zupełnie innym kątem. My graliśmy w piłkę, rozpoczęliśmy sezon grillowy pysznymi cevapcici i cieszyliśmy się promieniami słońca, które zawitało w Genewie już na dobre, dopracowując ostatnie szczegóły najbliższych podróży, dzięki którym najbliższe dwa miesiące będą bardzo intensywne.

Absolutnie fenomenalne drożdżowe pierożki z kaszą gryczaną i twarogiem z tego przepisu. Ja swoje dobawiłam jeszcze solą truflową, a do śmietany dodałam odrobinę oliwy truflowej, truflowej soli o octu balsamico invecchiato
W drodze powrotnej z sobotniej jogi, przy jednej z głównych ulic pełnego życia Paquis, zauważyłam tę cudną parę, pałaszującą śniadanie na balkonie. Pięknie i smacznie, prawda?
Moje ukochane peonie
Niedzielne śniadanie w Le Pain Quotidien
Mecz piłki nożnej, do którego niestrudzenie próbowali dołączyć: Viktor i wielki wilczur znajomych. 
Pyszne, poranne cappuccino na początek dobrej niedzieli.

piątek, 23 marca 2012

Thomas Dorn & Isabelle Derigo


Isabelle Derigo jest jednym z instruktorów jogi w Solunie - studiu, w którym ćwiczę. W duecie ze znakomitym fotografem Thomasem Dornem, stworzyli serię magicznych, pięknych i wyjątkowych zdjęć, przedstawiających asany w różnych aspektach. Nazwali je Żartem. I tak mamy game of mystery, game of mirroring, game of love, game of art i game of spontaniety. Jak tłumaczą sami autorzy, zdjęcia mają służyć między innymi przełamaniu granicy między myślą i materią. Dla mnie są obrazem siły i piękna ludzkiego, a szczególnie kobiecego ciała. Więcej zdjęć możecie obejrzeć TU.  


czwartek, 22 marca 2012

White collar

Bluzka, spodnie Sandro, buty Louboutin, torba Francesco Biasia
 Zestaw z niedzielnego brunchu. Lubie w nim miks kolorów. Bluzka z Sandro, którą uwielbiam za cudownie delikatny jedwab, wzory i namalowany kołnierzyk oraz spodnie o idealnej długości. Cygaretki to zdecydwowanie mój faworyt. 


środa, 21 marca 2012

Chciejstwa kuchenne

Więcej moich przepisów oraz wpisów na www.smakowitezycie.blogspot.com oraz na facbook’u http://www.facebook.com/Smakowitezycie?ref=hl
 
 

Absolutnie nie jestem gadżeciarzem. Nie mam super nowych telefonów z fontanną, wypasionych laptopów które ważą mniej niż piórko, nie używam ipodów, ipadów, blackberry ani innych tego typu nowości.
Jest jednak taka strefa do której notorycznie dokupowałabym coś nowego:)
Jak się pewnie domyślacie dotyczy to mojego kuchennego królestwa. Żaden sklep z kuchennym wyposażeniem nie jest mi obcy, uwielbiam zarówno te wielkie jak np. dwa cudowne przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie, albo Mega Punkty w różnej lokalizacji, jak i te mniejsze, gdzieś w małych polskich miejscowościach, domy handlowe w których można czasem znaleźć naprawdę niesamowite rzeczy (tę miłość akurat zaszczepiła we mnie mama, mistrz wyszukiwania takich sklepów jak i przeszukiwania ich)
Ponieważ Dorocia co jakiś czas wrzuca na bloga foto listę swoich chciejstw, ja z racji pozazdroszczenia, również postanowiłam to zrobić:)

forma na tartę z wyjmowanym dnem:) 
www.tchibo.pl

pod taką szklaną paterą wyobrażam sobie mnóstwo pyszności
www.notonthehighstreet.com
www.vox.sklep.meble.pl 

absolutnie zachwyca mnie najnowsza linia marki Kenwood. Miksery ręczne, planetarne, czajniki...wszystko w przepięknych kolorach i niezwykle pięknym designie.
www.kenwoodworld.com 

Odkąd stałam się posiadaczem sokowirówki takie rozwiązanie na przechowywanie wszelkich dóbr natury było by wskazane
www.notonthehighstreet.com 
niezwykłe i niepowtarzalne drewniane wyroby firmy I love nature. Tę deskę z jesionowego drewna ukochałam sobie szczególnie. Można ich znaleźć na fcb bądź tu 
www.pakamera.pl/i-love-nature-0_s12093163.htm
Tea Forte - kolekcja Solstice - w sam raz na popołudniową herbatkę
www.artcoffe.pl 

Powoli przymierzam się do makaroników o których Dorocia wspominała w tym poście, ten gadżet będzie niezbędny:) 
www.lekue.es 
poszukiwanie nożyczek to chleb powszedni, to rozwiązanie wydaje się być idealne 
www.fabrykaform.pl
a może wałek do ciasta? jak widać mocno nagradzany.
www.homeware.fiskars.com

a może macie notoryczny problem z pietruszką która po kilku dniach nie nadaje się do jedzenia? Warto przechowywać ją w czymś takim, zgodnie z tym co twierdzi producent, zioła są świeże przez nawet 3 tygodnie
www.prepara.com 
oszalałam na punkcie emaliowanych naczyń firmy Riess...wczoraj w TKMaxx nabyłam pistacjowy rondelek:)
marzy mi się jeszcze oczywiście ziołowy zakątek, z którego mogłabym notorycznie podkradać różne dobrości
a na koniec stwierdzam że to wszystko, aby się pomieściło, potrzebuje takiej właśnie kuchni:)

poniedziałek, 19 marca 2012

Restaurant du Parc des Eaux-Vivres

Tak jak wspominałam wczoraj, czekałam na ten brunch cały tydzień. Powodów było kilka. Przede wszystkim ciekawość - co serwują w tym wybornym i pięknym miejscu (restauracja ma dwie gwiazdki Michelina), często siadałam na ichniejszym tarasie, aby napić się latem kawy, ale nie miałam okazji nieczego skosztować. Powód drugi - babysitting - opieka trzech niań, oddzielna sala zabaw dla dzieci i organizowane atrakcje oznaczały spokojny posiłek we dwoje, bez stawania na zmianę na warcie lub pogoni za Viktorem. Poza tym naprawdę staram się nie podejmować żadnych domowych czynności w niedzielę, w tym gotowania, więc takie brunchowe rozwiązanie jest idealne dla naszej trójki.
Menu bufetowe miło mnie zaskoczyło - lekkie potrawy, podawane na małych miseczkach, talerzykach i salaterkach, co pozwoliło nam lepiej dozować pochłaniane ilości i było dużo bardziej higieniczne, niż wielkie misy, z których nakładają sobie wszyscy, co jest najczęściej spotykaną formą serwowania brunchy. Wszystko wyborne, dużo warzyw, ryb, owoców. Bardzo ciekawe miksy smakowe, np. słodkawy sos marchewkowo-mangowy a na nim kuskus z warzywami w bardziej słonej tonacji, dobawione buraczkowymi chipsami. Niezbyt bogata oferta dań na ciepło - risotto, omlet z rukolą, kaczka i jagnięcina. 
Zwariowałam na punkcie ichniejszego kremu porowo-selerowego z grzankami. Zupa znana i w wielu miejscach serwowana, tu w wydaniu królewskim - cudownie puszysta, kremowa, delikatna ale nie mdła, o idealnie zbalansowanym smaku. Stanowiła osiemdziesiąt procent mojego brunchu :)
Wyborne desery, wizualnie tradycyjne, zaskakiwały już przy pierszym kęsie. Tarta z musem bazyliowym na słodko i malinami. Oponka z kremem kajmakowym. Karmelowy Crème brûlée. Do tego wspaniałe lody w autorskich smakach szefa kuchni. 
Bardzo fajna atmosfera, goście ze wszystkich stron świata i mimo, iż restauracja jest jedną z najelegantszych w Genewie, było naprawdę niezobowiązująco i swobodnie. 
Miejsce, do którego na pewno warto zajrzeć podczas wizyty w Genewie - restauracja i pięciogwiazdkowy hotel położone w pięknym osiemnastowiecznym pałacyku, w zjawiskowym Parku des Eaux Vivres, z obłędnym widokiem na Jezioro Genewskie. 


82, quai Gustave-Ador
CH-1211 Genève 6
Szwajcaria