środa, 28 listopada 2012

Margiela on Mt Blanc

Sweter/sweater Maison Martin Margiela for H&M, naszyjnik/necklace Zara, buty/shoes Alexander McQueen, torebka/bag DVF Mini Harper's Bag, paznokcie/nails Essie 'Leading Lady'
Tegoroczna kolekcja Margieli dla H&M jest ciekawa, śmieszna i bardzo wyróżnia się na tle pozostałych projektantów. Nie wszystko bym ubrała, nie wszystko mi się podoba, ale fajny  jest sam fakt, że wiele się tam dzieje a całość jest potraktowana z przymrużeniem oka. Ten sweter od razu podbił moje serce, uwielbiam takie ciepłe, wygodne suienki i tuniki z ciekawym wykończeniem, które są na tyle uniwersalne, że w zalezności od dodatków mogę w nich przechodzić niemal całą zimę.  

This year Maison Martin Margiela for H&M is truly interesting, funny and really stands out from all previous designers collection. I wouldn't wear all of it, I don't even like all of it but I do like the fact that it's not completely serious in a way, how he played with structure of designed pieces. Sweater, that I've immediately fall in love with. I adore warm, comfortable dresses and tunics with an original finishing, that are versatile, and it only depends on how you accessorize the outfit to make it a whole-winter-go outfit.

wtorek, 27 listopada 2012

Chamonix


O Chamonix słyszałam już wiele. Jest to jeden z najbliższych od Genewy kurortów narciarskich, wyjątkowo popularny, bo położony po francuskiej stronie zbocza Mont Blanc a od czasu Olimpiady w 1924, uważany za bardzo prestiżowy. Po naszej zeszłoroczniej wycieczce do Verbier , spodziewałam się podobnego krajobrazu, architektury, atmosfery. Niestety Chamonix nie powaliło mnie na kolana. Jestem przekonana, że dla wprawionych narciarzy, którzy całe dnie spędzają na stokach może ono być znacznie bardziej atrakcyjne, chociaż nawet pod tym wględem dotarcie do wyciągów i tras zjezdowych wydawało mi się znacznie bardziej skomplikowane, niż w Verbier. Jednak dla nas, będących tym razem tuż przed sezonem, zainteresowanych głównie odpoczynkiem i pięknymi widokami, Chamonix nie miało wiele do zaoferowania. 

{Świetne graffiti na jednej z kamienic}

Przede wszystkim Chamonix nie jest taką górską wioską w wydaniu de luxe. To miasto  o ciut industrialno - turystycznym charakterze, które czasy świetności zdaje się mieć za sobą. Restauracje raczej nastawione na dużą ilość przejściowych gości, niż na proste, lokalne jedzenie w dobrym wydaniu. Komercyjne sklepy, mało oryginalne butiki, wysokie ceny. Czaru niewątpliwie dodaje masywny, budzący respekt i piękny Mont Blanc oraz cały łańcuch Alp z wiecznie białymi szczytami, otaczający miasto.
{Grzane wino, najwspanialsze na górskie wieczory}
Nie mieliśmy też szczęścia, ponieważ wszystkie główne wyciągi były w tych dniach nieczynne. Moje marzenie wjechania na Aiquille du Midi okazało się niemożliwe, a wyprawę pociągiem do Le glacier d'Argentière, czyli zamarźniętego jeziora między wierzchołkami Mont Blanc odłożyliśmy na następny raz, choć wyglądał naprawdę wspaniale, odcinając się hipnotyzującym błękitem od zaśnieżonych szczytów. Ruszyliśmy z powrotem na szwajcarską stronę Alp, do Martigny.
Wijące się wśród malowniczych górskich zboczy wąskie drogi, doprowadziły nas do Forclaz, uroczego miesjca z jednym holelem i należącą do niego restauracyjką, położonymi na ponad 1500 m.n.p.m. Obłędne widoki, pyszne jedzenie i tysiące tras do łażenia po górach, przystosowanych do każdego poziomu zaawansowania. Marzy mi się kilka letnich nocy w Forclaz, w dobrym towarzystwie, z codziennymi wycieczkami górskimi, codziennie inną trasą. Cudowny relaks i detoks dla głowy. 
Tak więc, jeśli miałabym wybrać między Chamonix a Verbier miejsce na zimowy odpoczynek, bez namysłu wróciłabym do Verbier. Jeśli jednak macie większe doświadczenie i rozeznanie w rejonach Chamonix i Mont Blanc, to chętnię przyjmę wszelkie wskazówki gdzie warto pojechać, pójść, zjeść i co warto zobaczyć. 

O Verbier pisałam Tu i Tu

wtorek, 20 listopada 2012

Caramel feet


Sweter i buty/Sweater and shoes Zara, spodnie/jeans Prada, torba/bag Diane von Fustenberg,  paznokcie/nails Essie 'Lady Godiva'

Rudy to absolutnie mój ulubiony kolor skóry. Szczególnie podczas jesieni. Uwielbiam też wielkie, miękkie i grube swetry, a w tym sezonie bardzo długo szukałam idealego, w jasnym kolorze. I chociaż obcasy noszę, już od jakiegoś czasu, bardzo okazjonalnie, to dla tych botków byłam gotowa zrobić wyjątek. 

Caramel is absolutely my favorite color when it comes to leather. Especially during the fall. Recently I'm also in love with big, soft and thick sweaters, this season, I was looking for a perfect one in bright color quite a long time. I'm wearing heels occasionally, but for this booties I was ready to make an exception.







piątek, 16 listopada 2012

Champions breakfast


Danie, które uniemożliwia bycie na diecie. Przynajmniej w porze śniadania. Uwierzcie mi jednak, że nawet, jeśli próbujecie oszczędzić się nieco przed świętami, jest ono warte grzechu. 

The dish, which makes it completely impossible to be on a diet. At least during the breakfast time. Believe me though, even if you're trying to save a little before Christmas, it is to die for.

Potrzebujemy: 


  • 2 jajka ugotowane na miękko
  • 4 kawałki brioszki 
  • około 2 łyżek roztopionego masła
  • 4 łyżki drobno utartego Parmezanu (opcjonalnie)
  • 2 plasterki szynki Parmeńskiej, przekrojone wzdłuż na pół
  • sól 
We'll need:

- 2 soft boiled eggs
- 2 pieces of brioche
- about 2 tbs of melted butter
- 4 tbs grated parmesan cheese
- 2 slices of parma ham
- salt


Przygotowanie jest banalne:

Rozgrzewamy piekarnik z funkcją grilla na 180 stopni. Kawałki brioszki smarujemy z dwóch stron roztopionym masłem. Obtaczamy w tartym Parmezanie (jeśli mamy na niego chęć, ja 
czasami wersję bez parmezanu) a następnie zawijamy w plasterek szynki parmeńskiej.

Układamy brioszki na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i grillujemy przez około 2 - 3 minuty (na ostatnią minutę możemy brioszki położyć na wyższej półce piekarnika, żeby były bardziej rumiane i żeby szynka lepiej się przypiekła), a. Pamiętajcie, że słodkie ciasto drożdżowe szybko zaczyna się rumienić!

Podajemy z jajkami ugotowanymi na miękko i solą morską do doprawienia.



Preparation is beyond easy, even for beginners:


Preheat oven with a grill at 180 degrees. Smear brioches with melted butter on both sides (you can also breat it in grained parmesan, I like both versions) and roll up with a slice of parma ham. 


Put brioches on a baking tray lined with baking paper and grill for about 2 - 3 minutes (at the last minute you can put brioches on a higher shelf of the oven to have them more florid and for parma to roast better), just remember that brioche gets florid quite fast!


Serve with soft-boiled  eggs and sea salt for seasoning.

Mniammmmm........






*Przepis pochodzi ze strony Kwestia Smaku

piątek, 9 listopada 2012

Route 66 - cz.X (Grand Canyon - Las Vegas)


                                        Przedostatni etap naszej podróży, długi (ponad 480km), ale bardzo atrakcyjny i interesujący. Wcześnie rano wyskoczyliśmy jeszcze nad Grand Canyon, żeby obejrzeć wschód słońca i w ten sposób mieliśmy zaliczony wschód i zachód. Poza tym, miejsce jest tak piękne, że można tam przesiadywać całymi godzinami i bez wątpienia pozostanie w mojej pamięci na zawsze. 

dawny domek strazników parku

wstaje dzien  Grand Canyon

sylwetki ludzi obrazuja potege miejsca

warto wczesnie wstac

                                        Pozostawiając ten cud natury za plecami, wyruszyliśmy z powrotem na „naszą 66-ke” i zaraz po wjechaniu na nią trafiliśmy na miescowość Williams. Powiedziano nam (małżeństwo polaków, które spotkaliśmy wjeżdżając do Arizony), ża warto się tu zatrzymać bo to bardzo interesujące miejsce. Ku naszemu zdziwieniu, po wjechaniu do miasta, nie zauważyliśmy w nim nic specjalnego, ot taka sobie mieścina. Zatrzymaliśmy się koło sporego kościoła, w miarę atrakcyjnego z zewnątrz, z własnym parkingiem, ale nie wchodziliśmy już do środka. W kafejce obok wypiliśmy kawę i wyruszyliśmy (trochę wkurzeni, że straciliśmy czas) w dalszą drogę. Aby nadrobić stracony czas, postanowiliśmy zjechać z 66 i wjechać na równoległą do niej autostradę. Żeby się na nią dostać, trzeba było przejechać przez tory kolejowe na drugą stronę miasta. Całe szczęście! Dzięki przypadkowi znaleźliśmy się nagle w mieście wprost niesamowitym. Niby to samo, ale zupełnie inne, jedna częśc nie ma nic wspólnego z drugą. Nagle otaczało nas miasto z lat 50,60,70 aż do 80-tych. Fantastyczne! Domy, sklepy, stacja benzynowa, restauracje, bary - wszystko z tamtych lat. Od neonów aż do blatu w barze, od krzeseł i siedzeń, aż do dekoracji i wystroju łazienek, muzyka, kolory i stylistyka – wszystko z tamtych „Happy Years”. Wrażenie ogromne. Odnaleźliśmy tam nawet samego Elvisa Presleya. Williams było ostatnią ofiarą autostrady miedzystanowej I40, której otwarcie drastycznie zmniejszyło ilość przejezdnych, ale dzięki silnej woli, upartości i poświeceniu mieszkańców miasta, którzy postanowili konserwować i utrzymywać miasto i przedmioty z innej epoki, dzisiaj jest to miejsce obowiązkowego postoju dla amatorów 66-ki i tych, których interesują tamte lata. Dobrze że tu trafiliśmy. 

Williams

jak widac jestesmy na 66-ce

Cruisers Cafe - prawdziwa ikona Drogi 66

odnalezlismy Elvisa!

swieta prawda - wolnosc nie przychodzi darmo

dekoracja z lat 60-tych

glówna ulica Williams

1957 Buick 2 Door Hardtop

13 pazdziernika 1984 - inauguracja obwodnicy na nowej autostradzie miedzystanowej I40

                                         To był jednak dopiero początek miłych niespodzianek tego dnia. 70 km dalej zatrzymaliśmy się w miejscowości Seligman, którą zamieszkuje ok 500 osób. Zapewniam wszystkich, że czas zatrzymał się i tam w latach 50-ych i całe szczęście, że tak się stało. Delgadillo’s Snow Cap Drive-In, historyczny budynek Seligman Sundries (rozmaitości), orginalne budynki rodem z westernów, samochody…wspaniała, kolorowa uczta wszelakich przeróżności, która nie pozostawia nikogo obojetnym. 

Delgadillo's Snow Cap Drive-Inn

to jest prawdziwa ubikacja

piekne wspomnienia

Seligman Sundries

to byly "prawdziwe" policyjne samochody

Dziki Zachód

jak przyjdzie czas to ja poprosze o taki - z tym "kapciem" zawsze to dluzej potrwa

                                        Jadąc dalej, zatrzymaliśmy się w mieście Kingman, aby obejrzeć wspaniały egzemplarz olbrzymiej lokomotywy parowej, która poruszała sie po słynnej linii kolejowej Santa Fe. Pamiętacie z poprzednich odcinków niekończące się proste i ciężarówki? Tutaj też ich było pełno. 

lokomotywa 3759

w porównani z tymi olbrzymami nasz samochód wygladal na zabawke

                                        Po południu wjechaliśmy do Nevady, przjeżdżając przez nowy most nad rzeką Colorado w miejscu, gdzie wybudowano olbrzymią zaporę wodną Hoover Damm. Następnego dnia wrócimy tu na zwiedzenie tego obiektu. O zachodzie słońca wjeżdżaliśmy do Las Vegas. Tutaj zatrzymamy się 3 dni, ale o tym w następnym odcinku.

witamy w Nevadzie

tam gdzie zachodzi slonce czekalo na nas fantastyczne Las Vegas

widok z salonu naszego apartamentu hotelowego